Kilkanaście dzików spacerowało po ruchliwej ul. Krakowskiej

Watahy dzików coraz częściej pojawiają się w polskich miastach. Fot. lasy.gov.pl
Watahy dzików coraz częściej pojawiają się w polskich miastach. Fot. lasy.gov.pl

RZESZÓW. Mało brakowało a doszłoby do tragedii…

W sieci krąży amatorski filmik, na którym widać nietypową jak na Rzeszów scenę. Otóż niedawno w nocy na ul. Krakowskiej pojawiło się kilkanaście dzików. Na szczęście nic się nikomu nie stało.

– Nie ma dużo takich przypadków, ale gdy widzimy dzikie zwierzęta na drodze warto zadzwonić do dyżurnego na numer 997, a on powiadomi odpowiednie służby. Można także zadzwonić do straży miejskiej – mówi komisarz Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji.

Dziki wybiegły z osiedla Kmity, przebiegły ulicę Krakowską, prowadzącą w kierunku centrum miasta, następnie żwawym krokiem pokonały pas zieleni i wbiegły na ul. Krakowską, ale już na pasy prowadzące w kierunku Krakowa. Tam „przywódca” dzików zauważył zjeżdżające z wiaduktu Śląskiego auta i stanął jak wryty, a za nim kolejne dziki. Gdy dobiegł ostatni z nich, „przywódca” ruszył w kierunku Krakowa, a po kilku metrach cała grupa dzików skręciła w prawo i pobiegła na pobliskie osiedle Króla Augusta.

Incydent można traktować w kategorii ciekawostki lub humorystycznego zdarzenia. Do śmiechu jednak nikomu by nie było, gdyby któryś z kierowców wjechał w stado dzików. Przypomnijmy. Pod koniec lipca młode małżeństwo z Podkarpacia jadące wraz ze swoim 1,5-rocznym dzieckiem, fiatem pandą drogą krajową nr 94 w Jadownikach (powiat brzeski) zderzyło się ze stadem dzików. Rodzina jechała w kierunku Tarnowa. Była noc i panowały fatalne warunki atmosferyczne. Kierowca nie zauważył, że przez jezdnię przechodzi grupa dzików. Samochód uderzył w dziki, a następnie auto zostało wytrącone z toru jazdy, przemieściło się na przeciwległy pas ruchu i tam czołowo zderzyło z samochodem ciężarowym. Trzyosobowa rodzina poniosła śmierć na miejscu.

Tak wyglądał samochód małżeństwa jadącego z 1,5-rocznym dzieckiem po zderzeniu z dzikami i samochodem ciężarowym. Trzyosobowa rodzina zginęła na miejscu. Fot. KPP Brzozów
Tak wyglądał samochód małżeństwa jadącego z 1,5-rocznym dzieckiem po zderzeniu z dzikami i samochodem ciężarowym. Trzyosobowa rodzina zginęła na miejscu. Fot. KPP Brzozów

Odszkodowanie w sądzie lub autocasco
Zwykle jednak po zderzeniu z dzikami, sarnami czy jeleniami dochodzi do zniszczenia samochodu. Co zrobić wówczas? – Najlepiej wezwać policjantów, którzy sporządzą notatkę. Notatka ta będzie przydatna, jeśli kierowca chce starać się o odszkodowanie – tłumaczy komisarz Szeląg. A o odszkodowanie można starać się przed sądem od np. zarządcy drogi, który zaniedbał oznaczenie miejsca, w którym pojawiają się stale lub okresowo dzikie zwierzęta. Jeżeli zarządca drogi zadbał o oznaczenie prawidłowo, pozostaje nam zwrócenie się do naszego ubezpieczyciela. Tyle że nie pomoże nam obowiązkowe OC, a jedynie autocasco, którego wielu kierowców nie wykupuje.

Grzegorz Anton

9 Responses to "Kilkanaście dzików spacerowało po ruchliwej ul. Krakowskiej"

Leave a Reply

Your email address will not be published.