
PIŁKA NOŻNA. NICE I LIGA. W środę w Nowym Sączu mecz wiosennych potęg.
Przed beniaminkiem z Mielca dwa poważne sprawdziany. Ten pierwszy już dziś na boisku prącej ku ekstraklasie Sandecji Nowy Sącz.
To zaległe spotkanie z końca listopada śmiało można nazwać szlagierem. Naprzeciwko siebie staną bowiem zespoły, które biją się o miano „rycerzy wiosny”. Stal wywalczyła 16 punktów, Sandecja – 15. Sęk w tym, że drużyna z Nowego Sącza na własnym stadionie jest dużo groźniejsza niż na wyjazdach. Rywali odsyła z kwitkiem, aplikując im po kilka goli. Bramkarz Zagłębia Sosnowiec aż pięciokrotnie wyciągał piłkę z siatki. „Górale” nie mieli też litości dla Pogoni Siedlce, MKS-u Kluczbork i Bytovii. Pierwszy i ostatni raz przegrali u siebie z GKS-em Katowice w połowie października 2016 roku.
W Nowym Sączu czują respekt przed Stalą, co nie zmienia faktu, iż dla gospodarzy liczy się tylko zwycięstwo. Sprawi ono bowiem, iż biało-czarni wskoczą na fotel lidera! Mieliby wtedy 45 punktów, o punkt więcej od Zagłębia i Chojniczanki. – Taka szansa może się nie powtórzyć. Trener Radosław Mroczkowski zbudował najmocniejszą być może drużynę w 107-letniej historii Sandecji. W mieście wszyscy żyją piłką nożną i marzą o ekstraklasie, która jest na wyciągnięcie ręki. Nawet stary stadion nie stanowi przeszkody, bo przecież największym kibicem Sandecji jest prezydent Nowego Sącza – usłyszeliśmy od jednego z miejscowych dziennikarzy.
Niesamowicie równy skład to chyba największy atut Sandecji, która wygrała ostatnio w Suwałkach po trafieniu świetnie znanego kibicom Macieja Korzyma. To dopiero trzecia bramka w sezonie i pierwsza w 2017 roku byłego napastnika Legii Warszawa i Korony Kielce. Jednak w Sandecji jest komu strzelać bramki (obrońca Kamil Słaby ma ich już sześć!), a jeszcze trudniej sforsować jej defensywę. Wybrańcy Mroczkowskiego stracili zaledwie 21 goli, lepsza pod tym względem jest tylko Miedź Legnica (19).
Uważny kibic w tym momencie znajdzie zapewne kilka wspólnych mianowników dla Sandecji i Stali, bo mielczanie też mocno poprawili grę obronną, a bramki zdobywają zawodnicy każdej formacji. W Olsztynie, skąd beniaminek przywiózł rewelacyjne 4-0, kanonadę zakończył Piotr Marciniec, człowiek będący łącznikiem między defensywą a ofensywą. I był to dla niego pierwszy gol na zapleczu ekstraklasy. – Satysfakcja jest duża, w końcu to moja pierwsza bramka w seniorskiej piłce. Mam nadzieję, że na jednej się nie skończy i że w Nowym Sączu znów będziemy tak groźni w kontrze – powiedział Marciniec.
Tomasz Szeliga


