Kolejna awantura wokół „ronda”

Kierowca wjeżdżający na „swoje” skrzyżowanie widzi światła na następnym, odległym o kilkanaście metrów i to go często myli. A taka pomyłka kosztuje pół tysiąca. Fot. Jerzy Mielniczuk
Kierowca wjeżdżający na „swoje” skrzyżowanie widzi światła na następnym, odległym o kilkanaście metrów i to go często myli. A taka pomyłka kosztuje pół tysiąca. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Skończy się państwowe wyłudzanie pieniędzy od kierowców pokonujących największe skrzyżowanie w mieście.

– To skrzyżowanie służy wyłącznie do wyłudzania pieniędzy od kierowców – radny Franciszek Zaborowski zagrzmiał na sesji samorządu miejskiego. Apelował, by miasto walczyło o swoje, czyli nie dawało obcym odzierać ze skóry mieszkańców. Miasto, czyli prezydent rzuconej rękawicy nie podjął. Inspektorat Transportu Drogowego będzie dalej łupić kierowców. Ale to już niedługo. Jeżeli posłowie staną po stronie ludzi, a nie państwa, mandatów zapłacimy mniej.

„Piekielne rondo” wcale rondem nie jest. To system czterech skrzyżowań ustawionych w kształcie ronda na zbiegu Al. Jana Pawła II i ul. KEN. Każde wyposażone jest w sygnalizację świetlną. Nad prawidłowym ruchem czuwa kilkadziesiąt kamer. Te kamery wcale nie pomagają kierowcą. One są narzędziem do wyłudzania – jak to określił radny – pieniędzy za mandaty. W ciągu jednego dnia to może być kilkanaście tys. zł i więcej.

To światła winne, a nie kamery
Skrzyżowanie znajduje się w ciągu drogi wojewódzkiej. Było na nim dużo kolizji, ale poważnych wypadków już nie. ITD objął je pilotażowym programem dwudziestu najniebezpieczniejszych – zdaniem Inspektoratu – skrzyżowań w Polsce. Na Podkarpaciu jest jeszcze jedno takie, w Ropczycach. System kosztował 7 mln zł i już dawno inwestorowi się zwrócił. Kierowcy płacą za wjazd na skrzyżowanie przy czerwonym świetle co najmniej 500 zł, tracąc przy tym kilka punktów. Oko kamery jest czujniejszy od oka policjanta i wystarczy ułamek sekundy. Mandat z Warszawy przychodzi ze zdjęciem. I nie można go rozłożyć na raty. Co bardziej nerwowi kierowcy ze Stalowej Woli „rondo” omijają wybierając korki w ciasnych ulicach po sąsiedzku. Przejezdni nie mają wyjścia i bardzo często dają się złapać w pułapkę ciągu świateł na kolejnych skrzyżowaniach.

Znamy przynajmniej jeden przypadek wygranej w sądzie kierowcy ukaranego mandatem za wjazd na feralne skrzyżowanie przy czerwonym świetle. Do takiej postawy namawiali wcześniej kierowców inni radni Stalowej Woli. Teraz Franciszek Zaborowski podniósł temat źle działających świateł, co myli kierowców i drenuje ich kieszenie. – Kamery mnie nie obchodzą, ale niech zarządca wreszcie wyreguluje system świateł – mówi. A zarządca, czyli Podkarpacki Zarząd Dród Wojewódzkich wkrótce będzie musiał zająć się nie tylko światłami na „rondzie” w Stalowej Woli. Ministerstwo Infrastruktury dopuszcza wreszcie liczniki czasu na skrzyżowaniach. Do tej pory było im przeciwne, bo na takich skrzyżowaniach jak to w Stalowej Woli nie byłoby mandatów. Teraz uznało, że odmierzacze czasu są dobre i projekt stosownego rozporządzenia jest już w Rządowym Centrum Legislacji. Jeżeli parlamentarzyści tego aktu nie utrącą, zarządca każdej drogi będzie mógł montować „czasowniki” nad światłami.

Liczniki przerwą falę mandatów
Projekt rozporządzenia jest bardzo dokładny i precyzuje chociażby to, że liczniki czasu pozostałego do przejścia lub przejazdu będą montowane nad światłami. Jedno takie urządzenie ma kosztować 2.250 zł. Na prostym skrzyżowaniu dwóch dróg koszt zamknie się w 27 tys. zł. Jeżeli „czasowniki” zostaną zamontowane na feralnym skrzyżowaniu w Stalowej Woli, skończy się karanie kierowców mandatami. Każdy będzie widział ile zostało mu czasu do przejazdu, a nie zdawał się na kaprysy żółtego światła.

Jerzy Mielniczuk

2 Responses to "Kolejna awantura wokół „ronda”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.