Katastrofa w Mysłowicach

Fot. Archiwum

Część II

Link do części I: http://supernowosci24.pl/katastrofa-w-myslowicach/

To było ponad 13 lat temu. Nie wiem, kto wymyślił hiszpańską restaurację na głównym placu śląskiego miasteczka, ale właśnie tam zaczęła się historia pewnego filmu. „El Toro” dziś już chyba nie istnieje, a tam spotykali się wszyscy – sztygarzy, zwykli górnicy, ich żony z dziećmi, miejscowe emerytki, a nawet członkowie lokalnej kapeli ze szczytu list przebojów.
Tam trafiliśmy z dokumentującą całą historię Natalią i w tytoniowym dymie i kwaśnym zapachu piwa, przegryzając paellę pierogami, poznawaliśmy podziemne tajemnice i niczym „barbarzyńcy w ogrodzie” niezgrabnie ich dotykaliśmy, nie mając wtedy pojęcia, co tak naprawdę znaczą. Stamtąd wiodły nasze ścieżki wśród śląskich blokowisk, gdzie Natalia, w sobie tylko wiadomy sposób wyszukiwała wszystkich w tę opowieść uwikłanych. I choć nie padnie dziś ani jedno nazwisko, spisane zostały „czyny i rozmowy”. Wtedy bezładnie i szybko powstał młodzieńczy brudnopis filmu, który nigdy nie powstał, a teraz mógłby pewnie nabrać zupełnie nowego znaczenia. W każdym razie, tak właśnie chyba to wyglądało.

33 lata temu, w środę 4 lutego 1987 roku, około godziny 5.35 w Kopalni Węgla Kamiennego „Mysłowice” w wyniku wybuchu metanu, a później pyłu węglowego, zginęło 17 górników. Dwie kolejne osoby zmarły w szpitalu. Ponad 50 zostało poparzonych lub zatruło się tlenkiem węgla…
Królestwo: Nie było zagrożenia metanowego. To była druga kategoria. Wszystkie czujniki sprawne. Przecież przy podwyższonym stężeniu metanu odcina się automatycznie zasilanie. Nie było przerwy w zasilaniu. Nie słyszałem, żeby ktoś chował czujniki metanu.

03.02.1987 kopalnia Mysłowice godzina 23.30

„Patrzcie, jak się jara.” Kubowicz przykłada zapalniczkę pod rynnę przenośnika. Ogniki pojawiają się na chwilę i zaraz nikną. Cisza. „A teraz do roboty gnoje (znowu przedrzeźnia). Królestwo czeka na węgiel.” Zaczynają pracę. Mija kilka godzin.

4.02.1987 kopalnia Mysłowice, oddział drugi, ściana 317 godzina 5.05

„Idę po narzędzia, będziemy się zbierać powoli” – mówi Władek.
„No, już kończymy.” – odpowiada Paweł.
Władek przechodzi przez całą ścianę, spotyka kolegów, zagaduje. Dochodzi do przenośnika. Idzie w górę. Tu też pełno ludzi. Dochodzi do skrzyżowania, bierze narzędzia i wraca. Chłopy robią coś przy transformatorze. „Idziemy na piwo?” – woła. „Jasne, jeszcze parę minut”. Przechodzi przez ścianę z przenośnikiem. „Kończcie szybko i na browara”. Dochodzi do kombajnu. Rzuca narzędzia. Sztygar krzyczy: „Idę odwołać spawanie.” Podchodzi do telefonu. Spogląda na zegarek. Jest piąta siedem.
Słychać głośny syk i nagle powietrze staje w ogniu.
Halina budzi się zlana potem. Na zegarze 5.07. Syn leży obok, śpi spokojnie. Rzuca okiem na balkon. Gołąb odlatuje.
Królestwo: To wielka tragedia.

4.02.1987 Mysłowice, miasto śpi

Halina wychodzi na balkon. Zaczynają krążyć karetki. Miasto się budzi.

4.02.1987 kopalnia „Mysłowice”, oddział drugi, ściana 317, godzina 5.10

Przez pył przebija się wątłe światło górniczej lampki. Słychać jęki. Na czworakach wyczołgują się górnicy. Jeden wyciąga drugiego. Władek mówi: „Tam…, byłem tam, tam ludzie zostali”, słyszy: „Nie, tam już nie ma ludzi…” – to Paweł. Czołgają się razem. Władysław gasi koszulę na Piotrku. „Chodź” – ciągnie go, „Nie dam rady”, „Przyślę ci tu kogoś”. Rusza do góry i spotyka jego brata, Wojtka. „Idź, tam Piotrek został”. Wojtek rzuca się na dół. Potyka się o kogoś, to nie Piotrek, podnosi go i ciągnie na górę. Rysiek idzie spokojnie pustym korytarzem. Nie ma pyłu. Zwalnia. Siada z torbą przy ścianie i zasypia. Władek pochyla twarz nad kałużą. Pije z niej wodę. Mówi do Pawła „Idź dalej sam” i pada. Paweł robi kilka kroków i osuwa się na spąg.
Teresa stoi w oknie i patrzy na karetki mknące przez miasto.
Królestwo: Akcja ratunkowa przebiegała sprawnie. Błyskawicznie skierowano zastępy ratowników do zagrożonego oddziału.
Waldek kończy właśnie szychtę. Przyjeżdża kolejka z następną zmianą. Jest tam Krzysztof. Biegną na pomoc do ściany. Ktoś zdziera skórę z rąk: „Skóra mi schodzi. Matko, skóra mi schodzi!”. Idą dalej. Waldek natrafia na kolejne ciała, a raczej ich resztki. Pakują na płótno zmasakrowane zwłoki. Krzysztof wymiotuje. Waldek idzie dalej „ścieżką śmierci”.

