Koniec marzeń o własnym mieszkaniu?

W najbliższym czasie coraz trudniej będzie wziąć kredyt hipoteczny. Fot. Archiwum

KRAJ, PODKARPACIE. Większość banków już dziś podwyższyła wymagany wkład własny na zakup nieruchomości z 10 do 20-30 proc.

Pandemia koronawirusa, a w efekcie paraliż gospodarki odbija się na większości branż handlowych i usługowych. Kłopoty przekładają się na Polaków starających się m.in. o kredyty hipoteczne. Banki już dziś nie są przychylne dla pracowników z sektorów najbardziej dotkniętych restrykcjami oraz osób zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych.

Do niedawna Polacy mieli dużą swobodę w dostępności do kredytów hipotecznych. Oprocentowanie było stosunkowo niskie, a wymagany wkład własny oscylował najczęściej w granicy 10 proc. Ponadto banki podczas weryfikacji klienta chętnie brały pod uwagę umowy cywilnoprawne. Jak sytuacja będzie wyglądać po koronawirusie? Zdecydowanie inaczej. Już dziś banki wymagają większego zaangażowania finansowego nabywcy. Większość z nich pożycza 70-80 proc. wartości mieszkania, a nie 90 proc., jak miało to miejsce jeszcze w lutym. W kontekście zakupu mieszkania w wysokości 400 tys. zł wymagany wkład własny to 80 tys. zł. – Jeszcze w marcu wystarczyłaby kwota 40 tys. zł – tłumaczy Jarosław Sadowski, analityk Expandera Advisors. – Uzyskanie atrakcyjnego kredytu stanie się więc jeszcze trudniejsze niż dotychczas – dodaje.

Jak wynika z informacji HRE Investments, banki podnoszą marże nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych. Średnia wysokość marży podskoczyła z poziomu 2,03 proc. w marcu do 2,15 proc. w kwietniu. Taka sytuacja to z kolei efekt spadających stóp procentowych w kraju. Jest drożej i lepiej, póki co, nie będzie.

Kto będzie miał problem?

Możliwość zaciągnięcia kredytu staje się dziś znacznie trudniejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jak prognozują eksperci, banki będą brać pod uwagę klientów według kilku kluczy. Największe szanse na uzyskanie kredytów mogą mieć gospodarstwa domowe, w których dwie osoby mają umowę o prace. Niestety, z tym warunkiem w przyszłości będzie różnie, bo już dziś tysiące Polaków straciło przez kryzys pracę. Druga istotna kwestia – wkład własny. Jeszcze do lutego, banki najczęściej wymagały od klientów chcących kupić mieszkanie 10 proc. wkładu własnego. Teraz zaangażowanie kredytobiorców ma być znacznie wyższe. Przykładowo PKO BP pożycza już 80 proc. wartości nieruchomości, a ING Bank Śląski maksymalnie 70 proc. Dla wielu rodzin to koniec marzeń o własnym domu.

Problem dla ludzi na „śmieciówkach”

Kłopoty z kredytami mogą mieć osoby, które zatrudnione są na umowach cywilnoprawnych: umowach o dzieło i zlecenie. Do niedawna większość banków brała taką formę zatrudnienia pod uwagę, lecz teraz może być inaczej. – Wiele banków nie będzie brać pod uwagę umów cywilnoprawnych, gdyż mówimy o formie zatrudnienia znajdującej się w grupie pewnego ryzyka. W ocenie banków, umowy np. o dzieło czy zlecenie nie gwarantują bezpieczeństwa zatrudnienia – ocenia Natalia Znamirowska, ekspert kredytowy z Rzeszowa. – Warto podkreślić, że niektóre działalności gospodarcze również nie będą brane pod uwagę w kontekście możliwości zaciągnięcia kredytu. Jeżeli o kredyt będzie starał się właściciel biura turystycznego, czyli osoba funkcjonująca w branży odnotowującej straty, to pomimo spełnienia większości kryteriów, kredytu może nie otrzymać – dodaje.

Kamil Lech

One Response to "Koniec marzeń o własnym mieszkaniu?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.