Jechałem niedawno od alei Armii Krajowej przez Powstańców Warszawy w kierunku osiedla Baranówka i dosłownie na każdym skrzyżowaniu ja oraz inni kierowcy byliśmy zatrzymywani przez czerwone światła. Codziennie jadąc na niezwykle krótkim odcinku drogi z ul. Dąbrowskiego przez plac Śreniawitów w kierunku mostu Zamkowego jestem również notorycznie zatrzymywany przez czerwone światła i to przez dwa sygnalizatory. To tylko dwa przykłady, a takich w Rzeszowie można znaleźć dużo więcej.
Sekundniki umieszczone na niektórych sygnalizatorach w Rzeszowie potrafią np. o godzinie 8 rano działać, a już wieczorem nie. Dwa dni temu jeden z sekundników pokazywał, że do zapalenia się zielonego światła mam jeszcze 3 sekundy, po czym momentalnie wskoczyło zielone światło. Co więcej, bardzo często jest tak, że ruszam z punktu A, kiedy zapala się światło zielone, dojeżdżam do punktu B na następnym skrzyżowaniu, i gdy jestem dosłownie 10 metrów od sygnalizatora, zapala się światło pomarańczowe i czerwone. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale wygląda to tak, jakby ktoś robił specjalnie na złość kierowcom.
Jak byłem mały, to wierzyłem w krasnoludki i w to, że zmieniają światła sygnalizacyjne. Dzisiaj już w bajki nie wierzę i wiem, że ktoś chyba jest za ten cały… (w tym miejscu powinno paść brzydkie słowo) odpowiedzialny. Piszę chyba, bo do końca nie jestem przekonany, czy ktoś tą sygnalizacją rzeczywiście steruje. Niedawno, przy okazji innego tematu drogowego dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg powiedział mi: „Kłopoty wynikają z tego, że sygnalizacja świetlna znajduje się obecnie w fazie dostosowania do natężenia ruchu. Firma, która się tym zajmuje wdraża ten system i mam nadzieję, że jest to jedynie problem przejściowy”. Według słów dyrektora, firma powinna zakończyć to całe wdrażanie w połowie roku. Mam w takim razie pytanie do władz miasta, bo to one są odpowiedzialne za to, jak jeździ się w Rzeszowie, a nie jakaś firma: ile można wdrażać, testować i nie wiem co jeszcze robić, żeby ten wspaniały system zaczął działać? Mamy już prawie marzec, a słyszę, że dopiero w połowie roku. W połowie roku usłyszę, że jeszcze dwa lub trzy miesiące. I tak w kółko. Choć z drugiej strony jak sobie pomyślę o tym, jak ci wszyscy spece wreszcie ustawią sygnalizatory, włączą te wszystkie elektroniczne cuda na kiju i dołączą do tego cudowne bus-pasy, to może wówczas zatęsknię do czasów, kiedy jedynie na każdym skrzyżowaniu musiałem stać na czerwonym świetle.
Redaktor Grzegorz Anton



11 Responses to "Kiedy skończy się gehenna kierowców w Rzeszowie?"