
PRZEMYŚL. Makabryczne szczegóły zabójstwa Walentyny B.
W Sądzie Okręgowym w Przemyślu toczy się proces Wiktora K. oskarżonego o zabójstwo 37-letniej obywatelki Ukrainy. Ważne dla przewodu sądowego były zeznania biegłego z zakresu medycyny.
W przeciwieństwie do tego, co utrzymuje oskarżony, okazuje się, że kobieta otrzymała kilkadziesiąt uderzeń ostrym narzędziem. Podczas sekcji naliczono ich 37, a nie jak twierdzi Wiktor K trzy. Z ustaleń biegłego wynika nie tylko to, że kobieta zrozumiawszy powagę sytuacji, postanowiła się bronić, ale także wskazuje na narzędzie zbrodni. – Obrażenia mogły powstać od narzędzia takiego jak śrubokręt – objaśnił. Co więcej, w jego przekonaniu zabójca działał w zamiarze pozbawienia ofiary życia. – Niewątpliwie w mojej ocenie sprawca zadając tyle ran i to w takim miejscu chciał zadać rany śmiertelne – oświadczył patomorfolog. Dalej wyjaśnił, że wskutek odniesionych ran prawdopodobnie u 37-latki doszło do wstrząsu pourazowego i krwotocznego. Z jego ustaleń wynika, że z tego względu pozostawienie rannej osoby z takimi obrażeniami skutkowałoby jej śmiercią. Kobieta jednak nie zmarła z powodu licznych ran kłutych. – Była to rozedma płuc wynikająca z utonięcia w rowie melioracyjnym – zeznał lekarz.
Walentyna B. osierociła dwóch synów. 21-latek po jej śmierci stał się prawnym opiekunem młodszego, niepełnosprawnego brata. Zajmuję się także niepełnosprawna babcią. W sądzie Oleg B. opowiadał o matce, która w jego przekonaniu pracowała w rzeszowskim szpitalu i dorabiała sprzątając. – Mama miała dużo sekretów, nie opowiadała nam o życiu w Polsce. Mówiła, że ma tutaj przyjaciela, który jej pomaga finansowo. Miała jednak wrócić na stałe na Ukrainę jeszcze przed swoimi urodzinami, tj. w styczniu. Bała się, bo jej grożono. Otrzymywała karki z pogróżkami. Jedną z nich znalazłem już po jej śmierci w kurtce, ale nie wiem, co było tam napisane. Mama chyba ze strachu chciała wyjechać z Polski – zeznał 21-letni syn zamordowanej kobiety.
Ewa Faber


