
PODKARPACIE. Już przy rocznych obrotach 20 tys. zł obowiązuje zakup urządzeń rejestrujących prowadzenie ewidencji sprzedaży.
Na podkarpackich bazarach coraz więcej osób likwiduje działalność gospodarczą. Na popularnym bazarze „Balcerek” w Rzeszowie na kilku stoiskach pojawiły się kartki z napisem „wynajmę”. Powodem zamykania stoisk są nowe przepisy, które nakazują nawet drobnym przedsiębiorcom zakup drogich kas fiskalnych. A te kosztują od 1600 do nawet… 4000 zł.
Od początku roku na handlowców padł blady strach. Zgodnie bowiem z rozporządzeniem ministra finansów, zmniejszył się limit rocznych obrotów handlowych do 20 tys. zł. Z tego powodu sprzedający odzież, znicze, warzywa, prowadzący punkty usługowe, czy szalety, a nawet schroniska dla zwierząt muszą prowadzić kasę rejestrującą (fiskalną). To dla osób prowadzących taką działalność spory problem. Nie stać ich bowiem na zakup kas.
– Coraz więcej moich kolegów rezygnuje z działalności gospodarczej – mówi zdenerwowany pan Adam (35 l.) z „Balcerka”. – Nie podam swojego nazwiska i nie zgodzę się na zdjęcie do gazety, bo zaraz namierzy mnie urząd skarbowy i mnie ukarze. Nie stać mnie na zakup kasy fiskalnej. Ostatnio pracownicy skarbówki nasilili kontrole, udają klientów, a potem nagle machają legitymacją i mówią, że są ze skarbówki. Zmniejsza się liczba handlujących, a zwiększa liczba urzędników w urzędach skarbowych, bo potrzeba coraz więcej ludzi.
– Od 14 stycznia do 24 lutego w ramach zimowej akcji „Weź paragon” inspektorzy z Urzędu Kontroli Skarbowej nałożyli na terenie Podkarpacia łącznie 545 mandatów na kwotę 93380 złotych za niezaewidencjonowanie sprzedaży za pośrednictwem kas rejestrujących pomimo takiego obowiązku – poinformowała Teresa Piechowicz, rzecznik prasowy Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie. – Naruszenie obowiązków skutkuje konsekwencjami w kodeksie karnym skarbowym. Ujawnienie sprzedaży usług z pominięciem kasy kończy się wymierzeniem mandatu karnego kredytowanego.
Nagonka na handlowców
Pan Jan (46 l.), handlowiec z ulicy Dołowej w Rzeszowie, sprzedający odzież, również jest wzburzony absurdalnym pomysłem rządu w sprawie obowiązku prowadzenia kas fiskalnych. – Według nowych przepisów, kto osiąga obroty w wysokości 1667 zł miesięcznie musi już posiadać kasę. Kto to wymyślił? Czy ktoś z urzędników potrafi przeżyć za taką kwotę? Przecież mało kogo z drobnych handlowców będzie stać na zakup kasy za dwa czy trzy tysiące złotych.
– To nagonka na słabo zarabiających handlowców. Pracownicy skarbówki czają się przy stoiskach, wybierają towary, a potem krzyczą, że nie wydajemy paragonów, albo nie mamy kas – mówi pani Anna (50 l). – Jeśli państwo chce mieć podatki, to niech nie odstrasza przedsiębiorców takimi obciążeniami.
Mariusz Andres



20 Responses to "Kasy fiskalne wykończą handlowców"