Kosztowało nas to ponad 135 tys. złotych!

Rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie przekonuje, że: – Zachęcenie mieszkańców do czynnego udziału w głosowaniu należy również rozpatrywać przez pryzmat zakresu działalności samorządu województwa, do którego należy m.in. rozwój i kształtowanie świadomości obywatelskie. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Samorząd województwa rozesłał do jego mieszkańców list zachęcający do wzięcia udziału w wyborach prezydenckich.

Nasz region walczy nadal ze skutkami powodzi i liczy straty powstałe wskutek niej. Pieniędzy, jak zawsze za wiele nie mamy, ale samorząd naszego województwa stać jest na to, by wydać ponad 135 tys. złotych na ulotki, które zachęcały mieszkańców Podkarpacia do wzięcia udziału w wyborach prezydenckich. Chodziło o pójście do urn już w I turze, ale nie wszędzie orędzie marszałka województwa podkarpackiego, Władysława Ortyla, w tej sprawie dotarło. – Czy zarząd województwa nie ma na co wydawać pieniędzy podatnika, tylko na takie ulotki? – dopytywał nasz Czytelnik z powiatu przemyskiego, który ulotkę znalazł w swej skrzynce na listy. – Ciekawe, ile to kosztowało i czy nie lepiej było przeznaczyć te pieniądze na walkę ze skutkami powodzi? – zastanawiał się.

Nie każdy mieszkaniec Podkarpacia miał okazję otrzymać do swej skrzynki pocztowej list od marszałka Władysława Ortyla z jego podobizną, podpisem i logo Podkarpacia. Dziwne to, bo jak nas zapewnił Tomasz Leyko, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie, wydrukowano go w 710 tys. 100 egzemplarzach. – Dziękujemy za informację o tym, że nie dotarły do wszystkich adresatów. Dlaczego tak się stało, z tym pytaniem zwrócimy się do firmy, która realizowała usługę – odpisał na nasze zapytanie rzecznik Leyko. Bez odpowiedzi natomiast zostało pytanie, czy i jakie konsekwencje poniesie wspomniana firma za niewykonanie prawidłowo usługi. A wszystko wskazuje na to, że chodzi tu o Pocztę Polską.

Taki list miał trafić do wszystkich skrzynek na Podkarpaciu. Trafił tylko do niektórych, ale za to słono nas kosztował. Fot. Czytelnik

Wiadomo natomiast, ile to wszystko kosztowało. – Druk listów to koszt 47 tys. 970 złotych, a dostarczenie to koszt 87 tys. 330 złotych – odpowiedział rzecznik Tomasz Leyko. Łatwo zatem policzyć, że cała tak ulotkowa akcja zgrabnie nazwana profrekwencyjną kosztowała, bagatela, 135 tys. 300 złotych. Niemało szczególnie biorąc pod uwagę zniszczenia wskutek powodzi na przykład wojewódzkich dróg.

Za naszym Czytelnikiem zapytaliśmy, czy w istocie owa profrekwencyjna akcja ulotkowa była nam niezbędna: – Powszechne wybory stanowią jeden z najważniejszych elementów demokracji a wysoka frekwencja jest dowodem naszej obywatelskiej dojrzałości, dlatego intencją podjętych przez urząd marszałkowski działań było podkreślenie wagi i znaczenia udziału w tych wyborach – zauważył na to Tomasz Leyko. – Zachęcenie mieszkańców do czynnego udziału w głosowaniu należy również rozpatrywać przez pryzmat zakresu działalności samorządu województwa, do którego należy m. in. rozwój i kształtowanie świadomości obywatelskiej. Należy przy tym podkreślić, że czas pandemii stanowiący dla wszystkich ogromne wyzwanie, nie może zwalniać instytucji publicznych od realizacji swoich zdań – zakończył wyjaśnienia rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie. Nie wiemy, czy Państwa przekonuje konieczność wydania ponad 135 tys. na list zachęcający do pójścia na wybory, który w dodatku nie wszędzie dotarł. Dla nas to nie był „list pierwszej potrzeby”.

Monika Kamińska

21 Responses to "Kosztowało nas to ponad 135 tys. złotych!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.