
RANIŻÓW. Radny Władysław Kobylarz proponuje oszczędności w kuchniach. – Chce pan oszczędzać na dożywaniu dzieci z biednych rodzin – komentuje wójt Daniel Fila.
– Nie musimy wcale zamykać szkół, czy przekształcać je w stowarzyszenia, aby zaoszczędzić na oświacie – uważa radny Władysław Kobylarz. – Wystarczy poszukać pieniędzy w budżetowym dziale “świetlice szkolne, zakup środków żywności”, który pochłania rocznie ponad pół miliona złotych. – Ja jestem zdruzgotany propozycją pana radnego. Nie zamierzam oszczędzać na dożywianiu dzieci – komentuje wójt Daniel Fila.
Propozycję cięć w dożywaniu i świetlicach szkolnych radny Władysław Kobylarz przedstawił w obecności mieszkańców, którzy nie zgadzają się na zmiany w szkołach w swoich miejscowościach. – Uważam, że nauczyciele powinni popracować w świetlicach podczas swoich godzin “karcianych”, zostałoby nam dużo pieniędzy – postulował.
Kobylarz do wójta: – Może pan zostawić szkoły w spokoju
– W naszym budżecie jest też pozycja “świetlice szkolne, zakup środków żywności”. Tego to już nie mogę pojąć, choć prowadzę sklep. Tutaj też możemy zaoszczędzić. A więc ma pan więc spore pole do popisu i może pan te wszystkie szkoły zostawić w spokoju– mówił Kobylarz w kierunku wójta Daniela Fili. Jego słowom towarzyszyły brawa mieszkańców.
– Świetlice nie są prowadzone przez nauczycieli, więc nie ma mowy o godzinach “karcianych” – ripostował Fila. – W gminie są trzy kuchnie: na Mazurach, Raniżowie i Woli Raniżowskiej. Każda z nich rządzi się swoimi prawami. Na przykład rodzice z Posuch nie chcieli zup z Mazurów, więc mają je z Woli Raniżowskiej. I tak to w skrócie wygląda.
Fila: – Nie zamierzam oszczędzać na dożywaniu dzieci
– W dziale “świetlice szkolne, zakup środków żywności” znajdują się kucharki, sprzątaczki, portierzy. Jeżeli chce pan, to już dzisiaj możemy zacząć likwidować te etaty – ironizował Fila. – Jestem zdruzgotany wypowiedzią radnego, żeby oszczędzać na dożywianiu, gdzie w zimie wiele rodzin korzysta z opieki społecznej i to jest niejednokrotnie dla tych dzieci jedyny ciepły posiłek. W skali gminy to jest 504 tys. zł, ale ile to jest rodzin? – pytał.
– Ale mi nie o to chodziło – protestował radny. Jeżeli dyrektor szkoły idzie do sklepu o kupuje żywność, to płaci więcej. Gdyby został przeprowadzony przetarg, to ten towar byłby tańszy o ok. 20 proc. – dowodził Kobylarz. Wójt nie skomentował tego jednak ani słowem.
***
Tego radny Władysław Kobylarz nie mówi wprost, ale można wyczytać to między wierszami. Chodzi o sugerowanie przekrętu. No, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdzie, zamiast organizować przetarg, gmina kupuje droższą żywność w “wybranym” sklepie?
Paweł Galek



10 Responses to "Kontrowersje wokół żywności dla szkół"