Krwawa masakra nadal owiana tajemnicą

Gangster imponował Kamili. Miał pieniądze, drogie samochody, spełniał jej zachcianki. Dziewczyna wprowadziła się do jego mieszkania pół roku przed tragedią.
Gangster imponował Kamili. Miał pieniądze, drogie samochody, spełniał jej zachcianki. Dziewczyna wprowadziła się do jego mieszkania pół roku przed tragedią.

Tymi wydarzeniami żyła cała Polska. Gangster z Sanoka zabił wspólnika od ciemnych interesów, swoją dziewczynę i sam popełnił samobójstwo. Do dziś jednak śledczy ustalili niewiele więcej.

Andrzej B. najpierw z zimną krwią zamordował swojego kolegę, 29-letniego Krystiana L., a dzień później swoją 17-letnią dziewczynę, Kamilę M. Po wszystkim strzelił sobie z głowę. Dramat, który rozegrał się na jednym z sanockich osiedli, śledziła cała Polska. Czy kiedykolwiek poznamy prawdę o tym, co wydarzyło się w Międzybrodziu i w mieszkaniu na Cegielnianej?

Śledztwo, które trwa od ponad roku, stoi praktycznie w martwym punkcie. Śledczy nie ustalili wiele ponad to, co było wiadome praktycznie od początku. Przesłuchanie blisko stu świadków nie wniosło wiele do sprawy. Nadal nie ma pewności, że to Andrzej B. 9 stycznia pociągnął za spust w Międzybrodziu, zabijając swojego znajomego Krystiana L. z Leska. Wprawdzie świadkowie widzieli jego samochód na miejscu zbrodni, ale jego samego nikt tam nie widział. Odpowiedź na pytanie, czy mężczyźni spotkali się przed śmiercią mają dać specjalistyczne badania, które wykonają biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Mają oni ustalić, czy na ubraniu Krystiana L. były ślady biologiczne, np. włosy lub naskórek bądź inne, np. włókna z ubrań lub samochodu Andrzeja B.

– Nawet jeśli biegli je znajdą, nie będziemy mieli pewności, że to on pociągnął za spust. Mężczyźni znali się i spotykali, więc ślady, jakie uda się zabezpieczyć, mogą pochodzić z tych wcześniejszych spotkań – zaznacza Janusz Ohar z Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Biegli na wydanie opinii mają czas do czerwca.

Po otrzymaniu wyników krośnieńska prokuratura prawdopodobnie z powodu śmierci głównego podejrzanego umorzy śledztwo. – Chyba że pojawi się jakiś przełomowy dowód albo świadek – dopowiada rzecznik.

Pewne jest to, że cała trójka zginęła z tej samej broni, co potwierdziły szczegółowe badania balistyczne. Był to pistolet wschodniej produkcji kaliber 9 mm, który policjanci znaleźli w mieszkaniu Andrzeja B.

Połączyły ich narkotyki
Andrzej B. był dobrze znany policji. Miał kryminalną przeszłość. Był karany za przestępstwa narkotykowe i rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Krystian L. był notowany za pobicie. Przed śmiercią oficjalnie zajmował się handlem butami i odzieżą. Był też ochroniarzem w dyskotece w Solinie. Obaj mężczyźni dobrze się znali. Kibicowali lokalnej drużynie Sanovia Lesko, prowadzili razem interesy. Połączyły ich narkotyki. Zdaniem prokuratury, najprawdopodobniej motywem zabójstwa były porachunki finansowe. Krystian L., pseudonim „Lala”, był winny Andrzejowi B. pieniądze. Gdy nie był w stanie spłacić długu, Andrzej B. postanowił rozwiązać sprawę w inny sposób.

„To była egzekucja”
Ustalenia śledczych wskazują, że to 32-latek 9 stycznia w Międzybrodziu pociągnął za spust. Oddał cztery strzały, trzy w głowę i jeden w plecy. Wszystkie od tyłu. Zdaniem Adama Siembaba, patomorfologa, który przeprowadzał sekcję zwłok, to była egzekucja.

