Komary po intensywnych deszczach i ostatnich upałach mnożą się na potęgę. Atakują na wsiach i w miastach. W największych miastach Podkarpacia władze postanowiły stoczyć z nimi bój. Czy wygrany? To się jeszcze okaże. Jest jednak jedno prezydenckie miasto w naszym regionie, gdzie władze poddały się i nie zamierzają prowadzić wojny z owadami. To Krosno. Tam komary będą mogły bez ograniczeń wypijać jak najwięcej krwi z krośnian.
W prezydenckich miastach naszego regionu zdecydowano o likwidacji komarów. Widocznie czujność prezydentów została wzmożona po sygnałach od mieszkańców, a może i stało się tak po ukąszeniach urzędników przez komary. W Rzeszowie w tym tygodniu na dwa opryski w parkach i zieleńcach na wojnę z małymi krwiopijcami wydanych zostanie 11 180 zł, w Mielcu – 3,6 tys. zł, a w Tarnobrzegu aż 110 tys. zł. Akcja odkomarzania obejmie też tereny w Stalowej Woli i Przemyślu. W Tarnobrzegu wydana zostanie ogromna kwota, ale to dlatego, że tam odkomarzanie obejmie teren 900 hektarów, a w Rzeszowie „tylko” – 109 hektarów.
W tych pięciu miastach nie zapomniano o mieszkańcach udręczonych codziennym odpędzaniem od komarów, które atakują intensywnie ciała rzeszowian, mielczan, tarnobrzeżan, stalowowolan i przemyślan. W Krośnie natomiast służby miejskie nie robią nic, żeby walczyć z armią owadów-krwiopijców. Czy prezydent tego miasta będzie mógł spojrzeć w oczy mieszkańców, którzy poczują, że władze ich nie ochroniły przed fruwającym wrogiem? Czyżby prezydent z góry uznał, że tych owadów nie da się pokonać, bo ich armia liczona jest w milionach?
Jaka jest argumentacja bojaźliwego miasta Krosna, które zrezygnowało z podjęcia się obrony mieszkańców przed małymi krwiopijcami? Urzędnicy Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Krośnie informują, że powodem wycofania się z walki z komarami jest negatywny wpływ owadobójczych środków chemicznych (takimi preparatami mogłoby być prowadzone odkomarzanie) na środowisko oraz zdrowie mieszkańców. Tylko czy nie jest to z góry wypracowana strategia przez władze Krosna – szkoda wydawać pieniądze na odkomarzanie, bo tych owadów i tak nie uda się wyeliminować? A może wystarczy wziąć przykład z pozostałych pięciu miast prezydenckich, gdzie podjęto walkę z armią krwiopijców.
Redaktor Mariusz Andres


