Kino spełnia marzenia w stu procentach

piotr samolewiczSą różne sposoby oglądania filmów w kinie. Pierwszy: szczeniacki. Pamiętam, że gdy zaczynałem swoją filmową edukację, do stałego rytuału wyrostków w nieistniejącym rzeszowskim kinie Apollo było głośne przywoływanie pana biletera hasłem „Pomidor”. Pan bileter wbiegał na salę z latarką i szukał prowokujących go chłopaków, a oni mieli niezły ubaw, nawet wówczas, gdy do sali wkraczali funkcjonariusze ludowej milicji.

Inny styl oglądania filmów jest ambitny. Mamy z nim do czynienia w przypadku widowni typowej dla „Gazety Wyborczej” czy też „Polityki” i oglądającej jakieś wywrotowe dzieło psychologiczne, które wyrostki z pierwszej wersji mają w dalekim poważaniu.

Do kina chodzi się też w celach towarzyskich, by spotkać się ze znajomymi na modnym hicie i pokomentować stan wdzięków znanej aktorki oraz jaką bryką jeździ jej facet. Generalnie, panuje rozróżnienie na chodzenie do kina i na film. W tym pierwszym przypadku nie jest ważne, na co się idzie, tylko z jaką dziewczyną. Wiadomo, atrakcyjna dziewczyna to coś więcej niż kino w 3D. I tu dochodzimy do sedna sprawy: w ten weekend na ekranach kin królują filmy walentynkowe, od polskiej komedii romantycznej „Facet (nie)potrzebny od zaraz” po surrealistyczny film Spike’a Joneze’a „Ona”. A jedno z rzeszowskich kin zaprasza nawet na melodramat wszechczasów „Casablancę”. Polecam wszystkie filmy, bo miłość ma wiele barw, może być głupiutka jak polskie komedie i nieszczęśliwa jak amerykańskie melodramaty.

Bez wątpienia dla widzów poszukujących nowinek najciekawszą propozycją jest „Ona”. Główny bohater zakochuje się w inteligentnym systemie operacyjnym. Jego miłość jest bardzo poważna, nie wirtualna, także za sprawą odtwórcy głównej roli – rewelacyjnego Joaquina Phenixa. Co prawda, pomysł tej historii nie jest do końca świeży, bo kilkanaście lat temu w filmie „Simone” Andrew Niccola w wirtualnym duplikacie pięknej aktorki zakochał się pewien reżyser filmowy, ale jedno w tym wszystkim jest najważniejsze: kino spełnia nasze marzenia w stu procentach. Nie tylko w walentynki. I w tym jego siła.

Piotr Samolewicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.