
RZESZÓW. Właściciel kantoru oskarża policjantów. Policja nie ma sobie nic do zarzucenia.
W miniony weekend na YouTube pojawił się film, na którym właściciel punktu wymiany walut przy ul. Asnyka w Rzeszowie komentuje wydarzenia, jakie rozegrały się przed kantorem 23 stycznia. Policjanci otrzymali wówczas zgłoszenie o napadzie z bronią w ręku. Za bandytów, jak się później okazało, wzięci zostali policjanci operacyjni. Wydawało się, że sprawa na tym została zakończona. Tak jednak nie jest, bo zakończyło się na zarzutach. Co działo się przed kantorem?
Film rozpoczyna się nagraniem z kamery monitoringu. Widać na nim zaparkowany przed kantorem samochód. Od strony kierowcy i pasażera podchodzi do niego dwóch zakapturzonych mężczyzn. Jeden z nich otwiera drzwi od kierowcy i ściąga kaptur. Dochodzi do szamotaniny. Kierowca zostaje wyciągnięty przez niego z auta. Okłada go pięściami. To, co dzieje się dalej jest poza kamerą. Po chwili w kadrze pojawia się jeden z mężczyzn, którzy wcześniej podeszli do auta. Chwyta za broń. Przeładowuje.
Następnie na filmie pojawia się osoba, przedstawiająca się jako właściciel kantoru. – Na nagraniu widać samochód, który wyjeżdża z parkingu Kantor24. W samochodzie znajduje się dwóch pracowników, którzy przewożą dużą ilość pieniędzy do innego punktu wymiany walut. (…) – opisuje i komentuje podejście dwóch zakapturzonych mężczyzn do samochodu. – Napastnik lewą rękę trzyma w kieszeni, a prawą ręką otwiera sobie drzwi. Jednocześnie trzyma w ręce gaz pieprzowy, którym celuje w twarz kierowcy i próbuje go obezwładnić – słyszymy. – Z drugiej strony samochodu druga zakapturzona osoba wali w szybę, wywołując panikę pracowników. Kierowca odpowiedzialny za konwój gotówki wyskakuje z samochodu i zaczyna się bronić. (…) Kierowca wyrywa się oprawcom i podbiega do wejścia do kantoru, aby nacisnąć przycisk awaryjny, który sygnalizuje ochronie o napadzie na kantor. (…) Jeden z napastników wyciąga broń palną i przeładowując ją celuje ją w pracownika. Pracownik, widząc wycelowaną broń palną, zaczyna uciekać w stronę komisariatu policji przy dworcu, wołając o pomoc – opowiada.

Z relacji właściciela kantoru wiemy, że w samochodzie znajdują się też dwie kobiety. To one dzwonią na policję, alarmując o napadzie i zawiadamiają właściciela kantoru, który przyjeżdża na miejsce. Twierdzi, że choć prosił funkcjonariuszy na miejscu, by się wylegitymowali, tego nie zrobili.
Co na to policja?
Nadkom Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji przyznaje, że 23 stycznia ok. godz. 21 policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie prowadzili czynności w związku z zaginięciem 14-latka. – Z informacji uzyskanych od matki chłopca, wynikało, że chłopiec może znajdować się w okolicy dworca, w towarzystwie kolegów poruszających się czarnym samochodem. Informację tę sprawdzali nieumundurowani funkcjonariusze – relacjonuje. – W tym czasie z wewnętrznego parkingu przy ul. Asnyka wyjechał czarny samochód. Ponieważ było w nim kilka osób, policjanci chcieli sprawdzić, czy w środku jest zaginiony 14-latek. Podeszli do auta.
Z opisu rzecznika policji wynika, że: – Policjant, który podszedł do samochodu od strony kierowcy, w momencie informowania, że jest policjantem, nieoczekiwanie został zaatakowany przez kierowcę, który zadał mu kilka uderzeń w twarz, po czym próbował uciekać. Policjanci próbowali obezwładnić mężczyznę. Mimo słów, że są funkcjonariuszami i wezwań do stosowania się do poleceń, mężczyzna nie reagował. Był agresywny, uderzał policjantów. Z samochodu wysiadł też pasażer, który także atakował interweniujących policjantów. Funkcjonariusze mieli więc prawo przypuszczać, że mężczyźni mogą mieć związek z przestępstwem, choćby uprowadzenia nastolatka, dlatego jeden z policjantów wyciągnął broń służbową, ale broń nie została użyta – relacjonuje.