4.02.2007 msza z okazji 20. rocznicy katastrofy. Apel poległych

Odeszli, zostawiając rodziny, dzieci, niezałatwione sprawy, odeszli, zostawiając wszystko…
Jan, Krzysztof, Feliks, Ryszard, Wojciech… Dziewiętnastu.

4.02.1987 kopalnia Mysłowice,godzina 7.55

Przez bramę kopalni wchodzą kobiety. Halina z dziewięcioletnim synem. Tłum kłębi się przy wejściu. Padają kolejne nazwiska. Władysław – żyje, Władek – ranny, Paweł – wszyscy w szpitalu w Siemianowicach. Maria rzuca okiem na kartkę trzymaną, przez urzędnika. Widzi na szóstej pozycji nazwisko męża. Jest przekonana, że przeżył. Tymczasem padają kolejne pytania: Rysiek? – no cóż zginął, ale ktoś musiał zginąć. Krzysiek? – przykro mi. Podchodzi Halina z synem. – Feliks? – Nie żyje.
Irena włącza telewizor. Smutne wiadomości z kopalni Mysłowice, zginęło 17 górników. Dzwoni telefon. Miękki głos sekretarki: „Kopalnia, łączę…”. Kobieta osuwa się po ścianie.

4.02.1987 kopalnia Mysłowice, godzina 9.55

Sklepik na terenie kopalni. Pani Zosieńka patrzy na przynoszone do BHP trupy. To dosłownie kilka metrów od witryny jej sklepu. Przypomina sobie, jak u niej kupowali.
W katastrofie w kopalni Mysłowice zginęło na miejscu 17 górników. Jeden zmarł w szpitalu, a jeden – Tadeusz – tuż po wyjściu ze szpitala. Nie zalicza się go do ofiar wypadku.
Dyrektor został odsunięty od pracy w kopalni tuż po wypadku. Nie postawiono mu żadnych zarzutów.
Proces w sprawie katastrofy w kopalni „Mysłowice” zakończyła amnestia w 1989 roku. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji.
Istnieją dwie niezależne ekspertyzy dotyczące przyczyn katastrofy. Jedna mówi, że wybuch pyłu węglowego powstał od zapalenia się metanu w wyniku spawania. Druga, że górnicy próbowali przesunąć transformator pod napięciem, który przewrócił się i zainicjował wybuch.
Spawacz nigdy nie wrócił do kopalni. Jest schorowany. Nie może spać. Dręczą go koszmary. Twierdzi, że nie odpalił palnika.
Na zdjęciach z wizji lokalnej widać odcięte kable od tego transformatora, tak jakby ktoś próbował zatrzeć ślady.
Władek i Paweł po sześciomiesięcznej rehabilitacji zjechali na dół. Wrócili do pracy w oddziale drugim na tej samej ścianie 317.
Syn Janka od kilku lat próbuje zatrudnić się w kopalni „Mysłowice”. Bezskutecznie.
Ewa, Zofia i dwie Marie zaprzyjaźniły się po katastrofie. Mieszkają w jednym bloku. Nadal są same.
Syn Haliny i Feliksa został zamordowany 7 lat temu. Szedł wieczorem odprowadzić narzeczoną do sąsiedniego bloku. Znaleziono go rano. Został uduszony.
Halina została sama. Nie ma nawet rodzeństwa.
Irena i Beata wyszły ponownie za mąż, za górników z kopalni „Mysłowice”. Dziecko Ryśka i Beaty ma się dobrze, a Irena po dwudziestu latach odbiera telefon w swoim mieszkaniu. Miękki głos sekretarki: „Kopalnia, łączę…”. Kobieta osuwa się po ścianie. W słuchawce słychać głos jej męża: „Kochanie, spóźnię się dzisiaj trochę. Muszę zostać w pracy dłużej”.

Na stronie internetowej kopalni „Mysłowice” w dziale historia 13 lat temu nie było wzmianki o katastrofie z 1987 roku. Dzisiaj strona nie istnieje, podobnie jak kopalnia, której likwidację rozpoczęto w 2007 roku.
Królestwo: To wielka tragedia.

Jakub Karyś

6 Responses to "Katastrofa w Mysłowicach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.