
RZESZÓW. Prokuratura ujawnia nowe fakty ws. tragedii na autostradzie w rejonie miasta Calais.
Polski kierowca, który w ubiegły wtorek (20 czerwca) nad ranem zginął w koszmarnym wypadku na autostradzie nieopodal miasta Calais na północy Francji, to najprawdopodobniej 52-letni mieszkaniec Chorzowa w woj. śląskim, który współpracował z jarosławską firmą spedycyjną i wypożyczył od niej busa, którym podróżował. Tożsamość ofiary ostatecznie potwierdzą badania genetyczne. 4 z 9 zatrzymanych imigrantów, którzy mieli doprowadzić do tragedii blokując drogę, usłyszało już zarzuty.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, który współpracuje z prokuratorami z Francji. – Dotyczy ono sprowadzenia na autostradzie A16 w rejonie miasta Guemps w pobliżu miejscowości Calais we Francji katastrofy w ruchu lądowym poprzez ustawienie przez imigrantów na drodze blokady z pni drzew oraz doprowadzenia do śmierci Polaka kierującego busem renault master – mówi prok. dr Rafał Teluk, szef podkarpackiego oddziału Prokuratury Krajowej. – Z naszych dotychczasowych ustaleń wynika, że kierującym pojazdem był najprawdopodobniej 52-letni Mirosław I., mieszkaniec Chorzowa, który realizując swoje zlecenia korzystał z busa należącego do jarosławskiej firmy transportowej. Z mężczyzną tym nie ma obecnie kontaktu telefonicznego, w którym wcześniej pozostawał z właścicielem firmy spedycyjnej, od której wypożyczył pojazd. Nie ma również informacji, jakoby ktoś z nim podróżował lub w trasie zamienił się z innym kierowcą. Niemniej jednak, by w stu procentach potwierdzić tożsamość ofiary, konieczne są badania genetyczne. Materiał dowodowy do badań DNA miał zostać pobrany w środę podczas sekcji zwłok, która miała odbyć się w Lille we Francji – dodaje prok. Teluk.
Jechał 95 km/h, mało prawdopodobne by zasnął za kierownicą
Prokurator zdradza nam więcej szczegółów dotyczących tego tragicznego wypadku. Jak dowiedzieliśmy się, mężczyzna z Polski wyjechał kilka dni wcześniej. – W sobotę, 17 czerwca, jak wynika z systemu GPS, przebywał w Szwajcarii, następnie udał się do Niemiec, stamtąd do Francji, Luksemburga, Belgii i właśnie Francji. Jego kierunkiem docelowym była Wielka Brytania – opowiada prok. Teluk.

Do niej jednak nie dotarł, bo podróż zakończyła się tragicznie nieopodal francuskiego Calais oddalonego o 15 km na wschód od miejsca karambolu. Doszło do niego dokładnie o godz. 3.49. Kierujący busem z prędkością 95 km/h uderzył w naczepę ciężarówki, która jako trzecia gwałtownie zatrzymała się przed ustawioną na drodze przeszkodą. Po zderzeniu bus stanął w płomieniach, a kierowca zginął na miejscu. – Dowody, które zgromadziliśmy do tej pory dają podstawy do tego, aby z dalece idącym prawdopodobieństwem wykluczyć możliwość zaśnięcia kierowcy w trakcie jazdy, bo, jak wynika z zapisu systemu GPS, poruszał się na drodze z różną prędkością. Samochód, którym podróżował, był sprawny technicznie – tłumaczy prokurator.
Jak komentują eksperci, to była niespełna czwarta rano, a percepcja kierującego jest o tej porze różna. Pojazd 18-kołowy jak ten, który zatrzymał się przed polskim kierowcą, wyposażony jest w taki system hamulcowy, że jest w stanie zahamować szybciej niż osobówka. Wystarczą ułamki sekund i może być, niestety, za późno na reakcję.
Imigranci z zarzutami
W związku z wypadkiem zatrzymanych zostało 9 osób: 2 Afgańczyków, 6 nieletnich Erytrejczyków i niepełnoletniego Etiopczyka. Afgańczycy i dwie osoby pochodzące z Erytrei usłyszały zarzuty spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym, które stało się bezpośrednią przyczyną śmierci Polaka oraz narażenia na niebezpieczeństwo życia innych kierowców. Przestępstwo to zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 2 do 12 lat.
Katarzyna Szczyrek


