
RZESZÓW. 10 kwietnia 2010 roku w wyniku katastrofy smoleńskiej życie straciło 96 osób. Dr Maciej Lasek na spotkaniu Klubu Obywatelskiego mówił o przyczynach i winnych tragedii.
– Jest kontynuatorem i sukcesorem dorobku prof. Jerzego Maryniaka – tymi słowami Zdzisław Gawlik, szef podkarpackich struktur Platformy Obywatelskiej, przywitał dra Macieja Laska na czwartkowym (27 ub.m.) spotkaniu w Hotelu Hilton Garden Inn z okazji cyklicznych spotkań Klubu Obywatelskiego w Rzeszowie, których głównym celem jest promocja poglądów i wydarzeń o charakterze społeczno-politycznym.
Widownia miała okazję ponownie usłyszeć o katastrofie Tu-154 w Smoleńsku. Dr Maciej Lasek od maja 2010 roku do lipca 2011 roku był członkiem Komisji Badania Wypadków Lotnictwa Państwowego i jest współautorem liczącego ponad 1,5 tys. stron raportu, badającego przyczyny jednej z największych katastrof w historii polskiego lotnictwa, i który – jak wskazuje dr Lasek – miał na celu to, „aby nigdy taki wypadek się nie powtórzył”.
Gdzie jest raport?
Choć raport został oficjalnie zakończony w 2011 roku, to aktualnie nie znajdziemy go na żadnej z rządowych stron internetowych. – Dzisiaj jak ktoś chce znaleźć oficjalne informacje o katastrofie smoleńskiej, to [w przeglądarce – przyp. red.] wyskakuje rosyjski raport. My Polacy nie mamy swojego raportu na naszych stronach – wyjaśniał dr Lasek. Niemniej jednak treść raportu nie zniknęła bezpowrotnie. Możemy go znaleźć na stronie www.faktysmolensk.niezniknelo.com.
Winny system, nie człowiek
Pierwszym punktem spotkania było rozstrzygnięcie kwestii związanej z tym, kto i kiedy podjął decyzję o rozdzieleniu wizyty prezydenta i premiera w Smoleńsku, gdyż właśnie ta kwestia po katastrofie przykuła sporą uwagę zwolenników teorii o zamachu. -Politycy bardzo często mówią, że ktoś doprowadził do rozdzielenia wizyt. To strona polska poprzez Sekretarza Generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przedstawiła stronie rosyjskiej dwa rozwiązania. Jedna dotyczyła wizyty wspólnej prezydenta i premiera, druga dwóch uroczystości 7 i 10 kwietnia. Pierwsza z udziałem premierów, druga z udziałem prezydenta RP– informował dr Lasek.
Podczas wykładu wskazano na wiele nieprawidłowości już na etapie przygotowania lotu do Smoleńska, w związku z tym, że 36 SPLT (zajmujący się nadzorem lotu) do przeprowadzenia lotu powołał załogę z nieważnymi uprawnieniami. – Pierwszy i drugi pilot mieli nieważne uprawnienia kontroli techniki pilotowania. Nie wykonanie tego ćwiczenia skutkuje wstrzymaniem wszystkich uprawnień – oświadczył dr Lasek. W całej kabinie pilotów jedyną osobą z ważnymi dokumentami był technik pokładowy. –To nie była wina pilotów, lecz całego systemu– dodawał dr Lasek.
Lotnisko „jak z bajki”
Komisja po odwiedzinach smoleńskiego lotniska stwierdziła, że obiekt nie nadawał się do obsługi lotów specjalnych. Przykłady? Zdjęcia, na których widać oświetlenie lotniska zamontowane wśród drzew i na budynku przypominającym starą szopę. – Jak myśmy wykazali Rosjanom te błędy na lotnisku, to oni potrafili nam odpowiedzieć, że była taka mgła, że tych świateł i tak nie było widać – sceptycznie stwierdzał dr Lasek. Na wykładzie wspomniano, że na wiele miesięcy przed tragedią lotnisko było nieczynne. Zostało otwarte przed 7 kwietnia, w związku z lądowaniem ówczesnego premier Federacji Rosyjskiej Władimira Władimirowicza Putina.
Przebieg lotu i kwestia domniemanego wybuchu
W dalszej części dr Lasek zwracał uwagę na znajomość języka rosyjskiego przez załogę i okazuje się, że jedynie dowódca biegle władał językiem, choć takie umiejętności powinien posiadać nawigator. Dodatkowo bezpośrednio przed próbą lodowania polskiego samolotu, jedna z rosyjskich maszyn dwukrotnie i bezskutecznie próbowała tej sztuki.
Później było tylko gorzej. Zawiedli kontrolerzy lotu, piloci zignorowali alert „pull up” i kiedy samolot faktycznie zaczął się wznosić, będąc 20 metrów nad ziemią, było już za późno. Maszyna straciła skrzydło, obróciła się „na plecy”, gdzie znajduje się cieńsza pokrywa stali i rozbiła się, pochłaniając życie 96 osób oraz roztrzaskując się na tysiące części, które fanom teorii spiskowych podsuwały wizję wybuchu, wykluczoną zresztą przez analizę pirotechników. Na dowód dr Lasek pokazał zdjęcia, które pokazują m.in. przecięte skrzydło z fragmentami drzewa wewnątrz oraz elementy samolotu bez nadpaleń i osmaleń. Wspomniano również o symbolicznej brzozie i jej szerokości. Średnica drzewa w miejscu przecięcia wynosiła 46 cm, zaś u podstawy miała 2 m obwodu.




15 Responses to "Katastrofa smoleńska. Mgłę niewiedzy rozjaśnia dr Maciej Lasek"