„Kolejorz” zagwizdał cztery razy i odjechał

Fot. Wit Hadło

1/16 FINAŁU TOTOLOTEK PUCHARU POLSKI. APKLAN RESOVIA – LECH POZNAŃ. „Pasiaki” w marnym stylu pożegnały się z „Turniejem Tysiąca Drużyn”. Teraz czas na ligowy hit z Widzewem Łódź.

Lider II ligi marzył o sprawieniu niespodzianki, ale na odważnych deklaracjach się skończyło. Resoviacy tracili bramki jak w lidze juniorów, a z każdą upływającą minutą również chęci do walki. Mimo bolesnej porażki, schodzących do szatni piłkarzy i trenerów żegnały brawa i słowa wsparcia od fantastycznie reagujących we wtorek kibiców.

APKLAN RESOVIA 0
LECH 4
(0-2)
0-1 Gytkjaer (38.), 0-2 Gytkjaer (45.), 0-3 Kostewycz (47.), 0-4 Marchwiński (54.)
RESOVIA:
DanielGeniec, Kubowicz (60. Feret), Zalepa, Makowski, Mikulec, Dziubiński, Domoń, Radulj (46. Kaliniec), Krykun, Świderski, 46. Płatek
LECH:
van der Hart – Cywka (5. Gumny), Satka, Rogne, Kostewycz, Makuszewski, Muhar, Tiba, Jóźwiak (73. Puchacz), Marchwiński, Gytkjaer (53. Tomczyk).
Sędziował
Wojciech Myć (Lublin). Żółta kartka Gumny. Widzów 3 tys.

Fani docenili to, czego nie mieli od lat. Przyjazd czołowej polskiej drużyny wzbudził olbrzymie zainteresowanie. Na 45 minut przed pierwszym gwizdkiem, na krytej trybunie stadionu przy ul. Wyspiańskiego, próżno było szukać wolnego miejsca. Spotkanie obejrzało 3 tysiące kibiców, w tym blisko 400 z Poznania. „Kolejorz” ostatni raz w Pucharze Polski mierzył się z drużyną z Rzeszowa 58 lat temu – w sezonie 1961/62 przegrał 0-4 ze Stalą. We wtorek już po pierwszej połowie było wiadomo, że goście opuszczą miasto nad Wisłokiem w dużo lepszym humorze.

Gol, który podciął skrzydła

Resoviacy przystąpili do pojedynku z Lechem w przemeblowanym składzie w porównaniu do ostatniego ligowego meczu z Elaną Toruń. Do jedenastki wrócili Konrad Domoń, Daniel Świderski i dawno niewidziany Bartłomiej Makowski. – Kilka tygodni temu mierzyliśmy się z rezerwami Lecha, trener Rafał Ulatowski podzielił się wiedzą na temat naszej gry i ustawienia, więc postanowiliśmy coś zmienić. Zaryzykowaliśmy, nie udało się, lecz chcąc sprawić niespodziankę, musieliśmy próbować zaskoczyć przeciwnika – tłumaczył taki, a nie inny zestaw personalny Szymon Grabowski, opiekun gospodarzy. Grający poniżej oczekiwań, dopiero dziewiąty w ekstraklasie Lech wytoczył najcięższe działa: w pomocy drużyny prowadzonej przez Dariusza Żurawia znalazł się m.in. były reprezentant Polski, Maciej Makuszewski, zaś w ataku pojawił się zdobywca 8 goli w lidze, Duńczyk Christian Gytkjaer, który w tym sezonie walczy o tytuł króla strzelców. Jednak to nie goście, a gospodarze zaczęli obiecująco. Przed przerwą najlepszą okazję do objęcia prowadzenie rzeszowianie mieli w 30. min, kiedy to po kontrze, Serhij Krykun strzelał z pola karnego, niestety bardzo niecelnie…

„Kolejorz” długo sprawiał wrażenie, jakby do Rzeszowa przyjechał wygrać jak najmniejszym nakładem sił. W zasadzie do 38. min, czyli momentu objęcia prowadzenia, goście specjalnie nie zagrażali bramce Wojciecha Daniela. W tym czasie lekki strzał w środek jego bramki zdołał oddać tylko Kamil Jóźwiak. Jednak 7 minut przed przerwą, Gytkjaer, leżąc już na murawie, dosłownie wepchnął piłkę do siatki. – Ten gol podciął nam skrzydła – przyznał Grabowski, który zgodził się, że jego podopieczni mieli coś na sumieniu praktycznie przy każdej straconej bramce. – Nie pierwszy raz tej jesieni pomagamy rywalowi w zdobywaniu goli – martwił się szkoleniowiec Apklan Resovii.

Oszczędzani przed meczem na szczycie

W przerwie meczu kibice Resovii pocieszali się, przypominając historię niedawnego meczu z rezerwami Lecha, w którym rzeszowianie odwrócili losy rywalizacji z 0-2 na 3-2. Jednak nadzieje na korzystny rezultat prysły tuż po rozpoczęciu II połowy. Żaden z resoviaków nie zatrzymał wbiegającego w pole karnego Wołodymyra Kostewycza i było 0-3. Kilka minut później Daniela pokonał Filip Marchwiński i rozbici psychicznie biało-czerwoni rzucili ręcznik. Jeszcze szarpnął Krykun, jeszcze postraszył Szymon Feret, lecz honorowego trafienia nie udało się zdobyć. Szymon Grabowski, widząc co się święci, już w przerwie zostawił na ławce liderów pomocy i ataku. Uznał, że wypoczęci Kamil Radulj i Daniel Świderski bardziej przydadzą się zespołowi w niedzielnym hitowym meczu z Widzewem Łódź (godz. 13.05 – transmisja TVP3 Rzeszów). – Mam nadzieję, że szybko się pozbieramy, bo dla nas liczy się już tylko liga – skwitował trener Apklan Resovii. Z kolei Dariusz Żuraw wyraźnie odetchnął. – Musieliśmy wygrać i wygraliśmy. W takich meczach trzeba być cierpliwym. Po bramkach Christiana Gytkjaera zaczęliśmy kontrolować spotkanie. Minusem jest kontuzja Tomka Cywki. Jeszcze nie wiemy, co dokładnie się stało – skomentował efektowną wiktorię szkoleniowiec Lecha.

Tomasz Szeliga

[ngg src=”galleries” ids=”898″ display=”basic_thumbnail”]

One Response to "„Kolejorz” zagwizdał cztery razy i odjechał"

Leave a Reply

Your email address will not be published.