Kibice się nie przefarbują

Fuzja rzeszowskich klubów? To się nie uda – nie mają wątpliwości ludzie pracujący kiedyś w Resovii i Stali. Fot. Wit Hadło
Fuzja rzeszowskich klubów? To się nie uda – nie mają wątpliwości ludzie pracujący kiedyś w Resovii i Stali. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. – Klub to nie fabryka, gdzie kupi się maszyny i zacznie produkować – piłkarze i trenerzy związani kiedyś z Resovią i Stalą Rzeszów krytycznie o pomyśle łączenia klubów.

Czy Resovia i Stal naprawdę połączą siły i w Rzeszowie powstanie Miejski Klub Piłkarski? – Idę o zakład, że to się nie uda – nie ma wątpliwości Jan Domarski, futbolowa legenda Rzeszowszczyzny. Inni byli zawodnicy oraz trenerzy związani kiedyś ze Stalą i Resovią równie sceptycznie podchodzą do inicjatywy, z jaką wyszedł Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa.

W piątek napisaliśmy, że prezydent Ferenc gotów jest wyłożyć większe pieniądze tylko dla jednego, najlepiej nowego klubu. Taki powstałby niejako z połączenia Resovii i Stali. W herbie znalazłyby się barwy i loga tych dwóch klubów. – Prezydentowi zależy na utworzeniu mocnego klubu piłkarskiego. Zamysł jest taki, żeby szybko awansować przynajmniej na zaplecze ekstraklasy – potwierdził Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta. – Jednocześnie prowadzone są rozmowy z ludźmi biznesu na temat finansowania projektu.

Z naszych informacji wynika, że miasto w tym roku przeznaczyłoby dla klubu 1 mln zł, w drugim kolejne 2 miliony. Mówi się o tym, że w przyszłości jednym ze sponsorów miałby być Adam Góral, szef informatycznego giganta Asseco Poland.

Rozmowy w ratuszu z prezydentem trwają od kilku tygodni. Na poniedziałek (15.07.) zaplanowano następne spotkanie, być może przełomowe. Sęk w tym, że chyba nie obejdzie się bez manifestacji kibiców, którzy głośno protestują przeciwko fuzji.

Tożsamość nie do kupienia
Przeprowadziliśmy sondę. O pomyśle łączenia klubów spytaliśmy piłkarzy i trenerów związanych kiedyś z Resovią i Stalą.

– To na pewno się nie uda. Do tej pory wszystkie fuzje kończyły się mało szczęśliwie – przypomina Jan Domarski, ongiś wybitny reprezentant Polski, związany ze Stalą i Resovią. – Prezydent wyszedł z inicjatywą, to bardzo dobrze. Ale my od dawna za dużo mówimy, a za mało robimy. Poza tym naprawa rzeszowskiej piłki to także zadanie podkarpackiego związku. W końcu mamy prezesa we władzach PZPN – wbija szpilkę.

– Ten pomysł nie wypali. Oba kluby mają swoją tożsamość, bogatą tradycję, sukcesy. Wiele osób od dziecka chodzi na mecze Resovii bądź Stali i trudno oczekiwać, że nagle się przefarbują i zaczną kibicować MKP Rzeszów – podkreśla Grzegorz Opaliński, wychowanek Resovii, były bramkarz tej drużyny, a w późniejszych latach trener Stali. – Oczywiście część ludzi z ciekawości przyszłaby zobaczyć Legię czy Lecha, ale co w przypadku meczów ze słabszymi rywalami? Klub piłkarski to nie fabryka, gdzie kupi się maszyny i zacznie produkować.

Maść na wszy
– Wypadałoby mieć w Rzeszowie piłkę na dobrym poziomie, ale łączenie klubów to skomplikowana sprawa. Wałbrzych, Bytom, Przemyśl – miast, w których fuzja nie przyniosła niczego dobrego jest znacznie więcej. Poza tym, należałoby się zastanowić, kto pokierowałby nowym klubem? – pyta Stanisław Skiba, były szkoleniowiec obu rzeszowskich klubów – Przecież działacze Resovii i Stali nie sprawdzili się. Resovia jak miała kasę to tak zarządzała, że zatrudniła Jerzego Podbrożnego i Piotra Piechniaka. Albo te zobowiązania wobec ZUS-u. Słyszę o milionie złotych z miasta. Za to można kupić szarej maści na wszy! – dodaje w swoim stylu.

– Kibice prędzej przyjdą na czwartą ligę niż na mecz ekstraklasy z udziałem sztucznego tworu. Mam wrażenie, że pomysł łączenia klubów powinien być poprzedzony wielomiesięczną debatą na różnych płaszczyznach. Ludziom należałoby pewne sprawy tłumaczyć, a nie jak teraz, rzucać hasła za pięć dwunasta, bo grunt zaczyna się palić pod nogami. Dla działaczy to sposób na wyjście z długów i zapełnienie pustej klubowej kasy – to głos Przemysława Matuły, kiedyś II trenera Resovii i Stali.
Co zatem zrobić, aby w stolicy Podkarpacia mieć piłkę na wysokim poziomie? Opaliński, który od dwóch lat znajduje się w sztabie szkoleniowym Korony Kielce, jest przekonany, że miasto musiałoby postawić na jeden klub – Resovię bądź Stal. – W Poznaniu postawiono na Lecha, w Warszawie na Legię, w Kielcach na Koronę, choć tam było zdecydowanie najłatwiej. Błękitni byli milicyjnym klubem bez kibiców – przypomina. – Po wszystkim prezydent Kielc obsadził zarząd Korony swoimi zaufanymi ludźmi i to zdało egzamin.

ZOBACZ: „Nowy klub w Rzeszowie? Szefowie Resovii i Stali zainteresowani pomysłem

Tomasz Szeliga

22 Responses to "Kibice się nie przefarbują"

Leave a Reply

Your email address will not be published.