
RZESZÓW. Marek Filip nowym prezesem MPK. Konflikt na linii miasto-związki MPK trwa.
W czwartek (11.04) Sławomir Krygowski (46 l.) został odwołany przez Radę Nadzorczą Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego ze stanowiska prezesa MPK. Jego nowym szefem został dotychczasowy dyrektor techniczny Marek Filip. W piątek zbiorą się związki zawodowe, by ustalić, czy do żądań przywrócenia Teresy Kubas-Hul (50l.) na stanowisko przewodniczącej rady dodane będzie żądanie przywrócenia Krygowskiego. Bez względu na to nad miastem wisi widmo strajku MPK.
O odwołanie Sławomira Krygowskiego zabiegał prezydent Tadeusz Ferenc (73 l.) który negatywnie ocenił jego zarządzanie firmą. Pierwsza próba odwołania nie powiodła się, bo ówczesna szefowa rady nadzorczej, Teresa Kubas-Hul, pozytywnie oceniła pracę Krygowskiego. Stąd też, jak mówią związkowcy, nieoczekiwane zastąpienie jej na stanowisku Henrykiem Małeckim (był. m. in prezesem PGE Obrót w Rzeszowie). W czwartek już pod nowym przewodnictwem rada podjęła decyzję o odwołaniu Krygowskiego. – Bardzo dziwi nas to, że nowy przewodniczący choć nie zna naszego dotychczasowego prezesa, nie zna zagadnienia ani sytuacji, nie zapoznał się z żadnymi dokumentami, potrafił odwołać go jedynie na rozkaz prezydenta – mówi Michał Białogłowski (57l.), przewodniczący NSZZ “Solidarność” w MPK.
Sam Marek Filip, który już pełnił funkcję dyrektora MPK na początku lat 2000, a został wtedy odwołany na wniosek prezydenta Ferenca, nie krył zaskoczenia swoim wyborem. – Pracowałem z panem Krygowskim, na pewne decyzje jako dyrektor techniczny miałem również wpływ. Uważam, że to, co było robione, było robione prawidłowo. Oczywiście będę się starał pewne sprawy przyspieszyć, ale generalne kierunki są ustalone i będą przeze mnie realizowane – mówił tuż po nominacji.
Miasto nic nie dopłaca do MPK
Za powody roszad personalnych w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym prezydent Ferenc podawał fakt, że miasto w każdym roku coraz więcej dopłaca do działalności MPK. W zeszłym roku było to prawie 27 mln złotych. – Muszę zdementować te słowa, wstyd mi za prezydenta. Jak można mówić, że dopłaca do MPK z pieniędzy podatników. Trzeba rozróżnić dwie podstawowe sprawy: pieniądze z ratusza na utrzymanie komunikacji miejskiej i pieniądze, które płaci MPK jako wykonawcy usługi. Otóż w roku 2012 kwota ogólna na utrzymanie komunikacji miejskiej wyniosła ok. 26 mln 190 tys. zł. Z tego 21 mln 950 tys. zł otrzymało MPK z tytułu wykonania usługi przewozowej, a 4 mln 230 tys. zł poszło na utrzymanie ZTM. Skąd zatem wzięła się kwota rzekomych dopłat do MPK? Pan prezydent nam nic nie daje, to nie żadna jałmużna, łaska ani darowizna. Mamy podpisaną umowę z miastem na usługę przewozową, określoną stawkę – wozokilometr i miasto ma obowiązek za tą usługę nam zapłacić – dodaje. W uzupełnieniu należy uściślić, że wpływy ze sprzedaży biletów trafiają do ZTM, który płaci MPK za usługę jaką jest transport miejski.
Będzie strajk?
Konflikt na linii miasto-związki MPK trwa. Niewykluczone, że dojdzie nawet do strajku. Najpierw jednak załoga musi wypowiedzieć się za nim lub przeciwko niemu w referendum planowanym na przyszły tydzień. Jak mówią związkowcy, jeżeli załoga opowie się za taką formą protestu, rozpocznie się on od 2-godzinnego strajku ostrzegawczego. Gdy oczekiwania nie zostaną spełnione, może dojść nawet do strajku ciągłego, co znaczy, że autobusy miejskie staną.
Katarzyna Szczyrek



13 Responses to "Komunikacja miejska stanie? Groźba strajku w miejskiej spółce realna"