
PIŁKA NOŻNA. Trener Jacek Zieliński o Robercie Lewandowskim.
Robert Lewandowski od kilku dni nie schodzi z czołówek gazet na całym świecie. Powód? Przenosiny z Borussii Dortmund do wielkiego Bayernu Monachium Pepa Guardioli. I pomyśleć, że niespełna cztery lata temu „Lewy” był podopiecznym tarnobrzeskiego trenera Jacka Zielińskiego. Razem zdobyli z Lechem Poznań mistrzostwo Polski.
– Wysłał pan do Roberta Lewandowskiego esemesa z gratulacjami?
– Wysłałem, a jakże! Wciąż utrzymujemy kontakt. Napisałem, że bardzo się cieszę, iż jego kariera tak pięknie się rozwija. Zresztą odkąd poznałem Roberta, byłem przekonany, że tak się stanie. Ten chłopak miał nie tylko umiejętności, ale i odpowiedni charakter. Polska liga bardzo szybko stała się dla niego za ciasna.
– Dobrze zrobił, że wybrał Bayern?
– Trudno powiedzieć. Na pewno uczynił jednak kolejny krok do przodu. W Niemczech przebywa od trzech lat, poznał język, środowisko, zwyczaje. Zmienia się tylko otoczenie, bo Bayern to dziś najlepszy piłkarski adres Europy.
– Z gwiazdy stanie się megagwiazdą, media śledzić będą każdy jego krok. Jest na to przygotowany?
– Spokojnie. Robert jest twardy, ma mocny charakter. Bez problemu poradzi sobie z presją.
– Kiedy spotkał pan Lewandowskiego pierwszy raz?
– Obserwowaliśmy Roberta, jak grał w II-ligowym Zniczu Pruszków. Chcieliśmy go ściągnąć do Groclinu, ale Lech nas przebił.
– Gdy pan został trenerem „Kolejorza”, Robert był już najlepszym napastnikiem w kraju. Podejrzewam, że nie był jeszcze graczem kompletnym. Nad czym zatem pracowaliście?
– Zawsze i u każdego piłkarza można coś poprawić. Myśmy wtedy do pracy z napastnikami zatrudnili Andrzeja Juskowiaka. Pokazywał, jak należy się zachowywać w polu karnym, kiedy podejmować odpowiednią decyzję. Te zajęcia Robertowi bardzo pomogły. Ale jak patrzę na „Lewego” dzisiaj, to widzę, jak strasznie wzmocnił się fizycznie. W Lechu to był cherubinek, w Borussii stał się gladiatorem. Zawsze miał natomiast mocne nogi. Dzięki nim kapitalnie zastawiał piłkę.
– Robert Lewandowski to bardziej talent czy jednak praca?
– U Roberta talent szedł w parze z pracą. Piłce poświęcił wszystko. Zostawał po treningach, zmuszał, żeby z nim poćwiczyć. Rósł w oczach. Wszyscy w Lechu mieliśmy świadomość, że lada chwila „Lewy” wskoczy na światowy poziom.
– Robert potrafił skrytykować trenera, choćby Franciszka Smudę po nieudanym Euro 2012. Pan miał z nim jakieś zatargi?
– Spięcia się zdarzają, bo piłka nożna to nie sport dla harcerzyków. Jednak z Robertem nigdy nie miałem kłopotów. Jak „odpaliliśmy” wiosną 2010 roku, to zatrzymaliśmy się na mistrzostwie Polski, a „Lewy” został królem strzelców.
– Lewandowski jest do bólu skuteczny w Borussii, a w reprezentacji nie trafia. Dlaczego?
– Wielu wybitnych piłkarzy tak ma. Lionel Messi z Argentyną też jeszcze niczego nie wygrał. O Roberta jestem jednak spokojny. Niebawem również w kadrze zacznie strzelać gole.
– Robert Lewandowski to najlepszy piłkarz z jakim kiedykolwiek pan pracował?
– Zdecydowanie! Współpraca z Robertem to była czysta przyjemność.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


