Koniec miłości magistratu z policją?

Młodzi stalowowolanie na ul. Marszałkowskiej w Warszawie, czyli na starcie Marszu Niepodległości. Za kilka minut spadną na nich petardy i chmury gazu pieprzowego. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. – Jak słyszy się o takich działaniach, normalnemu Polakowi otwiera się nóż w kieszeni – powiedział prezydent Andrzej Szlęzak po rozmowie z uczestnikami warszawskiego Marszu Niepodległości.

W niedzielę do Warszawy na rocznicowy marsz narodowców wyjechały dwa autokary ze Stalowej Woli. Prezydent wsparł ten wyjazd finansowo, głównie dlatego, że na Marsz Niepodległości wyjeżdżała przede wszystkim młodzież. Jak w większości miast, których mieszkańcy wybierali się w niedzielę do stolicy, i w Stalowej Woli nie obyło się bez utrudnień. Sponsor wyjazdu był na bieżąco o nich informowany. Gdy na Marszałkowskiej m.in. na stalowowolan posypały się policyjne petardy i gaz, włodarz miasta nie wytrzymał i publicznie powiedział, co myśli o policji. – To jest działalność urzędu okupacyjnego, któremu zależy na stłumieniu polskości! – rzekł.

Szlęzak jest narodowcem i w tym roku znalazł się nawet w komitecie honorowym Marszu Niepodległości. Sam do Warszawy nie pojechał, bo rocznicowe uroczystości zatrzymały go nad Sanem. Zgodził się jednak dofinansować drobną dotacją wyjeżdżających na Marsz. Ta dotacja okazała się zbawienna dla wyjeżdżających, na pewnym etapie wyprawy.

Uratowało ich wsparcie prezydenta
Stalowa Wola nie była wyjątkiem. Rozpętana została ogólnopolska nagonka na Marsz i na kilkanaście dni przed 11 listopada, policja zaczęła zbierać informacje o przyszłych jego uczestnikach. Przewoźnicy, którzy godzili się wyjechać do Warszawy, mieli różne propozycje i nierzadko rezygnowali z wyjazdu. Policjanci chcieli wyciągać od organizatorów listy chętnych. Tu i tam je dostawali. W Stalowej Woli młodzi ludzie zdecydowanie odmówili. M.in. dlatego, że mieli poparcie prezydenta miasta.

W niedzielę nawet długo oczekiwali na pojawienie się patrolu, bo koledzy z innych miast dzwonili z informacjami, że autokary wyjeżdżające na Marsz, są drobiazgowo sprawdzane. W Stalowej Woli obyło się bez tego. Radiowozy policyjne pojawiły się za granicą województwa. Nawet to fajnie wyglądało, bo przez miasta autokary przejeżdżały bez zatrzymywania. Gdy wjechały na teren Mazowsza, wycieczka została rozdzielona. Jeden autokar musiał pojechać jedną, drugi inną drogą do Warszawy. Oczywiście jeden i drugi został zaraz zatrzymany. Policjantów, którzy zaczęli od sprawdzenia kierowcy, interesowało głównie to, kto jest organizatorem wyjazdu. Zwątpili, gdy usłyszeli że Urząd Miasta.

„Ponadnormatywnych” nie będzie
Szlęzak zaniepokojony informacjami z Warszawy, dzwonił do młodych stalowowolan i usłyszawszy, że na Marszałkowskiej doszło do zagazowania uczestników pochodu, powiedział dziennikarzom i osobom uczestniczącym w rocznicowej wieczornicy kilka słów, co o tym myśli. Nie wycofał się z tego, a to znaczy, że na linii policja – miasto powiało chłodem. W Stalowej Woli straż miejska została rozwiązana i magistrat finansowo wspiera policję. Mundurowi dostają pieniądze na samochody, quady, benzynę i  finanse na tzw. patrole ponadnormatywne, podczas których dorabiają do pensji strzegąc porządku na ulicach. Właśnie mieli dostać kolejną 50-tysięczną transzę z puli na te patrole. Projekt uchwały o jej przyznaniu policji został teraz ściągnięty z porządku obrad Rady Miejskiej. – Jeżeli policja dostaje jakieś polecenia z góry i szykanuje naszych mieszkańców, to niech idzie do tej „góry” po pieniądze – zakończył Andrzej Szlęzak.

Jerzy Mielniczuk

7 Responses to "Koniec miłości magistratu z policją?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.