
Wyciekami z prywatnego e-maila szefa KPRM Michała Dworczyka od kilkunastu dni żyje cała Polska. W dodatku spekulując, kto za tym stoi. Stanęło oczywiście na tym, że to wina Putina, bo trudno podejrzewać Tuska o tego rodzaju ciekawość. Może nawet nie byłoby takiego zainteresowania, gdyby pan Dworczyk pisał do żony albo kochanki (co w tym przypadku mogłoby wzbudzić niezdrową sensację), ale… on pisał (przynajmniej w przypadku info, które wzbudziło moje zainteresowanie, i tu, według mnie, jednak SZACUN), by nie wysyłać przeciwko protestującym kobietom wojska (strajk kobiet został wywołany przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego zakazujący aborcji nawet wtedy, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby). WOJSKA? Tak, wojska. A dokładniej mówiąc, żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej (czasem się zastanawiam, czy oprócz WOT mamy jeszcze innych żołnierzy, skoro koszar pilnują ochroniarze w bądź co bądź podeszłym wieku lub z orzeczeniami o niepełnosprawności). A taki scenariusz, według przecieków z maila, był brany i to poważnie pod uwagę. I pomysł zrodził się ni mniej, ni więcej, tylko w chorej chyba wyobraźni ministra obrony narodowej, Mariusza Błaszczaka. Jak swój sprzeciw argumentował Dworczyk? Całkiem zdroworozsądkowo. Podstawowy argument był taki, że żołnierze nie są do takich działań szkoleni (brawo!). Kolejnym była porażka wizerunkowa, możliwe ryzyko eskalacji protestów z powodu wyprowadzenia wojska na ulice i to przeciwko kobietom (na pewno), oraz skalanie dobrego imienia żołnierzy i narażenie terytorialsów na zarzut bycia „polityczną bojówką” (cokolwiek o tym ktokolwiek myśli). O dziwo (powtórny szacun), Dworczyk się wtedy na to nie zgodził, ba, wezwał, by skupić się na walce z pandemią (w październiku dopadła nas druga fala koronawirusa). O czym to jednak świadczy (mówię o prywatnej korespondencji najwyższych urzędników państwa)? O tym, że premier / prezydent / zwykły poseł / et cetera, dopuszczali w ogóle taką myśl. Chorą tym bardziej, że pomysł zrodził się w samym środku pandemii, jakby państwo nie miało nic innego do roboty. W czasie, gdy umierały na COVID-19, czy też nie, tysiące ludzi? Kto za tym stał/stoi? Kto w ogóle wpadł na pomysł, by wojsko wysłać przeciwko kobietom? Polkom? Czy żołnierze nie powinni przede wszystkim bronić granic Rzeczypospolitej, a nie tej czy innej władzy przed obywatelami? Oczywiście nikt nie mówił o wysyłaniu czołgów czy strzelaniu do protestujących, ale brak świadomości wśród rządzących, do czego mają służyć narzędzia państwa (a takim są służby: policja, straż, wojsko), budzi uzasadniony niepokój. Niepokój jest tu oczywiście sformułowaniem nad wyraz dyplomatycznym. Właściwszymi byłyby: groza, trwoga, przerażenie, żeby nie używać tak popularnego teraz – nie wiem czemu – masakra. I tu rodzi się pytanie. Czy o taką Polskę walczyliśmy? Ja nie.
Redaktor Anna Moraniec



8 Responses to "Krok od splamienia munduru"