Koronawirus zabrał mi mamę

– W czwartek poczuła się źle, w niedzielę już nie żyła – wspomina swoją mamę (na zdjęciu) Beata Mauthe-Lalowicz. Fot. Archiwum prywatne

TYLKO U NAS. Córka kobiety zmarłej w Przemyślu opowiada o ostatnich dniach życia swojej mamy. Czy zrobiono wszystko, by uniknąć tragicznego finału?

Córka zmarłej w niedzielę (5 kwietnia) na koronawirusa 86-latki, Beata Mauthe-Lalowicz, umieściła na swoim profilu facebookowym dramatyczny wpis. – 86-letnia kobieta z Przemyśla to moja mama. Zaraziła się na klatce schodowej (…). W niedzielę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o śmierci 15 osób zakażonych koronawirusem, w tym o śmierci mojej mamy – dodała.

We wtorek w rozmowie z nami Beata Mauthe-Lalowicz opowiedziała o tym, jak koronawirus błyskawicznie zabrał jej matkę. – W czwartek poczuła się źle, w niedzielę już nie żyła – wspomina kobieta.

Sąsiad złamał kwarantannę?

Mama pani Beata nie dożyła swoich 87. urodzin. Zmarła dokładnie dwa tygodnie przed nimi. – Moja mama mieszkała sama, jak na swój wiek była osobą sprawną i samowystarczalną – wyjaśnia córka zmarłej. – Lubiła odwiedzać swoją działkę. Chodziła, wspomagając się kijkami – dodaje. O tym, że sąsiedzi jej mamy mają koronawirusa, pani Beata wiedziała z rozmów z matką. – To jednak nie była oficjalna informacja – podkreśla. – Z tego, co ludzie mówili wynikało, że jedna z sąsiadek mamy, a konkretnie pani pracująca w aptece, trafiła do szpitala w Łańcucie z objawami COVID-19. W mieszkaniu na kwarantannie domowej pozostał sąsiad, jej partner – wyjaśnia. – No i różnie ludzie mówili: jedni, że pozostawał w domu, inni, że wychodził na zewnątrz, po zakupy. To schorowany człowiek, ma trudności z chodzeniem, więc pewnie korzystał z pomocy poręczy na klatce, tak jak i moja mama – przypuszcza pani Beata.

W sobotę (28 marca) z mieszkania przy ul. Piłsudskiego w Przemyślu, pogotowie zabrało sąsiada, przebywającego na kwarantannie domowej. Trafił na SOR przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala, a potem do szpitala zakaźnego w Łańcucie, z podejrzeniem koronawirusa, które potem się potwierdziło. – Z tego, co mi potem mówiła mama, jedna osoba spośród sąsiadów została poddana testowi na koronawirusa, bo jeszcze przed kwarantanną tego pana jechała z nim tym samym samochodem – wyjaśnia pani Beata. – Test wyszedł negatywny i pamiętam, jak moja mama tym się pocieszała przed wyjazdem po szpitala – wspomina kobieta.

To jednak nie była grypa

Tymczasem w czwartek (2 kwietnia) mama pani Beaty poczuła się źle. – Była w stałym kontakcie ze swoją lekarką rodzinną, która jest byłą uczennicą mojej mamy. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że mama ma zwyczajnie grypę, pani doktor też, ale gdy samopoczucie mamy zaczęło się pogarszać, a gorączka nie spadała, jej lekarka zawiadomiła Sanepid. Moja mama była osobą odpowiedzialną i świadomą zagrożenia – podkreśla kobieta. – Była bardzo zdenerwowana, ale pocieszała się, że skoro sąsiadka ma wynik negatywny, to może to nie jest koronawirus. Wiedziała, że musi iść do szpitala i zaczęła się do tego przygotowywać – dodaje.

W sobotę, starsza pani została specjalnym medycznym transportem przewieziona na oddział zakaźny przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala. – Ja i mój brat przebywamy poza Przemyślem – tłumaczy pani Beata, która od lat jest mieszkanką Krakowa. – Cały czas byliśmy z mamą w kontakcie telefonicznym – wspomina kobieta. Jeszcze o godz. 15 w sobotę, pani Beata rozmawiała z mamą. – Była słaba i też zmęczona licznymi telefonami od rodziny i przyjaciół, ale przytomna. –  dodaje córka zmarłej.

