Koszmar porzucanych zwierząt

Wczoraj opisywaliśmy drastyczne zdarzenie z Krościenka Wyżnego. Kobieta ciągnęła za samochodem psa przez 2 km. Suczka husky cudem przeżyła. Fot. OTOZ Animals Sanok

Paulina wysiadła na przystanku przy ulicy Marszałkowskiej około godziny 23. Jej uwagę zwrócił śmiech młodych chłopaków idących wzdłuż Galerii Rzeszów. Wskazywali palcami na przejście. Biegało tam jakieś zwierzę. Paulina przyjrzała się. Było to około 3-miesięczne kociątko. Biegało w kółko oszołomione błyskiem fleszy i hukiem ruszających samochodów. Dziewczyna zamknęła oczy – kot cudem uniknął śmierci pod kołami. – Próbowałam go zawołać, ale przestraszony schował się pod krzakiem na pasie zieleni. Prawdopodobnie został wyrzucony z pędzącego auta i nigdy wcześniej nie widział miasta – opowiada dziennikarce Super Nowości roztrzęsiona Czytelniczka.

Paulina próbowała skontaktować się z rzeszowskim schroniskiem, ale o tak późnej godzinie nikt nie odbierał już telefonów. Pozostała straż miejska. Obiecali wysłać patrol, który miał zabezpieczyć kociątko.
Opisana sytuacja nie jest wyjątkiem – sierpień i wrzesień są miesiącami, w których rodzi się najwięcej zwierząt domowych w ciągu roku. Niechciane kocięta i szczeniaki są regularnie porzucane, pomimo oferowania tańszych zabiegów sterylizacji w ramach różnych akcji. Jedną z nich jest organizowana w okresie marca i kwietnia Akcja Sterylizacja. Czas, w którym rodzą się zwierzęta połączony z okresem wakacyjnym i masowym porzucaniem powoduje przepełnienie schronisk.
Rzeszowska Fundacja „Felineus”, zajmująca się opieką nad bezdomnymi kotami, wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że nie jest w stanie przyjąć już więcej kociąt. Część internautów wyraziła swoje oburzenie, na co fundacja odpowiedziała w poście na Facebooku. W opisie trudnej sytuacji panującej w fundacji jej pracownicy wspomnieli również o brakujących domach tymczasowych. Te często okazują się dla zwierząt ostatnim ratunkiem. Osoba, która ma w domu warunki, by na pewien czas zaopiekować się kotem przed adopcją może zgłosić się do fundacji lub schroniska i zaoferować swoją pomoc. W ten sposób odciąża się fundację i jednocześnie umożliwia przyjęcie nowych zwierząt.
Pracownicy rzeszowskiego schroniska „Kundelek” przyznali, że porzucający uciekają się do różnych metod, które mają zmylić ich odnalezienie i zidentyfikowanie. – Przebywająca w schronisku około 2-miesięczna kotka Kasandra i jej brat Eko zostali porzuceni w innym miejscu niż reszta rodzeństwa. Zwierzęta są też często wyrzucane z jadących samochodów lub przywiązywane do drzew – mówi Katarzyna Pokrzywa, pracowniczka biurowa schroniska. Rzeszowskie schronisko poszukuje nawet pracownika, którego wyłącznym zadaniem będzie wyłapywanie i przywożenie na teren schroniska znalezionych zwierząt. Jest to spowodowane ciągle wzrastającą liczbą nowych zgłoszeń. Wskazuje to na brak skuteczności obowiązujących obecnie przepisów prawnych dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Jak podaje na Facebooku RSOZ „Kundelek”, na rozwiązanie sprawy dotyczącej suczki Loli czekali latami. Właściciel chciał uśpić ją z powodu rzekomego agresywnego zachowania. Okazało się, że pies od kilku dni miał złamane przedramię z przemieszczeniem. Dzięki interwencji weterynarza i pracowników schroniska pies został uratowany i obecnie ma nowego właściciela. Osoba, która doprowadziła Lolę do takiego stanu została uznana przez sąd za winną. Zarzucono jej utrzymywanie psa w stanie nieleczonej choroby wywołującej cierpienie, ból i silną dysfunkcję zwierzęcia. Sprawca musi zapłacić karę grzywny w wymiarze 100 stawek dziennych, 1000 zł na rzecz RSOZ w Rzeszowie i pokrycie kosztów sądowych.
Internauci zwracają jednak uwagę na zbyt niskie kwoty stosowanych kar i brak poniesienia kosztów opłaty za leczenia psa przez sprawcę. Jeden z komentujących zauważył, że za niektóre drobne przewinienia są stosowane dużo wyższe kary niż dla znęcających się nad zwierzętami. Rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie Adam Szeląg zaznacza, że porzucenie zwierzęcia jest określone w ustawie o ochronie zwierząt jako jedna z form znęcania się i jest to przestępstwo ścigane z urzędu. Sprawcom może grozić kara pozbawienia wolności nawet do 5 lat.
Według policyjnych statystyk, po zaostrzeniu kar za okrucieństwo wobec zwierząt w 2018 r. wszczęto mniej postępowań, ale też stwierdzono mniej przestępstw i tym samym nie nałożono kar. Wciąż wzrastająca liczba porzucanych zwierząt może oznaczać, że sprawcy nie czują się zagrożeni. Potwierdza to sytuacja z ubiegłego tygodnia, kiedy w Budach Głogowskich jeden ze spacerowiczów zauważył porzuconego psa przywiązanego do drzewa. Mężczyzna skontaktował się z rzeszowskim schroniskiem i uratował życie zwierzęcia.

Monika Możdżeń

20 Responses to "Koszmar porzucanych zwierząt"

Leave a Reply

Your email address will not be published.