
PODKARPACIE. Do komisji orzekających o zdarzeniach medycznych w 2013 roku wpłynęło 28 wniosków z roszczeniami pacjentów. Żaden nie dostał jeszcze odszkodowania.
– Z 28 tegorocznych wniosków 12 jest po rozpatrzeniu w pierwszej instancji, 4 umorzono z powodu nieuiszczenia opłaty, 6 czeka na ponowne rozpatrzenie, 2 nie uznaliśmy za zdarzenie medyczne – mówi Maria Litwa, radca prawny, przewodnicząca Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w Rzeszowie.
Podobnie było w 2012 roku, wtedy też żaden pacjent nie doczekała się pozytywnego rozpatrzenia wniosku i nie otrzymał odszkodowania. Ustawa umożliwiająca rozpatrywanie roszczeń pacjentów przez komisję zakładała, że od złożenia wniosku do jego ostatecznej oceny nie powinno upłynąć więcej niż cztery miesiące. Komisja orzeka jedynie, czy doszło do popełnienia błędu lekarskiego. Nie ustala, kto zawinił. I nie zasądza odszkodowania. Kwotę roszczenia proponuje szpital lub ubezpieczyciel. Dlaczego, mimo że obowiązuje już drugi rok, żaden pacjent nie dostał odszkodowania?
Szpitale się nie przyznają
– 4-miesięczny termin jest terminem instrukcyjnym. Komisje orzekają w 15-osobowym składzie, mają kłopoty z ustaleniem terminu spotkania, szpitale się odwołują lub proponują zaniżone stawki, a czas płynie – mówi Litwa. – Takim przykładem jest placówka w Strzyżowie, która po tym, gdy komisja uznała, że doszło w niej do zdarzenia medycznego (pacjent po dwóch dniach od pobytu w niej i podaniu bez żadnych badań kroplówki trafił do innego szpitala w stanie ciężkim, z sepsą) dyrektor zaproponował mu 1 zł (!) odszkodowania. To poniżające dla chorego, któremu może nawet nie chodziło o wysokość zadośćuczynienia, ale o zwykłe przyznanie się do popełnionego błędu – mówi Litwa.
– Jak mogę zaproponować inne odszkodowanie, skoro żadnego zdarzenia medycznego u nas nie było. Pacjent leczony wcześniej na urologii w Krośnie trafił do nas na dyżur nocny i poprosił o zastrzyk przeciwbólowy. Dlatego, że lekarz uległ jego prośbom, mamy teraz płacić? Twierdzenie komisji, że podczas podawania kroplówki został zarażony sepsą, to bzdura. Dlaczego nie zaraziliśmy sepsą 100 innych pacjentów, którzy wtedy korzystali z naszej pomocy? – pyta poruszony Bolesław Kazalski, dyrektor SP ZOZ w Strzyżowie. – W dodatku pacjent zażądał od nas 38 tys. zł, a ja pytam, za co? Dlaczego przyszedł z tym do nas, a nie tam, gdzie był leczony wcześniej? Te komisje to jakaś bzdura.
Anna Moraniec



4 Responses to "Komisja orzeka, szpital się nie przyznaje, a pacjent zostaje z ręką w nocniku"