Kolah sens życia odkrył w Bogu

- Umarłem i urodziłem się na nowo - mówi Mirek „Kola” Kolczyk. - Moja historia jest żywym dowodem na działanie Boga. Fot. Wit Hadło
– Umarłem i urodziłem się na nowo – mówi Mirek „Kola” Kolczyk. – Moja historia jest żywym dowodem na działanie Boga. Fot. Wit Hadło

Były więzień, narkoman, a obecnie raper opowiada o tym, jak pokonał swoje nałogi i odnalazł swoje miejsce na świecie.

Kolah, czyli Mirosław „Kola” Kolczyk mieszka w Rzeszowie i prowadzi zajęcia dla młodzieży związane z profilaktyką uzależnień. Kiedyś przestępca, narkoman i więzień, dziś raper i Dziecko Boże, jak sam o sobie mówi. Obecnie udziela się w takich zespołach, jak: Royal Rap, Kawa, Trzecia Godzina Dnia oraz Gospel Rain. Niedawno wydał swoją pierwszą solową płytę „Powrót do Korzeni”. Ze swoją muzyką odwiedza domy dziecka, ośrodki opiekuńcze i szkoły, opowiadając swoją historię. Współtworzył projekt „Profilaktyka z Rapem” czy „Misja Prawdziwej Wolności”, działał w projekcie Piotra Stępniaka „I Ty możesz zmienić swoje życie”. Przewodzi rzeszowskiemu oddziałowi fundacji „Bread of Life” i prowadzi artystyczny program profilaktyki uzależnień pod tytułem „Antymina” wraz z Jerzym „Youro” Pieniążkiem.

W ubiegły piątek podczas imprezy „Serca Niebylca dla Afryki” porwał młodzież i pracowników swoim przesłaniem i muzyką. Kolah opowiadał historię swojego życia, jako świadectwo na działanie Boga. Nawoływał młodych ludzi do przestrzegania przykazań i zapewniał, że Bóg kocha każdego. Jak potoczyła się jego historia życiowa?

Upadł na samo dno
Mirosław Kolczyk urodził się w 1981 roku w Tucholi. Jako dziecko chodził do kościoła, ale nie rozumiał tego, co robi. Uważa, że teraz większość ludzi tak robi, uprawia religię, ale to nie wnosi nic do ich życia. Miał ojca alkoholika. Sam też zaczął pić, bo nienawidził sytuacji, w jakiej się znalazł. Miał kolegów, którzy pili razem z nim, pozwalali mu ćpać. Sam o sobie mówi, że ulica go wychowała. W wieku 12 lat palił już nałogowo papierosy. Codziennością były dla niego nie tylko alkohol i narkotyki, ale też pornografia i seks. Miał wiele związków z różnymi dziewczynami, ale nie było w nich miłości, a on sam był nieszczęśliwy. Jego poszukiwania przyjemności i chęć zaspokajania potrzeb zaprowadziły go na samo dno. W więzieniu odsiedział rok i 4 miesiące za włamania i kradzieże.

– Uszczęśliwiałem się różnego rodzaju rzeczami, które miały dać frajdę, a to było kłamstwo – opowiada. – Człowiek myśli, że takie rzeczy jak alkohol, narkotyki, uszczęśliwiają, ale staje się ich niewolnikiem. Te rzeczy uzależniają niszcząc człowieka – dodaje.

Przyznaje, że jego życie wisiało na włosku. Miał myśli samobójcze, nie widział sensu w takim trwaniu z dnia na dzień. Nie wiedział, co ma robić.

– Pewnego dnia padłem na kolana i zacząłem płakać, wołałem: „Panie Boże, jeżeli jesteś, pomóż mi, bo nie potrafię żyć” – mówi Kolah. – Bóg postawił na mojej drodze ludzi, którzy pokazali mi miłość. Tam było tyle miłości, że można ją było brać garściami. Na początku pomyślałem sobie, że to jakaś sekta, kiedy jeden mężczyzna wyjął Pismo Święte, ale ten człowiek otworzył mi oczy na Chrystusa. Umarłem, by narodzić się ponownie – dodaje.

Urodził się na nowo
– Kiedyś żyłem jak przestępca, sprzedawałem narkotyki – przyznaje Kolah ze smutkiem. Teraz w szkołach prowadzi zajęcia profilaktyczne o narkotykach. Opowiada o swoim życiu i ma nadzieję, że dzięki temu zachęci ludzi do zbliżenia się do Boga.

