
TBILISI. Nie doszło do fałszerstw wyborczych.
Prezydent Micheil Saakaszwili przyznał, że jego partia przegrała wybory i przechodzi do opozycji.
Prezydent Gruzji, który w przyszłym roku odejdzie ze stanowiska (kończy się jego druga kadencja), dodał, że niektóre z postulatów zwycięskiej koalicji Gruzińskie Marzenie są „fundamentalnie nieakceptowalne”.
– Jako siła opozycyjna będziemy walczyć o przyszłość naszego kraju; będziemy walczyć o to wszystko, co udało się zrealizować w ostatnich latach w walce z korupcją, przestępczością, co udało się zrobić dla modernizacji Gruzji, budowy nowych instytucji – podkreślił Saakaszwili.
Dwa głosowania
Choć oficjalnie przeliczono dopiero 29 proc. głosów, Saakaszwili przyznał się do wyborczej porażki. Jakie będą jej rozmiary jeszcze nie wiadomo. Opozycja prowadzi zarówno w głosowaniu proporcjonalnym, jak i większościowym.
Połowa parlamentu wybierana jest bowiem z list partyjnych (77 posłów), a połowa w okręgach jednomandatowych (73 posłów).
Według najnowszych informacji opublikowanych na stronie gruzińskiej Centralnej Komisji Wyborczej, przeliczono 29,1 procent głosów oddanych w proporcjonalnym głosowaniu. Opozycyjna koalicja Gruziński Sen milionera Bidziny Iwaniszwilego ma 53,11 procent głosów, a Zjednoczony Ruch Narodowy Saakaszwilego 41,57 procent.
Gruzini są podzieleni
Według obserwatorów, nic nie wskazuje na to, by w głosowaniu były nieprawidłowości. – Byliśmy w dziesiątkach punktów wyborczych i nikt nie zgłosił nam żadnych zastrzeżeń odnośnie formy przeprowadzania wyborów – oświadczył polski obserwator wyborów Piotr van der Coghen (PO). – W każdym punkcie wyborczym siedzieli przedstawiciele różnych partii wyborczych w ilości od kilku do kilkunastu. I myśmy nie mieliśmy takich zgłoszeń – dodał.
Poseł przyznał, że gruzińskie społeczeństwo jest wyraźnie podzielone. – To, co w poniedziałek działo się na ulicach Gruzji, to było szaleństwo. Setki samochodów, jeżdżących wciąż na włączonych sygnałach, z migającymi światłami. Na ich dachach i w bagażnikach siedziała bawiąca się młodzież, wymachująca flagami. Wygląda na to, że to szaleństwo było po stronie zwolenników zmian – relacjonował polityk.
Brakuje pracy
Van der Coghen podczas wyborów odwiedził m.in. miejscowości położone w wysokim Kaukazie, gdzie ludzie zdecydowanie opowiadali się za zmianą władzy. Ich argument był prosty i prozaiczny: brak pracy. – My na to odpowiadaliśmy: „Dobrze, ale uważajcie, bo teoretycznie mogą tu przyjść Rosjanie”. A oni na to: „W takim razie niech przyjdą, bo Rosjanie przywiozą nam pieniądze, a my nie mamy pracy” – relacjonował obserwator.
Źródło: tvn 24/ps



2 Responses to "Koniec ery Saakaszwilego"