Komandosi z Fortu Bragg w Polsce

Boeing C-17 Globemaster III, którym przylatują
do Polski amerykańscy żołnierze. Fot. US Army

„Śpiący na plecakach” to popularne określenie elitarnej amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej. To odniesienie do ciągłej
gotowości żołnierzy, którzy z dnia na dzień są w stanie przeprawić się z jednego końca świata na drugi! Formacja z Fortu Bragg,
której historia sięga ponad 100 lat, od kilku dni jest w Polsce. Przylot amerykańskiej legendy to reakcja na koncentrację
wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą i agresywną politykę zagraniczną Kremla.

W ostatnich dniach na lotnisku w podrzeszowskiej Jasionce wylądowało kilkanaście amerykańskich samolotów Boeing C-17 Globemaster III transportujących żołnierzy 82. Dywizji Powietrznodesantowej USA. Łącznie do Polski ma przybyć 1700 słynnych komandosów, których zadaniem będzie zabezpieczanie wschodniej flanki NATO. Ma to związek z niespokojną sytuacją międzynarodową i bardzo możliwą agresją Rosji na Ukrainę.
Przylot amerykańskiej dywizji przyciągnął uwagę mieszkańców regionu, mediów, miłośników militariów, a także całego kraju. W końcu mowa o ponadprzeciętnym oddziale, uznawanym za jeden z najwytrwalszych na świecie. To nie są zwykli spadochroniarze, którzy bez czołgów i armat nie stanowią zagrożenia. To, jak pisali dekady temu zagraniczni dziennikarze: „śmierć z przestworzy”.

Z Georgii do Północnej Karoliny

82. Dywizja Powietrznodesantowa została sformowana 25 sierpnia 1917 r. w Camp Gordon, w Georgii. W jej skład weszli początkowo tylko rekruci ze wszystkich stanów, dzięki czemu formacja szybko zyskała przydomek „All Americans”. Niedługo później na ramionach żołnierzy pojawiła się naszywka składająca się z dwóch liter A.
Pierwszym sprawdzianem dywizji był udział w kilku kampaniach I wojny światowej. Formacja nie wyróżniła się jednak niczym szczególnym i po zakończeniu walk została zdemobilizowana.
Oddział powrócił do życia ponad 20 lat później, 25 marca 1942 r. pod dowództwem generała Omara Bradleya. Szybko stał się pierwszą dywizją powietrznodesantową w całej armii amerykańskiej. To jednak dopiero grudzień 1942 r. był kluczowy dla historii żołnierzy. Wtedy przeniesiono ich do słynnego Fortu Bragg w Północnej Karolinie. To był przełom.

Silni fizycznie i odporni psychicznie

W trakcie II wojny światowej pod „82” podporządkowano 504. i 505. pułk piechoty spadochronowej oraz 325. pułk piechoty szybowcowej. W Forcie Bragg rozpoczęło się gruntowne szkolenie żołnierzy, co szybko pozwoliło stworzyć grupę elitarną, silną fizycznie i odporną psychicznie. To wtedy zaczęła pisać się wyjątkowa karta historii amerykańskiego wojska. – Żołnierze 82. Dywizji Powietrznodesantowej są idealnie wyszkoleni. To dywizja lekka, ale bardzo mobilna, potrafiąca w kilkanaście godzin przetransportować się z USA do Polski. Stąd też określenie „śpiący na plecakach”, które w pełni oddaje ich ciągłą gotowość do służby – tłumaczy gen. Tomasz Bąk, pełnomocnik rektora ds. bezpieczeństwa WSIiZ.
Pierwszym ważnym egzaminem dywizji była „operacja Husky” w lipcu 1943 r., czyli morski i powietrzny desant na teren wybrzeża Sycylii. Przez silny wiatr zrzut spadochroniarzy okazał się niecelny. Żołnierze wylądowali 15 i 60 mil od celu. Pomimo tego, w trakcie heroicznej wyprawy udało się im dotrzeć na miejsce, następnie pozbawić przeciwnika łączności i wreszcie opanować cel „Y”. W trakcie II wojny światowej amerykańscy komandosi służyli także podczas „operacji Avalanche”, gdzie prowadzili regularne walki z niemieckimi oddziałami, brali udział w desancie morskim w rejonie miasta Anzio, czy „operacji Neptune”, gdzie odbito z rąk wroga ważne wzgórze 131. O sukcesie i pewności siebie żołnierzy mówił dywizyjny raport po opuszczeniu Normandii: „33 dni bez odpoczynku, bez uzupełnień. Każda misja zakończona sukcesem. Raz zdobyta ziemia nigdy nie została oddana wrogowi”.

