Koniec z okradaniem kierowców na drogach?

Przy tak gęstej i perfidnie rozłożonej sieci fotoradarów, nawet jeżdżąc z bezpieczną szybkością, łatwo naciąć się na mandat. Fot. Wit Hadło

Jeszcze w tym tygodniu posłowie dyskutować będą w Sejmie m.in. o zmniejszeniu liczby fotoradarów.

Ograniczenie liczby fotoradarów o 80 proc., uszczuplenie praw Inspekcji Transportu Drogowego i przeznaczanie wpływów z mandatów na poprawę infrastruktury – nad takimi rozwiązaniami w ruchu drogowym debatować będzie na najbliższym posiedzeniu w dniach 8-10 maja Sejm. Będzie to doskonała dla obecnej władzy okazja do przyznania się, że fotoradary nie służą poprawie bezpieczeństwa, a jedynie zasypywaniu dziury budżetowej.

Najdalej idące zmiany zgłosiła opozycja. Prawo i Sprawiedliwość proponuje, by fotoradary stały jedynie w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Chodzi o odcinki drogi publicznej o długości co najmniej 1 km, na których w ciągu ostatnich 5 lat doszło do co najmniej 10 wypadków spowodowanych przekroczeniem dopuszczalnej prędkości. PiS chce również pozbawić ITD możliwości rejestrowania naruszania przepisów ruchu drogowego za pomocą urządzeń rejestrujących, zarówno tych przenośnych, jak i zainstalowanych w pojazdach czy na statkach powietrznych.

Z kolei Solidarna Polska domaga się ograniczenia liczby fotoradarów aż o 80 proc. i pozostawienie ich tylko tam, gdzie rzeczywiście poprawiają bezpieczeństwo, np. przy szkołach i szpitalach. Projekt SP zakłada też stworzenie Funduszu Poszkodowanych w Wypadkach Komunikacyjnych, który byłby finansowany z pieniędzy pochodzących z mandatów.

Sojusz Lewicy Demokratycznej proponuje ustalenie dokładnych odległości, w jakich powinny być od siebie oddalone fotoradary, a także zakazu reperowania lokalnych budżetów za pomocą tych urządzeń.

Odpowiedzialna za łupienie kierowców na drogach Platforma Obywatelska ogranicza się, przynajmniej w projekcie, jedynie do skierowania pieniędzy z mandatów nakładanych przez ITD do Krajowego Funduszu Drogowego, czyli na rozbudowę, naprawę i modernizację dróg i infrastruktury drogowej (w 2012 roku zadłużenie KFD wyniosło 41 mld zł). Takie rozwiązanie zawarte jest również w projektach PiS, SP i SLD.

***
Poza posłami rządzącej koalicji PO-PSL, już chyba wszyscy widzą patologię okradania polskich kierowców za pomocą fotoradarów. I to podwójnego, bo po raz pierwszy Polacy są okradani przez mafię fotoradarową zanim jeszcze urządzenie stanie przy drodze (koszt 1 fotoradaru to ponad 600 tys. zł, czyli większy niż np. małego samolotu sportowego), a po raz drugi oczywiście na mandatach, bo przy tak gęstej i perfidnie rozłożonej sieci, nawet jeżdżąc z bezpieczną szybkością łatwo naciąć się na błysk fotoradaru. Dzisiaj, kiedy wiadomo, że zakładane przez ministra Rostowskiego fotoradarowe łupy nie są realne (zaledwie 10 proc. planu), rząd chce przypodobać się kierowcom i najprawdopodobniej przegłosuje w Sejmie przeznaczanie pieniędzy z mandatów nakładanych przez ITD na poprawę dróg. A co się stanie z racjonalnymi i słusznymi propozycjami opozycji? Czy dostęp do fotoradarów wciąż będą mieli cwaniacy, nabijający kasę gmin czy miast? Czy nadal będą one stały w miejscach, gdzie najłatwiej okraść kierowcę? Najwyższa pora skończyć z tą tragifarsą!  

Michał Jastrząb

7 Responses to "Koniec z okradaniem kierowców na drogach?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.