Rząd PiS-u ma kolejny „genialny” pomysł, jak walczyć z pornografią. Minister Cyfryzacji Marek Zagórski w RMF FM zdradził techniczne szczegóły takiej operacji. Otóż wystarczy, jego zdaniem, dogadać się z dostawcami przeglądarek, których według ministra od cyfryzacji jest zaledwie… kilku.
Oni będą, jak się uczenie wyraził pan minister „z defaultu”, co mniej uczenie i bardziej swojsko znaczy domyślnie, blokować treści porno, a ministerstwo będzie rozdzielać kody – klucze odblokowujące je. Klucze owe ministerstwo sobie wygeneruje, a kto je dostanie na razie jest tajemnicą, ale internauci już się zastanawiają, czy może taki chętny napisze podanie do Ministerstwa Cyfryzacji i zbierze się komisja, która zadecyduje, czy może oglądać porno strony, czy też nie.
Pomijając już fakt, że minister, a już szczególnie cyfryzacji, powinien wiedzieć, jak działają przeglądarki internetowe, a jeśli nie wie to się dowiedzieć powinien, a póki się nie dowiedział to roztropniej jest milczeć na ten temat. Starsi Czytelnicy i ci w średnim wieku najpewniej pamiętają jeszcze, że w czasach ZSRR i PRL, tak w komunistycznym raju u naszego Wielkiego Brata, jak i w naszej socjalistycznej ojczyźnie „pornografii niet!”. Wtedy po prostu zdrowe, socjalistyczne społeczeństwa wolne były od takich podniet zgniłego zachodu, ot tak po prostu, systemowo. Każdy socjalistyczny obywatel marzył o czynie społecznym, a pornografią się brzydził! Dlatego też, także systemowo, nie była ona dostępna np. w kioskach „Ruchu”, bo nie był to towar poszukiwany przez klasę robotniczą. Tyle wspomnień o ówczesnej propagandzie, a fakty były takie, że komu udało się przemyć z zagranicy jakieś pisemka porno, to był „mistrzem”, a nierzadko i dobrze na tym zarobił, bo „klasa robotnicza” oficjalnie się czymś takim nie interesowała, ale nieoficjalnie to już nader ochoczo.
Teraz władza przyznaje, niejako z bólem i wstydem, że jednak nasze społeczeństwo się takimi bezeceństwami interesuje. – Musimy znaleźć odpowiednie mechanizmy, które będą blokowały dostęp do treści porno – mówił o tym problemie premier Mateusz Morawiecki. Najwyraźniej szef naszego rządu przedkłada ów problem ponad te związane z szaleńczym wzrostem cen, tragiczną kondycja polskiej służby zdrowia, czy kryzysami wywołanymi reformą edukacji i sądownictwa. Nic to, ważne, by pornografii nie oglądali Polacy. A jak już mają oglądać, to wybrani i namaszczeni przez ministerstwo, które najpierw ich dokładnie „prześwietli” i ustali, czy godni, by popatrzeć na seksualne figlowanie innych, a może i na tym zarobi.
„Ależ tu chodzi zapewne o oglądanie pornografii w sieci przez nieletnich” – padłby zapewne głos polemiki. Osoby nieletnie, owszem, pornografii nie powinny oglądać. Prawda wszelako jest taka, że część z nich oglądać chce. Z danych Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej oraz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że wśród dzieci w wieku 14–16 lat blisko 60 proc. chłopców i ponad 20 proc. dziewcząt ma kontakt z pornografią. Nie są to dane jakieś nadzwyczajne na tle innych krajów, ale – owszem – porno nie jest dla dzieci. Tylko, że jedynie osoba bardzo naiwna mogłaby uwierzyć, że ministerialny pomysł ma jakiekolwiek szanse na wyeliminowanie zainteresowania nieletnich pornografią. Próba panowania nad każdą dziedziną życia obywateli przywodzi natomiast na myśl państwa i systemy totalitarne, a zamysł, by ministerstwo dysponowało kluczami do stron pornograficznych jest zwyczajnie owo ministerstwo ośmieszający. – Co tam porno – żartują sobie internauci. – Ministerstwo może nam zakodować też inne rzeczy, na przykład kanały nierządowych telewizji i tylko przekonani do tej władzy będą mogli je oglądać – kpią. – Przyjdzie oglądać to i tamto, jak się dawniej słuchało „Wolnej Europy”, w ukryciu i nielegalnie – dodają inni. Ot i takie są społeczne oceny pomysłu, by minister decydował kto obejrzy porno…
Redaktor Monika Kamińska



9 Responses to "Klucze do stron porno dzierżyć będzie sam minister?"