Koronawirus ma wolne po godzinie 15!

– Nic dziwnego, że mapki pokazują Polskę wolną od koronawirusa, bo tutaj nikt go nie bada – mówi Anna Morawska z Krotoszyna. – Ja jestem bezsilna, lekarze z Krotyszna i sanepid są też bezsilni. A całe miasto żyje plotkami, jakoby szpital ukrywał prawdę o koronawirusie wykrytym u mnie. Fot. Facebook/Anna Morawska

KROTOSZYN. Anna Morawska, która trafiła do szpitala (niezakaźnego) z podejrzeniem koronawirusa, przeleżała 88 godzin, zanim dostała wynik badania.

– Polska jest wolna od koronawirusa, bo tutaj nikt go nie bada – mówi w mediach społecznościowych kobieta, która od wtorku do soboty przeżyła dni grozy w szpitalu w Krotoszynie, szpitalu, do którego z takim podejrzeniem trafić nie powinna, ale żaden szpital zakaźny nie chciał jej przyjąć. Na wyniki badań pobranych notabene w środę o godzinie 5 rano czekała do soboty. Otrzymała je już po publikacji nagrania w sieci. – Już wiem, nie mam koronawirusa – mówi pani Anna. – Ale co gdybym go miała? To nie koronawirus nas wykończy, wykończą nas 88 godzin oczekiwania na wynik. Tak rewelacyjnie jesteśmy przygotowani – kończy.

Anna Morawska trafiła do szpitala po tym, jak wróciła do Polski po pobycie w USA, a wcześniej we Włoszech. Miała gorączkę, trudności z oddychaniem, ból mięśni i kaszel. Internista skierował ją do izby przyjęć. Gdy stało się jasne, że może chodzić o koronawirusa, została odizolowana. – Przeleżałam dwie godziny na kozetce, w kurtce, łapiąc każdy oddech. Co robił wtedy szpital? Stosował się do procedur wyznaczonych przez „górę”. Nie wiedzieli, co ze mną zrobić, bo nie mieściłam się w widełkach, z Włoch wróciłam nie 14 dni wcześniej, ale 21. A to przecież główny warunek. Nieważny był mój stan – opowiada pani Anna na filmiku z izolatki zamieszczonym na swoim profilu na Facebooku. Okres inkubacji koronawirusa wynosi 14 dni. A pani Anna była we Włoszech trzy tygodnie temu i 2 dni temu wróciła ze Stanów Zjednoczonych. Ponoć dlatego nie chciał jej przyjąć żaden szpital zakaźny w pobliżu miejsca zamieszkania. Trafiła do szpitala w Krotoszynie. Zdecydowano o przeprowadzeniu jej badania w kierunku grypy. Gdy wynik okazał się negatywny, znowu wzrosło podejrzenie koronawirusa. Po konsultacjach podjęto więc kolejną decyzję – próbki do badań należy pobrać w Krotoszynie. Niestety, była już godz. 13-14. Laboratorium w Warszawie pracowało od 7 do 15. Było już za późno, by w stolicy przebadano jej próbki. – Tacy jesteśmy w mediach przygotowani, całodobowa infolinia, kursy mycia rąk, ale próbki do 15. Koronawirus od 15 ma wolne, spędza czas z rodziną, jak każdy Polak w niedzielę niehandlową – mówiła z goryczą pacjentka. Wymaz pobrano jej więc o godzinie 5 w środę i wysłano do Warszawy. Zaczęło się czekanie, pełne lęku i niekończącej się obawy o stan zdrowia, a nawet o życie. W tym czasie pani Anna – jak sama opowiada na filmie – była kilka razy bliska omdlenia. Miała problemy z oddychaniem, wysoką gorączkę, była na granicy utraty przytomności. Minęła środa, czwartek – wyników brak. Piątek – nic. – Dzisiaj jest sobota, a ja jestem zamknięta w izolatce na paru metrach kwadratowych. Kto walczy o wynik? Lekarz z krotoszyńskiego szpitala, który ma masę innych pacjentów na dyżurze – kontynuuje swoją relację z izolatki Anna Morawska. – Lekarz ze szpitala w Krotoszynie dzwoni do Warszawy paręnaście razy dziennie, od środy. Ale któż by odebrał w laboratorium w Warszawie w sprawie jakiegoś koronawirusa? A gdy już odebrali, to mieli czelność powiedzieć mu, żeby do nich nie wydzwaniał, ponieważ wyników nie ma i żeby im dał spokojnie pracować – mówi pani Anna.

Wyniki badań otrzymała już po publikacji nagrania w Internecie. Na szczęście zabójczego koronawirusa nie stwierdzono. Czas potrzebny na uzyskanie wyniku wyniósł jednak 88 godzin! Co w tych idealnie przygotowanych procedurach – jak we wszystkich telewizjach zapewniają nas politycy – nie zadziałało? Może czas „wytrzeźwieć” z oparów propagandy sukcesu i spojrzeć w oczy przerażonych pacjentów. Wizja epidemii to nie kampania wyborcza, w której obłuda wyściguje się z kłamstwem. Tutaj liczy się każda godzina, bo gra idzie o ludzkie życie.

– Mamicie Polaków rewelacjami na temat cudownego przygotowania służby zdrowia, macie pierwsze miejsce w rankingu obłudy, to co przekazujecie do mediów powinno być karalne. To nie koronawirus nas wykończy, wykończą nas 88 godzin oczekiwania na wynik. Tak rewelacyjnie jesteśmy przygotowani – mówi Anna Morawska.

***
Rzecznik MZ: – Już tę sytuację wyjaśniamy
Do sytuacji przedstawionej przez pacjentkę odniósł się w rozmowie z Onetem rzecznik Ministerstwa Zdrowia. – Procedury są jasne i każdy powinien ich przestrzegać. Jeżeli wyglądało to tak, jak opisuje ta pani, to procedury zostały złamane. Teraz po naszej stronie leży jak najszybsze wyjaśnienie tego i już tę sytuację wyjaśniamy – powiedział Onetowi Wojciech Andrusiewicz. – Do takiej sytuacji, jeżeli miała miejsce, nie powinno dojść. Obecnie to sprawdzamy, na pewno w każdej takiej sytuacji będziemy wyciągać konsekwencje – zapewnił rzecznik.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.