Obaj mężczyźni (obywatele polscy narodowości ukraińskiej), zostali zatrzymani przez innych policjantów, którzy przyjechali na miejsce, w związku ze zgłoszeniem o napadzie na kantor, jakie wpłynęło do dyżurnego Policji. Zaatakowani policjanci odnieśli obrażenia, trafili do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej. – Podczas czynności prowadzonych na miejscu, do policjantów podszedł mężczyzna, który przedstawił się jako właściciel kantoru. Twierdził, że doszło do napadu na jego kantor, podczas którego padły strzały. Policjant prowadzący na miejscu czynności przekonywał mężczyznę, że nie doszło do napadu i użycia broni, nic na to nie wskazuje. Właściciel był nieustępliwy, upierał się, że do takiego zdarzenia doszło, w związku z tym, funkcjonariusz pouczył go, że może złożyć zawiadomienie o przestępstwie – mówi Adam Szeląg.
Właściciel kantoru przyznaje w filmie, że faktycznie poszedł na komendę złożyć zawiadomienie o napadzie, ale nikt nie chciał go przyjąć.
Policja twierdzi natomiast, że w komendzie „zachowywał się prowokacyjnie, a gdy policjanci zwrócili się do niego z prośbą o udostępnienie nagrań monitoringu stwierdził, że do jutra zostaną skasowane. Wobec takiego oświadczenia, policjanci zdecydowali o konieczności zabezpieczenia nagrań, kluczowych dla wyjaśnienia sprawy. Pracownik kantoru odmówił wydania rejestratora. Również właściciel, który przyjechał do kantoru odmówił wpuszczenia policjantów do pomieszczeń. Nie reagował, mimo pouczeń, że utrudnia czynności służbowe. Ostatecznie mężczyzna został zatrzymany. Policjanci zabezpieczyli laptop, rejestrator i dwa telefony komórkowe”.
Zatrzymanie właściciel kantoru opisuje następująco: – Poprosiłem o pozwolenie od prokuratora na przeszukanie punktu wymiany walut. Powiedzieli, że nie potrzebują zgody (…) Dałem ręce do kajdanek. Policjant zacisnął je bardzo silnie. Na moją prośbę, by popuścił, powalił mnie na ziemię i zaczął bić mnie po głowie i po brzuchu. Moje zatrzymanie przebiegało z użyciem niepotrzebnej siły i przemocy – twierdzi. On i pracownik zostali zatrzymani na 24 godziny, przedstawiono im zarzuty. Na filmie mężczyzna dodaje też, że w wyniku zajścia pod kantorem, jego bratanek doznał złamania nogi w trzech miejscach.
Do sprawy zatrzymano łącznie czterech mężczyzn. Dwóch z nich, kierowca i pasażer audi usłyszeli zarzut naruszenia nietykalności cielesnej policjantów. Właściciel i pracownik kantoru usłyszeli zarzuty zmuszania funkcjonariuszy do zaniechania prawnej czynności służbowej, kierowania gróźb karalnych oraz utrudniania czynności w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej. – W sprawie prowadzone jest postępowanie przygotowawcze, materiały przekazano do Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów. Dla wyjaśnienia przebiegu interwencji i oceny prawidłowości podejmowanych czynności służbowych, Komendant Miejski Policji w Rzeszowie zdecydował o wszczęciu czynności wyjaśniających – mówi nadkom. Szeląg.
– Zaniepokojony całą sytuacją obawiam się, że ta sprawa będzie prowadzona ze złamaniem przepisów i nadużywaniem uprawnień przez policjantów – przyznaje w filmie właściciel kantoru uzasadniając opublikowanie w Internecie filmu.
Policja komentuje: – Nagranie opublikowane w Internecie to bez wątpienia próba wpłynięcia na opinię publiczną i decyzje podejmowane przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości – twierdzi Adam Szeląg.
Katarzyna Szczyrek



3 Responses to "Kontrowersje wokół „napadu” na kantor"