– Mężczyzna klęczał z rękoma podniesionymi do góry. W jego stronę na początku oddano dwa strzały w głowę. Później, gdy upadł na ziemię, został dobity jednym strzałem w głowę i jednym w plecy. Na ciele 29-latka nie było żadnych śladów krępowania, bicia i duszenia. Mężczyzna się nie bronił. Taki przebieg wydarzeń ewidentnie wskazuje na egzekucję – mówi Adam Siembab.

– Andrzej B. był bezwzględnym człowiekiem, dzięki temu wyrobił sobie pozycję wiodącą na tym terenie. Postanowił tak ukarać kolegę, który miał u niego dług, a jednocześnie walczył o wpływy – dodaje Janusz Ohar.

Świadkowie widzieli samochód 32-latka w dniu dokonania zabójstwa na miejscu zbrodni. Jego samego nikt jednak nie widział. Nie udało się też ustalić, czy mężczyzna był sam, czy miał pomocników. – Bierzemy pod uwagę każdą możliwość, także to, że sprawca miał wspólników, na razie nie mamy na to jednak dowodów – wyjaśnia prokurator.

Agent Tomek donosi
Równocześnie w krośnieńskiej prokuraturze trwa śledztwo w sprawie donosu posła PiS Tomasza Kaczmarka. Popularny Agent Tomek winą za niepowodzenie akcji obarcza kierownictwo podkarpackiej policji. Jego zdaniem, na miejscu brakowało osoby, która kierowałaby akcją i podejmowała kluczowe decyzje. Na miejscu nie było szefa podkarpackiej policji Zdzisława Stopczyka, który przebywał w tym czasie w Zakopanem na dorocznej naradzie policji. W tym czasie akcją dowodził jego zastępca Kazimierz Mruk. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. – Śledztwo prowadzimy w sprawie, nie przeciwko osobie – komentuje Janusz Ohar.

Poseł Kaczmarek uważa również, że błędem było wysłanie na obserwację mieszkania podejrzanego funkcjonariuszy z miejscowej komendy. Mimo że wóz nie był oznakowany, policja jeździ nim od lat i samochód zna praktycznie każdy mieszkaniec Sanoka i okolic. Zdaniem posła, należało od razu wezwać bardziej doświadczonych funkcjonariuszy z Rzeszowa.

Z kolei z raportu Komendy Głównej Policji na temat sanockich wydarzeń, który trafił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wynika, że policja nie popełniła żadnych błędów.

Zginęli, trzymając się za ręce
Policja od początku podejrzewała, że to 32-latek zastrzelił 29-latka z Leska. Policja obserwowała mężczyznę. Pod blok, gdzie mieszkał, pojechał nieoznakowany wóz policyjny. Gdy gangster zorientował się, że jest obserwowany, oddał w kierunku samochodu 7 strzałów. 4 z nich trafiły w auto. Funkcjonariusze nie odnieśli obrażeń.

Po tym, jak ostrzelał samochód, Andrzej B. zabarykadował się w swoim mieszkaniu na 3. piętrze w bloku. Razem z nim była 17-letnia Kamila B. Na miejsce przyjechali sanoccy policjanci, później także antyterroryści z Rzeszowa i Warszawy oraz policyjny psycholog i negocjator. Kilkakrotnie próbowali nawiązać kontakt z parą, niestety, bezskutecznie.

Dokładnie o godz. 1.17 w nocy funkcjonariusze podjęli decyzję o siłowym wkroczeniu do mieszkania. Na balkon poleciały granaty hukowe. Prawdopodobnie w tej chwili Andrzej B. strzelił w głowę swojej dziewczynie, Kamili. Chwilę później popełnił samobójstwo. Para została znaleziona z jednym z pokoi. Odświętnie ubrani leżeli na łóżku. Trzymali się za ręce.

Martyna Sokołowska

6 Responses to "Krwawa masakra nadal owiana tajemnicą"

Leave a Reply

Your email address will not be published.