
RZESZÓW. W tarnowskim sądzie przyznają, ze rzadko zdarzają się tak kłopotliwe sprawy, jak ta dotyczącą byłych szefów rzeszowskiego CBŚP.
W czwartek pisaliśmy na łamach Super Nowości o tym, że dwóch byłych szefów rzeszowskiej elitarnej jednostki Centralnego Biura Śledczego Policji może być niewinnych, a jeden z nich wręcz, jak twierdzą nasi informatorzy, mógł zostać pomówiony przez przestępców. I to ten policjant przebywa nadal w areszcie, a o jego ewentualnym wyjściu kilka dni temu miał zdecydować tarnowski Sąd Okręgowy. Miał, ale nie zdecydował. – Coś takiego bardzo rzadko się zdarza, ale ta cała sprawa jest dziwna – mówi nam osoba znająca szczegóły śledztwa.
W śledztwie dotyczącym m.in. rzekomych łapówek i agencji towarzyskich oskarżeni są dwaj byli policjanci elitarnej jednostki policji oraz dwóch braci Ukraińców i biznesmen działający w branży hotelarskiej. Jeden z byłych policjantów, a konkretnie Daniel Ś., oraz dwóch braci trafiło tuż po zatrzymaniu do aresztu. Areszt wyznaczony został do 26 maja. Ale krakowska prokuratura prowadząca śledztwa uznała, że to za mało i wnioskowała do Sądu Okręgowego w Tarnowie o przedłużenie aresztu. Ile zwykle trwa takie posiedzenie o przedłużenie aresztu? – Od 15 do 20 minut, a tu przez cały piątek sąd nie mógł podjąć decyzji. Oskarżeni dwa dni czytali akta dowożeni z aresztu przez ABW. A jeden z nich podczas tego czytania zażyczył sobie… kawę – oczywiście wytłumaczyli mu, że to sąd, a nie kawiarnia. Jednym słowem, jakiś cyrk – mówi osoba znająca szczegóły śledztwa.
We wtorek kolejne posiedzenie
Sędzia Tomasz Kozioł, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnowie, przyznaje, że sprawa jest rzeczywiście trudna i nietypowa. – Oskarżeni, a także ich obrońcy musieli zapoznać się z materiałem jawnym, jak i niejawnym. Te czynności w czwartek i piątek trwały do końca godzin urzędowania sądu. Ostatecznie wyznaczono kolejny termin posiedzenia na najbliższy wtorek – mówi sędzia Kozioł.
Nieoficjalnie dowiadujemy się, że całość tak bardzo się przedłuża, ponieważ chodzi o dwie kwestie. Pierwsza z nich dotyczy tzw. ofensywnie prowadzonej obrony oskarżonych, co oznacza tyle, że obrońcy, jak i oskarżeni chcą się wypowiedzieć w różnych kwestiach. Natomiast druga kwestia dotyczy informacji niejawnych. Sędzia musi czytać akta dotyczące tej konkretnej sprawy na miejscu, w sądowej kancelarii tajnej i to tylko w godzinach urzędowania, a to całą procedurę przedłuża. W zwykłym trybie dotyczącym posiedzenia aresztowego, którego materiały są w całości jawne, sędzia bierze akta do domu i na posiedzenie przychodzi przygotowany wiedząc, jaką podejmie decyzję.
Grzegorz Anton



12 Responses to "Kłopoty z aresztami dla oskarżonych w policyjnej aferze"