– Wierzę, że sama moja historia broni siebie, że te fakty przekonują – mówi Mirek. – Przeżyłem coś niezwykłego tak naprawdę dzięki Bogu. To On wyciągnął mnie z rzeczywistości, w której nie miałem już nadziei na dalsze życie. Dzięki Niemu wszystko się zmieniło. Dzięki Jego miłości, dzięki Jego mocy jestem teraz szczęśliwym człowiekiem – dodaje.

Swoim odkryciem dzieli się z innymi. Do młodzieży przemawia nie tylko słowami, ale również muzyką. Jego zdaniem, to właśnie muzyka jest taką płaszczyzną porozumienia. Są tam emocje, które docierają głęboko i bardzo łatwo jest się zastanowić nad swoim życiem, wzruszyć się tekstem. Twierdzi, że każdy w jakimś stopniu może utożsamić się z nim i jego przeżyciami. Każdy gdzieś tam poszukuje czegoś, ma różne swoje zmagania.

Wypełnia swoją misję
Na pytania o różne kontrowersyjne zagadnienia; np. stosunek do antykoncepcji, homoseksualistów odpowiada ostrożnie. – Staram się nie przekazywać ludziom mojego zdania – mówi Kola. – Przyjąłem, że prawdą jest to, co mówi nam Bóg, bo to on nas stworzył. Jako mężczyznę i kobietę, by byli jednością – dodaje. Z radością opowiada o swojej żonie Oksanie, którą darzy głębokim uczuciem i swoim 4-miesięcznym synku, którego nazywa owocem ich miłości. – Biblia mówi o tym, że homoseksualizm jest grzechem, że to jest minięcie się z celem, do którego Bóg nas stworzył. Ja przyjąłem jego słowa jako absolutną prawdę – twierdzi, ale jednocześnie przyznaje, że stara się nikogo nie oceniać. Kocha każdego człowieka tak samo, jak Bóg kocha wszystkich ludzi. Uważa, że trzeba kochać ludzi bez względu na wszystko, ale trzeba też nienawidzić tych grzechów, które popełniają. Sam przyznaje, że nie jest doskonały, że i on się potyka.

Hip-hopowy apostoł
Jedni nazywają go „Raperem Ewangelistą”, inni „hip-hopowym apostołem”. A za kogo on sam siebie ma? – Ja siebie postrzegam przede wszystkim jako Boże dziecko – wyznaje.

Kolah opowiada, że stał się nim, kiedy uwierzył w Chrystusa, kiedy odpowiedział na Jego wołanie i zawarł z Nim przymierze. Generalnie unika przyklejania sobie łatek. Nie chce być nazywany chrześcijańskim raperem, bo jak twierdzi, w naszym kraju jest to kojarzone z takimi osobami, które są religijne, ale nie mają prawdziwej relacji z Bogiem. Nie chce, by ludzie myśleli, że zaraz wyjdzie do nich jakiś dziwny człowiek, który będzie ich nudził jakimiś smętami.

– Ja odkrywam pasję do głoszenia ewangelii, do dzielenia się nią. Ja nie namawiam nikogo do religii, tylko do prawdziwej relacji z Bogiem, a to jest duża różnica – zauważa. – Otarłem się o śmierć, miałem myśli samobójcze, ale teraz jestem szczęśliwym facetem, a to wszystko dzięki Bogu się stało. To Bóg mi daje pokój i radość. Moim szczęściem jest być blisko Boga – wyznaje.

Poprzez muzykę dzieli się Dobrą Nowiną
Pasją Mirka Kolczyka jest Chrystus. Stara się przestrzegać przykazań i codziennie czyta Pismo Święte. Gdzie w tym wszystkim miejsce na rap, który postrzegany jest jako wyraz zła i buntu? Kiedy narodził się na nowo, zapytał Boga, co On o tym myśli i otrzymał swoją odpowiedź. Kolah twierdzi, że nic nie jest złe same w sobie i to wyłącznie od niego zależy, co chce wyrazić i przeciwko czemu chce się buntować. Nawiązuje do przypowieści i temu, jak Bóg rozdał ludziom talenty, by szli przez życie i je pomnażali. Skoro on sam ma talent do rapowania, to dlaczego miałby go nie używać po to, aby zachęcać innych do zbliżenia się do Ojca. Twierdzi, że robi rap i zapoznaje ludzi z kimś, kto ich kocha, kto oddał za nich życie, pokonał całe zło i bardzo pragnie zbawić każdego. Uwolnić od nałogów, choroby, smutku, śmierci, poczucia winy i każdego przekleństwa, które jest wynikiem grzechu człowieka. Tylko ta miłość może wypełnić pustkę w sercu człowieka i ugasić pragnienie.

Blanka Szlachcińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.