Mówią o dwóch wizjach, o tradycji, która zderza się z liberalnym postrzeganiem świata, mówią o tym, że Polska katolicka, bogoojczyźniana, narodowa strzela z okopów do Polski S.A., wyluzowanej, tęczowej, która się poci Ralphem Laurenem na Placu Zbawiciela przy sojowej latte. Ziemniaki z kwaśnym mlekiem kontra sushi, tofu i krewetki z patelni. Volkswagen Golf z 1995 roku vs nowy Lexus w leasingu, Zenek Martyniuk vis a vis Stinga, bose umęczone stopy w polu kukurydzy kontra Ecco za czwórkę pięćset-plusowych dzieci depczące marmurowe salony. Motorola z klapką i najnowszy IPhone. Starczy?
A gdyby tak przez sekundę pomyśleć, że ta wyimaginowana walka nie jest celem tylko środkiem. Że to nie jest ideologia tylko skok na kasę. Że dwie wieże, miliony Szumowskiego, spółki skarbu państwa, słowem – synekury, to jest prawdziwy cel dobrej zmiany.
„Kasa, misiu kasa” – najeść się, nachapać, nazdobywać….
Patrzę na tych nuworyszy na scenie, na Kanthaków, Kaletów, Ozdobów, którzy jeszcze niedawno byli absolutnie „no name boys”, a teraz doznali skoku cywilizacyjnego od schabowego z kapuchą do przysłowiowych ośmiorniczek u Sowy – za grosze przecież, wobec wszechobecnej kasy zewsząd spływającej pod łaskawym okiem dobrodzieja. Kasy, o której w tym systemie się nigdy nie dowiemy, bo tylko czasem przypadkiem coś wyłazi, co się gasi i przykrywa niby duperelami. Tu się jakieś prawo komuś odbierze, tu pomacha szabelką, gdzie indziej postraszy, ale ważne żeby „sąd był po naszej stronie”, bo on przecież na końcu mógłby coś orzec.
W swej niezawisłości i niezależności.
A walka przecież jest potrzebna, walka mobilizuje naród, walka trzyma wszystko w ryzach, bo jak pół narodu ma wroga, to łatwo nim sterować i napuszczać jednych na drugich. Naród musi mieć misję. A ja sobie myślę, że pierwsze trzy rzeczy, które obalili na samym początku, czyli w 2015 to Trybunał Konstytucyjny, żeby ten sąd się nie przyczepił, media (TVP), żeby zawsze wygrywać oraz służbę cywilną – tak cichaczem, żeby móc dowolnie synekury rozdawać. I to ostatnie było pewnie najważniejsze.
To na to zatem patrzmy i to prześwietlajmy.
Bo drogi elektoracie – to jest biznes. Wielki biznes. Niewyobrażalnie wielki.
A piszę to wszystko w chwili, kiedy przez Polskę i Świat przetacza się fala protestów wobec próby wypowiedzenia Konwencji Antyprzemocowej (Stambulskiej) przez Zbigniewa Ziobrę, który równocześnie przygotowuje po cichu ustawę o prewencyjnej konfiskacie majątku – czyli krótko mówiąc, o zabieraniu wam kasy bez wyroku sądu.
I tak to działa.
PS. A poza wszystkim: młode ziemniaki, młoda kapusta, kalafior z bułką tartą, jajko sadzone…pomyślcie o tym.
Redaktor naczelny Super Nowości Jakub Karyś



6 Responses to "„Kasa misiu, kasa”"