
Tylko obwodnica rozładowałaby korki na krajowej „dziewiątce” i dała odetchnąć zatłoczonemu miastu. Bo sytuacja jest dramatyczna. I to od wielu lat.
Tłok na miejskich ulicach i gigantyczne korki na drodze krajowej nr 9 – tego doświadczył każdy kierowca, który nie tylko w godzinach szczytu miał okazję przejeżdżać przez Kolbuszową. Mieszkańcy nie mają wątpliwości: – Pomóc może tylko budowa obwodnicy – mówią. Problem w tym, że decydenci mają inne priorytety.
Gigantyczne korki w Kolbuszowej nie wzięły się z niczego. Przez to niewielkie miasto biegnie droga krajowa nr 9 i nierzadziej uczęszczane trakty wojewódzkie w stronę: Mielca, Sędziszowa Małopolskiego (dalej do autostrady) i Leżajska. Eksperci nie mają wątpliwości – tylko obwodnica rozwiązałaby problem zatłoczonej „dziewiątki” w tym rejonie Podkarpacia.
„Czujemy złość z powodu marnowania czasu i paliwa”
Co ciekawe, teren pod budowę drogi omijającej Kolbuszową radni zapisali w gminnej dokumentacji jeszcze w 2000 r. Wedle tego projektu, obwodowa miałaby wychodzić w Zarębkach, omijać Werynię, Kolbuszową, Kupno i wychodzić w Widełce.
Przez szereg lat miejscy decydenci zapewniali, że temat jest lobbowany na szczeblu centralnym. Problem w tym, że z tego lobowania nic nie wynikało. I tak to trwało… W końcu sprawę w swoje ręce postanowiła wziąć grupa młodych kolbuszowian. – Wielu z nas czuje złość i irytację z powodu marnowania czasu i paliwa, kiedy stoi w korku na drodze krajowej nr 9. Rozwiązaniem jest budowa obwodnicy Kolbuszowej – przekonywał Michał Karkut.
– Dziennie przez nasze miasteczko przejeżdża średnio 18 tys. pojazdów – zaznaczył. – Temat obwodnicy pojawia się od wielu lat. Są jednak chwile, które bardziej temu sprzyjają. Taki moment właśnie nadchodzi. Istotną sprawą jest pozyskanie przychylności polityków.
– Obserwowaliśmy starania innych, którym się udało. Pytaliśmy, jak to zrobiono w Głogowie Małopolskim, w Ropczycach i Jarosławiu. Byliśmy u znajomych w Leżajsku. Im się udało, więc i nam się musi udać. Rozpoczęliśmy akcję zbiórki podpisów mieszkańców popierających ten projekt. Pragniemy zorganizować spotkanie w tej sprawie z udziałem parlamentarzystów i władz Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad – wyliczał Karkut.
Inicjatywa kolbuszowskich przedsiębiorców
Z czasem jednak zapał młodych ludzi zgasł, a temat obwodnicy… umarł. – Spokojnie, cały czas lobbujemy. Mówimy o tym wszędzie, gdzie tylko można – zapewniał starosta Józef Kardyś. – Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że na pierwszym froncie nie jesteśmy. Raczej w drugiej kolejce. Jednak nie ma co załamywać rąk, trzeba być dobrej myśli – dodał.
Rąk nie załamywał Stanisław Nowak, znany kolbuszowski przedsiębiorca, który stanął na czele Społecznego Komitetem Budowy Obwodnicy Kolbuszowej. W skład tej organizacji, która miała naciskać na decydentów w sprawie inwestycji, weszło 11 osób.
Celem inicjatywy było wpisanie obwodnicy do krajowego programu budowy dróg, bo dopiero wtedy można byłoby rozpoczynać jakiekolwiek działania dotyczące inwestycji.
– Mogę obiecać, że dołożę wszelkich starań i umiejętności, by pomóc tej inicjatywie – zapowiedział Nowak. – Jako region mamy parę atutów i na nich spróbujemy wybudować naszą koncepcję walki o obwodnicę. Od strony Rzeszowa jest lotnisko i autostrada, a w Mielcu strefa. Udrożnienie ruchu między tymi obszarami jest argumentem, z którym trudno dyskutować. Trzeba to tylko odpowiednio nagłośnić i przekazać komu trzeba.
– Jest jeszcze sprawa zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców. Droga krajowa nr 9 przecina Kolbuszową i w zasadzie jest obustronnie zabudowana. To również powinno samo się obronić, wystarczy przywołać liczbę ofiar na tym odcinku “dziewiątki” – zapewniał.
W Kolbuszowej są też i przeciwnicy…
Budowę obwodnicy poparły wszystkie siły polityczne w regionie, a dodatkowe mocne wsparcie popłynęło z ambon. I wydawałoby się, że wszyscy są za tą inwestycją.
