
Niebezpieczny precedens rzeszowskiego sądu sparaliżuje wymiar sprawiedliwości?
Katarzyna Kowalska (prawdziwe dane do wiadomości redakcji) zgodziła się wystąpić jako świadek w procesie kolegi z pracy, po czym została ukarana za zeznania złożone w dobrej wierze. – Zasądzona kara urosła do prawie 90 tys. zł. Nie spodziewałam się, że za dobrowolne zeznania poniosę tak dotkliwe konsekwencje – mówi. Wszystko zatem wskazuje na to, że w sądzie lepiej nie mówić całej prawdy, bo może ona zostać wykorzystana przeciwko nam…
– Wyrok sądu w tej sprawie tworzy niebezpieczny precedens. Jeśli nie udowodniono świadkowi fałszywości złożonych przez niego zeznań, nie można go skazać za wynikające z nich zniesławienie. W konsekwencji takich decyzji sądu ofiary przestępstw będą odmawiać zeznawania w obawie przed późniejszym oskarżeniem o pomówienie, zwłaszcza jeśli nie będą mieć dostatecznych dowodów na udowodnienie swojej niewinności – tłumaczy Włodzimierz Nowak, prezes podkarpackiego oddziału Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich.
W 2002 r. Katarzyna Kowalska złożyła zawiadomienie do rzeszowskiej prokuratury o usiłowanie gwałtu i mobbing przez swojego przełożonego, jednak sąd uniewinnił go ze względu na wystarczających dowodów i bezpośrednich świadków. Sześć lat później (2008 r.) ten sam szef pozwał innego współpracownika, a ona zeznawała jako świadek. Podczas rozprawy opowiadała o niepokojących sytuacjach, jakie miały miejsce z jego inicjatywy (m.in. molestowanie seksualne, mobbing, gwałt na podwładnej, picie alkoholu w pracy czy ujawnianie akt pracowników). Informacje pochodziły z obserwacji własnych i doniesień znajomych, co też na bieżąco podkreślała, jeśli mówiła o jakimś zdarzeniu, którego bezpośrednio nie widziała.
Ukarana za prawdę?
– Złożyłam zeznania i z ulgą opuściłam budynek sądu, po czym w maju 2009 r. dostałam zawiadomienie, że jestem oskarżona o zniesławienie przełożonego właśnie podczas ww. rozprawy. Co ciekawe, proces toczył się z wyłączeniem jawności, zatem zeznania rzekomo rzutujące na dobry wizerunek mojego byłego szefa usłyszało jedynie parę osób. Zresztą dla kilku z nich te informacje nie były niczym nowym, bo podobnie jak ja miały już z nim pewne nieprzyjemności. A chyba nikt nie posądza sędziów, że chodzą po mieście i rozpowiadają zeznania świadków? Przełożony poczuł się jednak dotknięty moimi słowami i złożył pozew o zniesławienie, a następnie zawnioskował o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych – mówi Katarzyna Kowalska.
Warto zaznaczyć, że pani Katarzyna nigdy nie została oskarżona o składanie fałszywych zeznań czy próbę wprowadzenia w błąd wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem rzeszowski Sąd Rejonowy, a później też Sąd Okręgowy, uznał ją za winną i nakazał zapłacić 30 tys. zł z odsetkami w ramach odszkodowania dla przełożonego, 10 tys. zł na rzecz Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci w Rzeszowie oraz uregulować część kosztów postępowania sądowego.
– Zasądzona kwota sięga już prawie 90 tys. zł. Nie mam tylu pieniędzy… Obecnie nie pracuję ze względu na problemy zdrowotne. Komornik zajął mi działkę i przygotowuje się do jej licytacji. Jestem już zmęczona tą sprawą. Od 14 lat próbuję bezskutecznie dowieść swoich racji – dodaje pani Katarzyna. – Dla mnie ten wyrok to kpina z wymiaru sprawiedliwości. Nie spodziewałam się, że za dobrowolne i prawdziwe zeznania można zostać ukaranym. Sąd pouczył mnie o konsekwencjach składania nieprawdziwych zeznań, ale jakoś zapomniał dodać, że za prawdziwe zeznania też mogą mi dołożyć, zapewne w imię interesów i układów koleżeńskich – przypuszcza. Podkreśla, że jest gotowa poddać się badaniu wykrywaczem kłamstw. – Mój oskarżyciel odmówił takiego badania. Czyżby bał się, że prawda wyjdzie na jaw? – zastanawia się.
Niejasne podstawy oskarżenia
Pani Katarzyna zwraca uwagę również na to, że sąd przekręca fakty zawarte w protokole, na podstawie którego została oskarżona. – Treść protokołu różni się od postawionych mi zarzutów, jakby ktoś specjalnie chciał zaostrzyć moje słowa i skierować je przeciwko mnie – mówi. Nie może pogodzić się z wyrokiem i wymierzoną karą. – Dlaczego mam płacić człowiekowi, który zniszczył kilkanaście lat życia mojego i mojej rodziny, a teraz bezczelnie wyciąga rękę po moje pieniądze? – pyta.
– Dla mnie rzeszowscy sędziowie to skorumpowana i zdemoralizowana grupa. Wielu z nich to synowie i córki ubeków. Według mnie, są związani starymi układami, dlatego kontrola ich pracy jest pilnie potrzebna. Co ciekawe, jeden z moich byłych współpracowników został również oskarżony przez wspomnianego przełożonego o takie same rzeczy jak ja i został uniewinniony. Czyżby wyrok zależał od tego, kto ma większe układy? Moim zdaniem, to esbeckie układy – ocenia pani Katarzyna.
Na szczęście pani Katarzyna nie została sama z niesprawiedliwym wyrokiem. – Nasze Centrum oferuje pomoc prawną poszkodowanym przez polskie sądy, dlatego zamierzamy wnioskować do Ministra Sprawiedliwości o kontrolę pracy poszczególnych rzeszowskich sędziów oraz ich kariery – informuje Włodzimierz Nowak. W tę sprawę zaangażował się także europoseł Janusz Wojciechowski i poseł Grzegorz Wojciechowski, którzy wystąpili z prośbą o kasację wyroku. Wrócimy do tematu.
Magdalena Pachorek



12 Responses to "Kosztowne zeznania"