Katastrofa w Mysłowicach

Fot. Archiwum

Część I

Link do części II: http://supernowosci24.pl/katastrofa-w-myslowicach-2/

To było ponad 13 lat temu. Nie wiem, kto wymyślił hiszpańską restaurację na głównym placu śląskiego miasteczka, ale właśnie tam zaczęła się historia pewnego filmu. „El Toro” dziś już chyba nie istnieje – a tam spotykali się wszyscy – sztygarzy, zwykli górnicy, ich żony z dziećmi, miejscowe emerytki, a nawet członkowie lokalnej kapeli ze szczytu list przebojów.
Tam trafiliśmy z dokumentującą całą historię Natalią i w tytoniowym dymie i kwaśnym zapachu piwa, przegryzając paelię pierogami, poznawaliśmy podziemne tajemnice i niczym „barbarzyńcy w ogrodzie” niezgrabnie ich dotykaliśmy, nie mając wtedy pojęcia, co tak naprawdę znaczą. Stamtąd wiodły nasze ścieżki wśród śląskich blokowisk, gdzie Natalia, w sobie tylko wiadomy sposób wyszukiwała wszystkich w tę opowieść uwikłanych. I choć nie padnie dziś ani jedno nazwisko, spisane zostały „czyny i rozmowy”. Wtedy bezładnie i szybko powstał młodzieńczy brudnopis filmu, który nigdy nie powstał, a teraz mógłby pewnie nabrać zupełnie nowego znaczenia. W każdym razie, tak właśnie chyba to wyglądało.

23.12.1986

Kopalnia „Mysłowice”, biuro naczelnego inżyniera:
„K**wa robić wam się gnoje nie chce.”
„Sami dobrze wiecie, że tam się robić nie da” – grupa górników tłoczy się w drzwiach.
„Nowoczesna ściana, świeżo otwarta, wszystko jest jak trza.”
„Gówno jest. Gorąc, wentylacja żadna, pył, metan. Spróbujcie se tam pofedrować.”
„K**wa nie tym tonem. Wy tu jesteście od fedrowania. Wynocha.”
„Znaczy nie przeniesiecie nas?”
„Powiedziałem won.”
„A co z wigilią? Tyż mamy iść na dół?”
„Do roboty sku**ysyny, bo wszystkich na zbity pysk wypie**olę.”

4.02 2007

Mysłowice, msza św. z okazji 20. rocznicy katastrofy.
Modlący się ludzie. Gra orkiestra górnicza. Kobiety ze łzami w oczach.
Teresa, Halina, Maria, Małgorzata, Ewa, Maria, Beata, Irena:
„To był jego pierwszy dzień po urlopie.”
„Przeziębiony był i chciał iść na chorobowe.”
„Syn go nie chciał puścić.”
„Nie mieszkaliśmy razem, nawet nie wiedział, że będzie ojcem.”
„Zawsze mówił, że jakby co, to żebym sobie kogoś znalazła.”
Pod kościołem:
Halina: Jak ta orkiestra zagrała, to tak to wszystko odżyło.
Dyrektor płacze: To są takie wspomnienia, z którymi trudno jest żyć.

3.02.1987

Hałda, w tle wyłania się kopalnia, godzina 7.00, wstaje świt.
Górnicy siedzą i piją piwo. Rozmawiają. Jest ich kilkunastu. Każdy ma imię i nazwisko. Gadają o robocie, o bardzo niebezpiecznym miejscu. Mówią o ściąganiu czujników, o pyle węglowym zalegającym dosłownie wszędzie. Mówią, że pojedynczo mogą się stamtąd wynieść, ale im zależy na całej grupie. Na przyjaciołach.
„Królestwo wie, jak jest, ale racja stanu jest inna. Węgla trza fedrować jak najwięcej. Piniondz rządzi.”
„Będą nas wszystkich skrobać jak tam pieprznie.”
„No co, ja stamtąd pójda, a ty zostaniesz. Ciebie szlag trafi, a ja se potem w łeb strzelę.”
Przyjaźnią się. Chodzą zawsze razem: do kopalni – tylko na nocki, na hałdę, na piwo. Zaraz po szychcie. O siódmej rano.
„A co my tak tu wszyscy dzisiaj. Normalnie to ten nie może, tamten do żony, onemu się dziecko rodzi, a dzisiaj cała brygada.”
Nikt nie odpowiada. Patrzą na wyłaniającą się z mroku kopalnię.
Królestwo: To była nowo otwarta ściana. Najnowocześniejsza. Tam były luksusy: świetne warunki górniczo-geologiczne, trzymający się mocno strop, oddział zmechanizowany (możliwość transportu górników na taśmociągu na urobku), przenośnik podścianowy, pełna automatyzacja, także w zakresie sygnalizacji. Świetna wentylacja. Nic nie miało się prawa stać. Wszystko było w jak najlepszym porządku.

