
PIŁKA RĘCZNA. MŚ. Rozmowa z Damianem Krzysztofikiem, obrotowym PGE Stali Mielec znajdującym się w szerokiej kadrze reprezentacji Polski.
Damian Krzysztofik przygotowywał się z reprezentacją Polski do mistrzostw świata. Do Kataru jednak nie pojechał. Trener Michael Biegler postawił na Bartosza Jureckiego i Kamila Syprzaka.
– Po zwycięstwie nad Chorwacją dzwonił pan z gratulacjami do kolegów z kadry? Albo chociaż wysłał SMS-a?
– Nie chcę zapeszać, więc zrobię to po finale. W reprezentacji trzymałem się z młodymi, między innymi z Przemkiem Krajewskim, ale starsi też byli super. To świetna grupa chłopaków, a ja czuje się jej częścią.
– Zazdrości im pan? Oni piszą kolejny rozdział historii, a pan to ogląda w telewizji?
– Trochę boli, że nie jestem w Katarze, ale taki jest sport. Nie mogę się obrazić, że trener wybrał kogoś innego. Pozostaje przełknąć lekką gorycz i pracować dalej.
– To, że jesteśmy w półfinale, możemy chyba nazwać niespodzianką?
– Przed mundialem w kadrze temat medali nie istniał. Owszem, każdemu gdzieś to chodziło po głowie, jak to u ambitnych sportowców. Jednak znalezienie się w czwórce najlepszych drużyn świata było raczej cichym marzeniem.
– Kołowi Bartosz Jurecki i Kamil Syprzak wykonują tytaniczną pracę. Starczy im sił?
– Bartek to klasa sama w sobie, „Sypa” gra mniej, ale jak już pojawi się na boisku, daje popalić rywalom. Ten chłopak ma wszystko – wzrost, koordynację, serce do walki. Zmęczenie to żaden problem. Na tym etapie turnieju już nikt o nim nie myśli. A sińce i urazy to chleb powszedni każdego piłkarza ręcznego.
– Skoro już jesteśmy przy pana pozycji na boisku. Igor Vori to utytułowany zawodnik, ale po meczu z Polską stracił w oczach kibiców.
– Graczowi tej klasy nie przystoi się tak zachowywać. Nie mogę pojąć, dlaczego sędziowie nie skorzystali z przywileju powtórek. Powinni obejrzeć, co Vori robi z Syprzakiem i wyrzucić Chorwata. Cała hala widziała na telebimie, co się wydarzyło, poza arbitrami.
– Ogromne pretensje do pracy sędziów zgłaszali Niemcy, którzy przegrali w ćwierćfinale z Katarem. Powinniśmy się obawiać panów z gwizdkami?
– Katar ma szmal, a my „Kasę”. Ale poważnie, obawiam się, że piątkowy półfinał to będzie pojedynek siedmiu Polaków na dziewięciu Katarczyków.
– Damy radę?
– Jestem pewien, że tak. Choć mam przeczucie, że zabawa nie skończy się w regulaminowych 60 minutach.
– O złoto zagramy z Francją czy Hiszpanią?
– Z Hiszpanią.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


