
BARYCZKA, GM. NIEBYLEC. Nadal nie wiadomo, czy w domu doszło do wybuchu przypadkowo, czy został on spowodowany umyślnie.
Nadal nie udało się przesłuchać Bronisława K. (73 l.), który po wybuchu domu w Baryczce został przetransportowany śmigłowcem do centrum leczenia oparzeń w Łęcznej. – Mężczyzna do niedzieli miał być utrzymywany w śpiączce farmakologicznej, a w czwartek wysyłam do szpitala pismo z zapytaniem, kiedy będzie można go przesłuchać – mówi Dorota Roman, szefowa Prokuratury Rejonowej w Strzyżowie. Tym samym postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko komuś. Jak już pisaliśmy, prokuratura sprawdza, czy poszkodowany mężczyzna sam nie spowodował wybuchu.
Postępowanie prowadzone jest pod kątem zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach. Wiadomo, że w domu doszło do rozszczelnienia jednej z butli wypełnionej gazem. Pomieszczenie było na tyle nim wypełnione, że wystarczyło zaświecenie światła, żeby wybuchło. Niemniej jednak mieszkańcy Baryczki opowiadają, że Bronisław K. niejednokrotnie groził wysadzeniem budynku, który miał być w lipcu zlicytowany. Choć mężczyzna jest w bardzo ciężkim stanie, bo ma poparzone 37 proc., to śledczy liczą na to, że uda się go przesłuchać.
Na razie biegły z zakresu pożarnictwa sporządza opinię także z zakresu gazownictwa. – Jeżeli na jakimś etapie nie będzie miał odpowiednich uprawnień, to wówczas powołamy kolejnego biegłego, który uzupełni te informacje – dodaje prokurator Dorota Roman.
W wybuchu, oprócz Bronisława K. i jego żony, poszkodowanymi zostali także pan Marcin i jego narzeczona pani Anna, o których pisaliśmy, że stracili cały majątek. Para wynajmowała u K. piętro w domu. Postanowiliśmy im pomóc poprzez naszych Czytelników, którzy zaoferowali m.in. łóżka, dywan i telewizor. Pan Marcin na razie jednak nie może odebrać tych rzeczy, bo, jak sam mówi, na razie mieszka w tymczasowym miejscu, a dopiero za kilka dni ma przenieść się do mieszkania, w którym będzie od nowa układał sobie życie.
Grzegorz Anton