Tymczasem… – Ta droga nie jest nam aż tak bardzo potrzebna – mówił nam pan Michał z Kłapówki. – Wcale nie ma takich korków po wybudowaniu drugiego mostu na Nilu. A jeżeli ktoś chce jeszcze bardziej rozładować tłok na ulicach, to wystarczy, że połączy ul. Wiktora z ul. ks. Ruczki i drogę krajową nr 9 w Kolbuszowej Górnej z ul. Sędziszowską, a dla pieszych wykona przejście podziemne przez “dziewiątkę” obok Zespołu Szkół nr 1.
– Wtedy byłoby taniej i skuteczniej, tylko tego nie zrobią – irytuje się nasz rozmówca. – Poza tym “ciekawa” jest sprawa terenów po przyszłą obwodnicę. Proszę sprawdzić sprawy własnościowe działek na Rejowcu i na Kłapowce. Oni chyba coś tu kręcą – dodał.
Brak entuzjazmu dla obwodnicy możemy znaleźć także w Internecie. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio stałem w Kolbuszowej w korku. Tzn. w takim uciążliwym, w którym stoi się więcej niż 1-2 minuty przed rondem – pisał jeden z internautów. – Nie wiem, czy ekologiczna degradacja terenów na północ od “Kolby”, wycinka lasów, niszczenie krajobrazu i inne “atrakcje” warte są tego, żeby przez miasto jechało się 2-3 minuty krócej – zastanawiał się.
Wójt Cmolasu: – Popieram, ale z zastrzeżeniem
Inwestycję popiera wójt sąsiedniej gminy Cmolas, Eugeniusz Galek, ale z jednym zastrzeżeniem. Jak przekonuje, wraz z budową obwodnicy konieczna byłaby totalna przebudowa drogi krajowej nr 9 na trasie od Kolbuszowej do Nagnajowa.
– Planowana jest przebudowa “dziewiątki” na odcinku wjazdowym na lotnisko, dalej byłyby obwodnice: obecna Głogowa Młp. i przyszła Kolbuszowej. W ten sposób powstałby ciąg komunikacyjny, na którym samochody ociągałyby dużą prędkość. Wielkie hamowanie odbywałoby się w centrum Cmolasu – przestrzega Galek. – W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest generalna zmiana kształtu drogi krajowej – proponował.
– Muszą zostać przebudowane skrzyżowania. Konieczne są również drogi serwisowe, a więc lokalne trakty, które biegłyby równolegle do krajowej “dziewiątki”. Bezwzględnie potrzebne są też bezpieczne chodniki dla pieszych – wylicza wójt. – Bez tych elementów nie tylko w Cmolasie, ale też w innych miejscowościach na trasie Kolbuszowa-Nagnajów rozpędzone samochody od Rzeszowa zgotują ludziom piekło – przestrzega.
“Obwodnica najwcześniej w… 2040 roku”
Niestety, idea zderzyła się ze ścianą w Ministerstwie Infrastruktury. – To nie jest tak, że nasze działania nic nie dały – mówi Józef Fryc, jeden z liderów komitetu. – Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że osiągnęliśmy bardzo dużo. Okazało się, że mamy wsparcie mieszkańców. Zainteresowany sprawą wykazał również wójt ościennej gminy Cmolas. Było też poruszenie wśród ważnych przedsiębiorców Podkarpacia, w tym WSK Rzeszów. Nie potrafię tylko zrozumieć postawy Ministerstwie Infrastruktury. Tam opór był największy.
– Myślę jednak, że nasza obwodnica została “przehandlowana” już wcześniej. To była decyzja polityczna, bo gdyby decydowała ekonomia, inwestycja ta byłaby już projektowana. Przecież wszystkie pomiary przepustowości naszych ulic wskazują, że ta droga musi powstać. W tej sytuacji optymistyczny scenariusz dla Kolbuszowej jest taki, że nasza obwodnica powstanie najwcześniej w 2040 r. Ci, którzy mówią inaczej, albo kłamią, albo specjalnie wprowadzają ludzi w błąd dla swoich celów politycznych – konstatuje Fryc.
Będą protesty i blokady krajowej “dziewiątki”?
– Kilka lat temu wziąłem udział w spotkaniu, gdzie przedstawiciele PiS w składzie najsilniejszym na Podkarpaciu zapewniali, że obwodnica Kolbuszowej zostanie wybudowana w 2014 r. Dziwili się, kiedy nie chcieliśmy dać im wiary. Jak się okazuje, kłamali. Kłamali wtedy, kłamią dzisiaj i nie wiadomo dokąd będą kłamać w tej sprawie – nie kryje emocji.
Józef Fryc zapowiada, że walka o obwodnicę Kolbuszowej nie tylko nadal będzie trwać, ale najprawdopodobniej nabierze radykalnych kształtów: – Wszyscy, którzy tylko proszą, a nie używają drugiego narzędzia do tego, żeby coś w swojej gminie zostało zrobione, tracą na tym – uważa. – Natomiast ci, którzy postawili sprawy swoich obwodnic na ostrzu noża, osiągnęli swój cel. Zatem nie wykluczam niczego, także blokad i protestów. Niektórzy mówili, że jest to zachowanie awanturnicze i hałaśliwe. Nie mieli racji. Musimy walczyć.
Paweł Galek



3 Responses to "Kolbuszowa się dusi!"