03.02.1987 Mysłowice godzina 21.00

Feliks wychodzi do pracy. Żegna się z żoną i dziewięcioletnim synem. Na balkonie gołąb. „Już trzeci dzień tak siedzi” – mówi Halina. „Wyrzuć, bo napaskudzi.” – odpowiada Feliks. Syn nie chce go wypuścić, żegna się z nim kilka razy. W końcu Feliks wychodzi.
Teresa patrzy przez okno na odchodzącego męża. Janek przystaje, ogląda się na dom, zapala papierosa, rusza, znowu przystaje, jeszcze raz się ogląda, w końcu znika w ciemności.
„Powiedział, że nie dożyje wesela siostry, co w maju miało być. Poszedł na urlop, żeby tam nie pracować.”
Władek z Pawłem przechodzą przez bramę kopalni. Idą prosto do sklepiku przy BHP. Podchodzi do nich Krzysiek.
Paweł: „Ale moja stara miała sen, że jej ktoś niemowlaka mokrego i brudnego pode drzwi na wycieraczkę podrzucił.”
Krzysiek: Mojej się śniła śmierć, a ona tak jakoś dziwnie ubrano była.
Władek: A mojej się nic nie śniło. Pie**olicie tak, bo „wom się gnoje robić nie chce”(naśladuje inżyniera). Pani Zosieńko kochana, a dla mnie „polo cockta”. Pani Zosieńka patrzy w milczeniu i bez uśmiechu.
Wychodzą ze sklepiku. Podchodzi Władysław. Idą w czwórkę na cechownię. Mijają Ryśka przy automacie telefonicznym. Gada z żoną.
„No powiedz kochanie, proszę, bo zaraz muszę do roboty.”
„Nic ci nie powiem. Rano się zobaczymy to się dowiesz.”
„Rano, rano. Teraz chcę.”
„Teraz to idź już do roboty. Szybciej może wrócisz.”
„Pa, kochanie. Tęsknię za tobą.”
„Pa” – Beata odkłada słuchawkę. Na stole stoją małe niemowlęce buciki.
Królestwo: Do drugiej fedrowali, a potem trzeba było skracać przenośnik kombajnu, bo ściana szła w klin. Wszystkie niezbędne zezwolenia w tym na spawanie były.

03.02.1987 kopalnia Mysłowice godzina 22.30

Wagoniki kolejki dojeżdżają do oddziału.
Władek szeptem do Pawła:
„Pilnuj gdzie dozór” i głośno – „Chłopy, chodźta, będzie przedstawienie.”
„Jak metan?”- pyta.
„W porządku, a co?”
„No to patrzcie.”
Bierze spawaczowi zapalniczkę. Podchodzi do przenośnika. Przykłada.
„O żesz k**wa, oszalałeś?”
„Taka racja stanu. Królestwo k**wa ich mać.” – mówi Kubowicz.
Królestwo: Nie było zagrożenia metanowego. To była druga kategoria. Wszystkie czujniki sprawne. Przecież przy podwyższonym stężeniu metanu odcina się automatycznie zasilanie. Nie było przerwy w zasilaniu. Nie słyszałem, żeby ktoś chował czujniki metanu.

03.02.1987 kopalnia Mysłowice godzina 23.30

„Patrzcie, jak się jara.” Kubowicz przykłada zapalniczkę pod rynnę przenośnika. Ogniki pojawiają się na chwilę i zaraz nikną. Cisza. „A teraz do roboty gnoje (znowu przedrzeźnia). Królestwo czeka na węgiel.” Zaczynają pracę. Mija kilka godzin.

4.02.1987 kopalnia Mysłowice, oddział drugi, ściana 317 godzina 5.05

„Idę po narzędzia, będziemy się zbierać powoli” – mówi Władek.
„No, już kończymy.” – odpowiada Paweł.
Władek przechodzi przez całą ścianę, spotyka kolegów, zagaduje. Dochodzi do przenośnika. Idzie w górę. Tu też pełno ludzi. Dochodzi do skrzyżowania, bierze narzędzia i wraca. Chłopy robią coś przy transformatorze. „Idziemy na piwo?” – woła. „Jasne, jeszcze parę minut”. Przechodzi przez ścianę z przenośnikiem. „Kończcie szybko i na browara”. Dochodzi do kombajnu. Rzuca narzędzia. Sztygar krzyczy: „Idę odwołać spawanie.” Podchodzi do telefonu. Spogląda na zegarek. Jest piąta siedem.
Słychać głośny syk i nagle powietrze staje w ogniu.
Halina budzi się zlana potem. Na zegarze 5.07. Syn leży obok, śpi spokojnie. Rzuca okiem na balkon. Gołąb odlatuje.
Królestwo: To wielka tragedia.

Jakub Karyś

Część druga już w poniedziałek

4 Responses to "Katastrofa w Mysłowicach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.