By rzecz ująć z detalami
temat tak zakończyć mogę:
Budowaliśmy z kumplami
coś płaskiego, jakby drogę,
a że praca była ostra
i częściowo za darmochę,
droga wyszła dosyć prosta,
tylko wyboista trochę
Lecz świeciła nam myśl główna,
którą tak bym ujął tu:
przyjdzie walec i wyrówna,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
1 września minęły dokładnie trzy lata od otwarcia drogi ekspresowej S19 na odcinku Stobierna – Sokołów Małopolski. Tym samym wydawało się, że szybko i bezpiecznie dotrzeć będzie można z Rzeszowa na północ, a stamtąd już wkrótce wić się będzie Via Carpatia otwierając mieszkańcom Podkarpacia „ścieżkę” na Lublin skąd już tylko skok do Warszawy. Notabene ekspresówka Lublin – Warszawa w zasadzie prawie ukończona. Wracając jednak do feralnej S19 bardzo szybko okazało się, że jak to mówią młodzi ludzie: coś nie pykło…
Więc choć się z początku
sporo orłów na niej wywijało,
niemniej, rzecz ogólnie biorąc,
iść się po tej drodze dało,
sprawa była oczywista,
siwy mróz czy lipiec duszny,
nic, że droga wyboista,
ważne, że kierunek słuszny!
Budowa odcinka między Stobierną a Sokołowem Młp. kosztowała prawie 300 mln zł. i pochłonęła 21 tys. m3 betonu, 3 tys. ton stali, a położono 300 tys. m2 nawierzchni.
Budowano, budowano, no i zbudowano… trzy pasy ruchu. Droga ekspresowa posiadająca trzy pasy ruchu to absurd, częste zwężenia są bardzo niebezpieczne, co pokazały trzy lata na S19, gdzie co chwila dochodziło do groźnych wypadków. Ale co to dla nas, zawsze można przecież zrobić remont…
Aż ktoś dostrzegł, że wertepy
szlak nasz znaczą jako żywo,
nie z nadmiernej, panie, krzepy,
nie z romantycznego zrywu,
tylko nacią od pietruszki
wisi ludziom ta robota
tylko każdy własnej dróżki
szuka cichcem po wykrotach
Rozbudowujemy – gruchnęło wszem i wobec. Padła nawet kwota za opracowanie koncepcji rozbudowy – okrągłe jak rzeszowska kładka 3 mln złotych. Półtora roku na opracowanie dokumentacji zdaje się właśnie mija, więc już w lipcu na stronie Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad pojawił się news o rozpoczęciu… akcji informacyjnej dotyczącej rozbudowy. Tymczasem policja zaapelowała do drogowców – zróbcie coś z tym badziewiem. No i zrobili zamieniając drogę ekspresową w „rowerową” – ograniczając na niej prędkość do osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Mkniesz zatem z rozwianym włosem tzw. „ekspresówką” swym różowym kabrioletem z zawrotną prędkością 80 km/h, a potem skręcasz na Leżajsk w wąską szosę 875 bez poboczy i… przyspieszasz do 90km/h, bo to Polska właśnie…
A kto sobie koleinę już
wydeptał, bierze szmalec
i odwala partaninę
powołując się na walec,
A ten przeto gromkim basem
Wnoszę ludziom ku przestrodze
Przypomnijmy sobie czasem
Jak trza iść po równej drodze
Korowód absurdów – począwszy od decyzji o budowie „ekspresówki” w takim kształcie – toczy się od lat i przypomina nam co chwila, gdzie żyjemy. Nasz polski świat nie może być prosty i nieskomplikowany. Staje się trudny, bo takim go planują i za nasze pieniądze czynią najrozmaitszej maści eksperci, specjaliści i urzędnicy. „Ekspresówka” na Sokołów jest tylko symbolem naszych bolączek. Pokazuje nasze miejsce w Europie, chaos organizacyjny, jakby potwierdzić chciała, że „to państwo jest naprawdę z dykty”. A my się podniecamy prezydentem Warszawy, który prosi o zmianę muzyki w pubie, nie dostrzegając ważnej i drogiej głupoty tuż pod własnym nosem. Czy aby na pewno tylko głupoty? Na stronie 22 publikujemy listę byłych posłów PiS zatrudnionych w administracji publicznej i spółkach Skarbu Państwa.
No to co, że forma brudna
i że błędy tam i tu?
przyjdzie walec i wyrówna,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
Redaktor Naczelny Super Nowości Jakub Karyś



11 Responses to "Krótka opowieść o tym jak tekst Wojciecha Młynarskiego wyprzedził swoje czasy."