Formalności na odległość

Niestety, w niedzielę (3 kwietnia) przyszła ta najgorsza wiadomość. – Brat był upoważniony do informacji o stanie zdrowia mamy, więc zadzwoniono do niego ze szpitala – mówi pani Beata. – To był szok, niedowierzanie – wspomina ze łzami. Ogarnięta rozpaczą rodzina, musiała teraz zająć się pogrzebem matki, oczywiście na odległość. – Byliśmy kompletnie zdezorientowani, nie wiedzieliśmy co robić. Brat skontaktował się z jedną firmą pogrzebową, która zapewniała, że wszystkim się zajmie. Wkrótce okazało się, że to niemożliwe, bo przy czynnościach, związanych ze zwłokami osoby zmarłej na koronawirusa, obowiązują szczególne procedury, a podjąć się ich może firma, która ma podpisaną umowę z oddziałem zakaźnym – tłumaczy pani Beata. – W Przemyślu jest taka firma pogrzebowa i jestem bardzo wdzięczna jej pracownikom, że nam pomogli i w zasadzie wszystko załatwili, łącznie z aktem zgonu mamy i formalnościami z księdzem, a pamiętajmy, że wszystko działo się w niedzielę – podkreśla córka zmarłej.  

Bądźmy wszyscy odpowiedzialni

Do transportu zwłok osoby, która odeszła na koronawirusa, potrzebna jest specjalna trumna z grubszą wyściółką i zabezpieczenie zwłok, przed ich złożeniem. Rodzina zmarłej przemyślanki zdecydowała się na kremację, zwłoki trzeba było zatem przewieźć do Stalowej Woli, gdzie jest krematorium. W innym wypadku pochówek musiałby się odbyć w ciągu 24 godzin od śmierci. Już wiadomo, że koszt takiego pochówku przekracza koszt zasiłku pogrzebowego z ZUS. – Nie wiadomo, co ma począć taka rodzina zmarłego, której na to nie stać – zauważa pani Beata. Pogrzeb mamy pani Beaty odbędzie się za kilka dni. – Z oczywistych przyczyn, nie zachęcamy do uczestnictwa w nim, nawet z najbliższej rodziny mamy niewielu będzie obecnych – podkreśla kobieta.

Rodzina zamówiła już mszę św. w intencji zmarłej, która odprawiona zostanie 20 kwietnia.

– To, co chciałabym powiedzieć teraz wszystkim i każdemu z osobna, to, żebyśmy wszyscy byli odpowiedzialni – mówi z powagą pani Beata. – Nasze państwo nie jest przygotowane na epidemię, wiele osób i instytucji  nie ma pojęcia o procedurach w przypadku zakażenia koronawirusem. Wiele jest też osób nieodpowiedzialnych, które łamią kwarantannę lub niefrasobliwie podchodzą do zagrożeń. Pamiętajmy, że moja mama nie odwiedzała zakażonych sąsiadów, więc prawdopodobnie zaraziła się na klatce schodowej! Miejmy świadomość tego, że nie musimy się z kimś bezpośrednio zetknąć, by się zarazić – przestrzega pani Beata.

Zmowa milczenia

Wokół śmierci mamy pani Beaty panowała swoista zmowa milczenia. Informacji nie udzielały ani miejscowy Sanepid, ani „wyższa instancja” w postaci Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Emidemiologicznej w Rzeszowi,e odsyłając nad do rzecznika wojewody podkarpackiego. Niczego powiedzieć nie chciał także przedstawiciel zarządcy budynku przy Piłsudskiego w Przemyślu, gdzie mieszkała zmarła. Wczoraj otrzymaliśmy od rzecznik wojewody, Małgorzaty Waksmundzkiej -Szarek maila, z informacjami od Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Przemyślu. Wiadomo, że  w tej sprawie prowadzone jest dochodzenie epidemiologiczne, ale nie wiemy na czym ono polega. Ponadto rzecznik wojewody ujawniła, iż objęto kwarantanną wszystkie osoby z bliskiego kontaktu z zakażonymi. Mowa o mieszkańcach klatki schodowej, gdzie mieszkała zmarła 86-latka, ale i innych osobach, które mogły mieć kontakt ze zmarłą. – Osoby te zostały poinformowane o nakazie kwarantanny oraz o wynikających z niej ograniczeniach – zapewniła.  Waksmundzka -Szarek. Rzeczniczka potwierdziła też, że przeprowadzono nakazaną dezynfekcję budynku, służby miejskie zaś przeprowadziły również dezynfekcję ulicy w pobliżu budynku. O potrzeby objętych kwarantanną ma zadbać z kolei przemyski MOPS, a odpowiednie służby prowadzą stały nadzór na tą sprawą.

Wszystkim nam zapewne rodzi się pytanie: czy zrobiono wszystko, by uniknąć tak tragicznego finału zaraz po tym, gdy pierwszej mieszkanki bliku przy Piłsudskiego stwierdzono obecność wirusa? 

Monika Kamińska

21 Responses to "Koronawirus zabrał mi mamę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.