KOLBUSZOWA. Sympatyczny gad umila dzieciom czas kwarantanny.
Od kilku dni kolbuszowski krokodyl „Niluś” spotyka się w Internecie z dziećmi, by uatrakcyjnić im czas, który w związku z pandemią koronawirusa muszą spędzać w domach. Transmisje codziennie prowadzone na kanałach społecznościowych YouTube i Facebook. Tylko nam sympatyczny „Niluś” zdradził „kuchnię” powstawania materiałów, które cieszą się coraz większą popularnością zarówno najmłodszych, jak i ich rodziców.
Może na początku wyjaśnijmy, skąd w Kolbuszowej krokodyl i do tego „Niluś”. Otóż przez miasto to przepływa mała rzeczka, właściwie potok, czyli… Nil.
Nazwa ta ma swój rodowód w czasach zaborów, a wzięła się najprawdopodobniej pomyłki austriackiego kartografa. Starzy kolbuszowianie pamiętają z opowiadań swoich dziadków, że w niecce, gdzie obecnie jest galeria handlowa, był staw nazywany… „morzem czerwonym”. Od Nilu blisko jest do krokodyli i tu już następna legenda o tym, że któryś z zamożnych właścicieli miasta, próbował je zaaklimatyzować w miejskim potoku. Dlatego dziś ten „sympatyczny” gad jest symbolem Kolbuszowej, a jego pomnik stoi na Rynku.
Krokodyla „Nilusia” wymyślił, a potem wcielił się w jego rolę, znany lokalny społecznik, Grzegorz Romaniuk. Z oczywistych przyczyn maskotka ta w ostatnich tygodniach nie uczestniczy w imprezach z udziałem dzieci, jak miała to w zwyczaju. Jest jednak obecna on line. Dzieje się tak za przyczyną transmisji internetowych, które są realizowane każdego dnia. – Wydaje mi się, że jest ta forma jest najbardziej adekwatna do sytuacji, w której znalazły się dzieci – mówi nam Grzegorz Romaniuk. – Dzięki temu, w sposób dla maluchów przyswajalny, mogę przekazać im informacje o koronawirusie i zasadach higieny. Przekaz z użyciem postaci bajkowej daje im większe poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Po prostu czują się lepiej. Inna sprawa, że krokodyl „Niluś” to fajna promocja Kolbuszowej. Dzięki niemu w świat idzie sygnał o naszym mieście, jego historii, no i oczywiście o pięknej rzece Nil.
Wszystkie materiały powstają w prowizorycznym studiu nagrań w budynku Fundacji na Rzecz Kultury Fizycznej i Sportu przy stadionie. Do filmowania Grzegorz Romaniuk wykorzystuje… dwa telefony, a do montażu swój domowy komputer. Efektem tego są produkcje, które publikowane są na kanałach społecznościowych YouTube i Facebook. – Mam sygnały, że maluchy bardzo chętnie oglądają przygody „Nilusia” i że czekają na ich część dalszą – cieszy się nasz rozmówca. – To daje motywację do nagrywania kolejnych odcinków. Pole do popisu jest ogromne, ale nie chcę nagrywać filmów na zewnątrz, żeby nie dawać złego przykładu oglądającym mnie dzieciom. Na razie one muszą zostać w domach.
pg


