Krwawe plakaty do prokuratury

Mieszkańcy Rzeszowa są oburzeni drastycznymi plakatami rozkrwawionych płodów. Fot. Wit Hadło
Mieszkańcy Rzeszowa są oburzeni drastycznymi plakatami rozkrwawionych płodów. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Za plakatami antyaborcyjnymi stoją rzeszowscy działacze pro-life.

Na kilku billboardach przy głównych ulicach Rzeszowa pojawiły się plakaty ze zdjęciami rozkrwawionych płodów. To kampania informacyjna ruchu pro-life. Szereg rzeszowian uważa, że to zdecydowana przesada, a Partia Razem chce tę sprawę skierować do prokuratury, bo, jej zdaniem, nie tak powinna wyglądać debata na ten temat.

W sprawie szokujących plakatów otrzymaliśmy wiele telefonów i maili od naszych Czytelników: – To jest straszne, żeby idąc z dzieckiem przez miasto narażać je na takie obrzydliwe widoki – mówi Halina, mama 7-letniej Łucji. – W telewizji i w kinach do pewnego wieku dzieci nie mogą oglądać horrorów, thrillerów i innych programów z taką drastyczną treścią. Patrzenie na rozkrwawiony płód może się odbić negatywnie na psychice dziecka – dodaje oburzona.

Działacze pro-life cieszą się, że ich kampania wywołuje dyskusję. – Każdy sposób, żeby dotrzeć do ludzi, jest skuteczny. Tę formę od wielu lat stosują w Stanach Zjednoczonych. 10 lat temu wzięliśmy z USA tę wystawę antyaborcyjną i ją publikujemy. Jest zima, postanowiliśmy eksponować zdjęcia na billboardach – mówi Jacek Kotula, działacz pro-life i radny sejmiku wojewódzkiego.

Negatywnie na temat plakatów wypowiada się rzeszowski ratusz. – Są obrzydliwe i ohydne – mówi Maciej Chłodnicki. Rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa jednocześnie zaznacza, że miasto nie może nic zrobić z tymi plakatami, bo wiszą one na prywatnych billboardach.

Działacze Partii Razem na Podkarpaciu chcą w tej sprawie złożyć doniesienie do prokuratury. – Robiliśmy to już w Krakowie i Częstochowie. Zrobimy też w Rzeszowie. Trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby takie treści nie były publikowane w przestrzeni publicznej. To jest miejsce, w którym pojawiają się dzieci. Równie dobrze zwolennicy legalności aborcji mogą zacząć publikować zdjęcia zdeformowanych płodów i dzieci po urodzeniu. Nie tak powinno się prowadzić dyskusję – mówi Paweł Preneta z Partii Razem.

Aborcja wraca
Do Sejmu trafił kolejny projekt antyaborcyjny. Znowu zacznie się dyskusja, czy zmienić obecne prawo nazywane przez wielu „od lat wypracowanym kompromisem”. Poprzedni projekt został odrzucony. – Nasz projekt jesienią tamtego roku przepadł. Jest mi przykro, że politycy nawet z mojej partii, za którą bym życie oddał, przestraszyli się czarnych protestów. Podobny projekt jest złożony przez Polską Federację Ruchu Życia. My się pod tym podpisujemy. Każdy krok w tym kierunku to krok w dobrą stronę – mówi Jacek Kotula.

KOMENTARZ
krwawe plakaty bużWiesław Buż, radny Rzeszowa:
Ja na te billboardy patrzę z przerażeniem i złością. Jaki barbarzyńca taki sposób rozmowy o aborcji może proponować? Wypacza to całkowicie zasadę debaty. Straszy dzieci, młodzież i mieszkańców. Nie wiem, kto jest władny, ale powinno się zabronić publikacji takich treści, taką uchwałę podjąć, żeby to zakleić. Nie tak powinna wyglądać debata o jakiejkolwiek sprawie, tym bardziej aborcji. To jest temat bardzo złożony. Uważam, że ludzie kulturalni w XXI w. powinni umieć o tym rozmawiać, a nie w taki sposób to przekazywać. Często jest to nieprawdziwe. Powiększone, w żaden sposób niepasujące do rzeczywistości.

krwawe plakaty gołąbSławomir Gołąb, radny Rzeszowa:
Problem aborcji jest bardzo trudny. Na pewno jest to zło. Natomiast kampania reklamowa, która jest prowadzona w tej chwili w wielu miastach w Polsce przeciwko aborcji, nie jest w najlepszej formie. Te zdjęcia są bardzo drastyczne, widzą to dzieci i najlepszego wrażenia to nie wywołuje. Kampania antyaborcyjna – tak, ale myślę, że forma powinna być zupełnie inna. Bardziej łagodnie, w sposób inteligentny można trafić zarówno do młodzieży, jak i starszych, ale tak, żeby nie wywoływać drastycznych wrażeń, u dzieci wręcz traumatycznych.

Blanka Szlachcińska

23 Responses to "Krwawe plakaty do prokuratury"

Leave a Reply

Your email address will not be published.