Wiele gwardii, ale…

Rok 1944 to m.in. pomyślna bitwa w Ardenach oraz regularne walki na macierzystym terenie Niemiec. Do jednych z ważniejszych momentów tamtego okresu można zaliczyć przekroczenie przez 502. pułk rzeki Ren w miejscowości Hitsdorf. Dzięki zaangażowaniu dywizji 2 maja cała niemiecka 21. armia, czyli łącznie około 150 tys. żołnierzy, poddała się amerykańskiej formacji. Gen. George Patton wypowiedział wówczas słowa, które na zawsze okryły komandosów chwałą: „Przez wszystkie moje lata w armii widziałem wiele gwardii honorowych, ale ta z 82. dywizji jest najlepsza”.
Dywizja Powietrznodesantowa nie została rozwiązana po II wojnie światowej. Kolejne lata pozwoliły budować jej legendę, a także tworzyć wyjątkowy wzorzec amerykańskiego żołnierza troszczącego się o dobro kraju i jego mieszkańców.
W kolejnych dekadach komandosi walczyli na Dominikanie, w Panamie, Wietnamie, Iraku czy Afganistanie. – To armia świetnie przeszkolona do działań w różnych warunkach, na różnych terenach. W 1999 r. uczestniczyłem w jednej z operacji wojskowych w Kosowie. Jako Polacy mieliśmy okazję podpatrzeć amerykańskich żołnierzy, którzy bardzo nam imponowali oraz sporo nas nauczyli. Ich zaangażowanie, twardość psychiczna oraz odporność na trudne warunki były niesamowite – podkreśla gen. Tomasz Bąk.
Dziś 82. Dywizja Powietrznodesantowa to marka sama w sobie, jedna z najbardziej elitarnych formacji szybkiego reagowania na świecie. Nic dziwnego, że sporo miejsca poświęcono jej w kulturze. Motyw żołnierzy znalazł się w wielu książkach m.in. powieści Eda Ruggero „Fort Bragg” czy też w seriach gier komputerowych m.in. „Medal of Honor: Airborne”.

Jakie zadania mają w Polsce?

Przylot amerykańskich żołnierzy do Polski ma wzmocnić wschodnią flankę NATO. Jakie dokładnie cele wyznaczono komandosom? – Obecność dywizji w Polsce ma być wojskowym sygnałem w kierunku wroga: NATO i USA są gotowe na ewentualne zagrożenie w pobliżu wschodniej flanki sojuszu. Drugi aspekt to sygnał polityczny, że każdy zagrożony kraj może spodziewać się wsparcia. Wynika to z artykułu 5. NATO. Kumulacja rosyjskich wojsk na terenie granicznym przy Ukrainie daje ku temu przesłanki – ocenia gen. Tomasz Bąk.
Trudno dziś powiedzieć, jak zakończy się napięta sytuacja na linii Rosja-Ukraina, ale wydaje się, że obecność elitarnych amerykańskich żołnierzy w Polsce poprawia bezpieczeństwo naszego kraju i niesie mocny wydźwięk polityczny. Należy mieć tylko nadzieję, że konflikt międzynarodowy niedługo wygaśnie, a przylot komandosów na Podkarpacie pozostanie jedynie ciekawym wspomnieniem i świadectwem solidarności wewnątrz NATO.

Kamil Lech

18 Responses to "Komandosi z Fortu Bragg w Polsce"

Leave a Reply

Your email address will not be published.