Kilkunastu uczniów Szkoły Podstawowej nr 10 trafiło do szpitali

Czworo dzieci trafiło do Pro-Familii, sześcioro do Szpitala Miejskiego i siedmioro do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2. Fot. Anna Moraniec
Czworo dzieci trafiło do Pro-Familii, sześcioro do Szpitala Miejskiego i siedmioro do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2. Fot. Anna Moraniec

RZESZÓW. We wtorek, 10 października, około południa grupa uczniów szóstej klasy Szkoły Podstawowej nr 10 w Rzeszowie nagle źle się poczuła.

Okazało się, że chwilę wcześniej byli na basenie. Część dzieci jadła też pizzę, która mogła im zaszkodzić. Najpierw zostali zbadani przez szkolną higienistkę. Okazało się, że część dzieci skarżyła się na osłabienie, bóle brzucha, a nawet duszności. W związku z tym dyrektor placówki zdecydował się wezwać pogotowie.

– 17 dzieci zostało przewiezionych karetkami systemowymi i rezerwowymi do szpitali. Systemowych mamy mniej, więc musieliśmy zaangażować również karetki rezerwowe. Powodem zgłoszenia były zawroty głowy, nudności, podchodzące pod objawy zatrucia – mówi Andrzej Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie.

Czworo dzieci trafiło do Pro-Familii, sześcioro do Szpitala Miejskiego i siedmioro do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2. Jak powiedział nam Andrzej Kwiatkowski, interwencja przebiegła bardzo szybko i sprawnie. – Akurat trafiło na rozsądnych i doświadczonych dyspozytorów, którzy świetnie sobie poradzili – dodaje.

Na razie nie wiadomo, czy to zatrucie pokarmowe czy zatrucie chlorem. Pływalnia Karpik została wczoraj (wtorek) zamknięta, a na miejscu pojawili się policjanci.

– Pływalnia została zamknięta. Wszystko będzie badane. Mam informacje, że zagrożenia dla życia tutaj nie ma. Wyjaśniamy okoliczności. Na razie nie mogę potwierdzić, gdzie doszło do zatrucia – mówi nam Adam Szelag, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Rzeszowie.

Pozostałe osoby korzystające z pływalni tego dnia nie skarżyły się na samopoczucie. Lekarze również nie wiedzą jeszcze, jaka jest przyczyna zatrucia. Uspokajają jednak, że to najprawdopodobniej nic poważnego.

– Jedno dziecko wróciło do domu. Pięcioro zostało na obserwacji. Trwa diagnostyka. Ze względu na to, że wystąpiły tutaj zawroty głowy, lekarze podjęli decyzję o pozostawieniu reszty dzieci na obserwacji – mówi Grzegorz Materna, dyrektor Szpitala Miejskiego w Rzeszowie.

bsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.