
III LIGA. Trenerem drużyny, która jako pierwsza stanie na drodze Resovii w barażach, jest dobrze znany na Podkarpaciu Wiesław Bańkosz.
Piłkarze Resovii na trzy kolejki przed końcem sezonu prowadzą z przewagą 7 punktów nad JKS-em Jarosław i Tomasovią. Przy Wyspiańskiego nikt nie ma wątpliwości, iż już w sobotę uda się postawić pieczęć na zwycięstwie w III lidze. Tymczasem 14 czerwca pierwszy barażowy mecz z Kotwicą Kołobrzeg.
Trenerem drużyny, która w cuglach i po raz pierwszy w swojej historii, wygrała trzecią ligę w grupie pomorsko-zachodniopomorskiej jest Wiesław Bańkosz. W latach 90. XX wieku opiekun Wisłoki Dębica. Bez wątpienia jedna z najbardziej sympatycznych osób w środowisku piłkarskim. Kotwica to jego trzynasty klub w karierze.
– Jestem tu od października 2012 roku. Czterdzieści kilometrów stąd, w Połczynie Zdroju, znajduje się mój rodzinny dom. A żeby było ciekawiej, od 40 lat mieszkam w Zduńskiej Woli niedaleko Łodzi – śmieje się Bańkosz, który w 2011 roku zajął trzecie miejsce w plebiscycie na trenera roku w Małopolsce, ustępując jedynie Duszanowi Radolskiemu z Niecieczy i Robertowi Maaskantowi z Wisły Kraków.
Pamięta Resovię
– Skłamałbym mówiąc, iż nie interesuje się tym, co dzieje się w Resovii. Ale wcześniej mamy jeszcze dwa mecze mistrzowskie i wojewódzki finał Pucharu Polski z Energetykiem Gryfino. Jeśli wygramy, awansujemy do rozgrywek ogólnopolskich – tłumaczy Wiesław Bańkosz, który z wielkim sentymentem wraca do czasów, w których prowadził Wisłokę. – Mam kontakt z Bogusiem Paterem i paroma innymi ludźmi z klubu. Pamiętam również mecze na Resovii i Stali Rzeszów. Kibice tych drużyn wciąż się tak nienawidzą?
Trener Kotwicy chętnie zgadza się na rozmowę o swoim zespole. – W dobie Internetu i tak nic się nie uchowa w tajemnicy – śmieje się. Okazuje się, iż w Kołobrzegu strasznego ciśnienia na awans nie ma, ale… – Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na pewno zrobimy wszystko, by zagrać w drugiej lidze – podkreśla Bańkosz.
Obrońca z „Klubu Kokosa”
Kotwica to bardziej doświadczona drużyna od Resovii. – Mam ludzi, którzy grali po wyższych ligach. Z Pogoni Szczecin, ale też z Poznania, Torunia i Białegostoku. Miejscowych jest tylko dwóch, reszta to przyjezdni. Kokosów u nas nie zarabiają, ale klub jest dobrze zorganizowany – tłumaczy trener Kotwicy. Podkreśla, że zespół nie posiada lidera i bazuje na wyrównanym składzie. Jednak resoviacy będą musieli zwrócić uwagę na Tomasza Rydzaka (strzelił 12 goli), Krzysztofa Biegańskiego i Daniela Kokosińskiego. Ten ostatni to słynny bohater „Klubu Kokosa” Polonii Warszawa z czasów prezesa Józefa Wojciechowskiego. – Daniel to przesympatyczny chłopak. Przyszedł do nas z Bałtyku Gdynia i sprawdza się – mówi trener Bańkosz.
Baza dla Duńczyków
Rzeszowianie mogą zazdrościć Kotwicy obiektów. – Cukiereczek – zachwala Bańkosz. – Stadion Miejski nosi imię Sebastiana Karpiniuka, posła, który zginął w katastrofie smoleńskiej. To on był bowiem inicjatorem budowy nowoczesnego obiektu w Kołobrzegu. Docenili go Duńczycy, tu była ich baza podczas Euro 2012. Kibiców Resovii zapraszamy zresztą na stronę mkpkotwica.pl, gdzie można odbyć wirtualny spacer po ładnym, kameralnym stadionie.
Na mecze Kotwicy przychodziło ostatnio około 1 tys. kibiców, na pucharowym spotkaniu derbowym z Gwardią Koszalin dwa razy tyle. Kotwica często grywa przy światłach, nawet o godzinie 20.
Tomasz Szeliga


