
ŻUŻEL. Niespełna trzy lata trwała żużlowa kariera wychowanka Stali Rzeszów, jednego z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia, który dla ukochanej dyscypliny poświęcił to, co najcenniejsze – życie.
– Jeszcze nie trenuję, ale kask już mam! – mówił ponad dekadę temu kilkuletni wówczas Krystian Rempała. To właśnie kask, a właściwie jego brak, gdyż ten zsunął się z jego głowy tuż przed uderzeniem zawodnika o tor, stał się zgubą 18-letniego żużlowca, który zmarł w minioną sobotę w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju. Wychowanek Stali Rzeszów przebywał w nim od 22 maja, kiedy to podczas meczu ligowego ROW-u Rybnik z Unią Tarnów, której barwy reprezentował w tym roku, uczestniczył w karambolu z udziałem Kacpra Woryny. Nieprzytomny zawodnik „Jaskółek”, z podejrzeniem urazu głowy, natychmiast został przetransportowany do szpitala, gdzie jeszcze tego samego wieczora przeszedł 2-godzinną operację neurologiczną. Kolejne dni spędził na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, gdzie nie odzyskał przytomności.
Skazany na speedway
Urodzony 1 kwietnia 1998 r. Krystian Rempała był skazany na speedway. Pochodził bowiem z żużlowej rodziny: jego tata Jacek, oraz wujkowie Grzegorz, Tomasz i Marcin także ścigali, bądź nadal ścigają się na żużlu. – Krystian pierwszy raz wsiadł na motocykl w wieku 3,5 roku. Od 10. roku życia jeździł już na normalnym motocyklu żużlowym o pojemności 500, czyli bez żadnych ograniczników. Widać, że chłopak ma papiery na jazdę. Teraz trzeba to wszystko poukładać, nie wszystko na hurra. Myślę, że może być z niego kawał dobrego zawodnika – mówił niespełna 3 lata temu, podczas egzaminu na licencję żużlową, Jacek Rempała.
Z różnych przyczyn, których ojciec zawodnika do dziś nie chce szerzej komentować, żużlowe prawo jazdy Krystian zdobył nie w barwach Unii Tarnów, lecz Stali Rzeszów. Miało to miejsce 18 czerwca 2013 r. na torze przy ul. Hetmańskiej. Rempała junior miał wówczas zaledwie 15 lat i niespełna 2 miesiące! To właśnie z tego powodu blisko rok musiał czekać, na debiut w meczu ligowych (żużlowcy, by wystartować w meczu ligowym, muszą mieć skończone 16 lat – przyp. red.). – Krystian podczas egzaminu był wyróżniającym się adeptem i bez problemu zaliczył część praktyczną – chwalił najmłodszego z żużlowego klanu Rempałów trener Marek Cieślak, który w stolicy Podkarpacia był członkiem komisji egzaminacyjnej. – Jeśli mam być szczery, to podczas startów na torze nie wzoruję się ani na stylu jazdy mojego taty, ani żadnego z wujków. Żużlowcem, którego staram się podpatrywać i brać z niego przykład, jest Amerykanin Greg Hancock – przyznał w rozmowie z „Gazetą Krakowską” 15-letni wówczas Krystian.
Od Rybnika do Rybnika
Rempała ligowy debiut zaliczył 4 maja 2014 r. Wówczas to Stal Rzeszów na stadionie przy ul. Hetmańskiej podejmowała drużynę z… Rybnika. To właśnie na torze swojego pierwszego ligowego rywala, Krystian 8 dni temu wyjechał do, jak się później okazało, ostatniego w swoim życiu wyścigu. – Trema trochę była, bo zawsze musi być. Mogło być lepiej, ale też mogło być gorzej. 4 punkty plus bonus to niezły wynik w debiucie. Szkoda zwłaszcza ostatniego biegu, który trochę zepsułem i przyjechałem ostatni – tak 2 lata temu w rozmowie z Super Nowościami opisywał swój pierwszy mecz w ekipie „Żurawi” Krystian Rempała. Właśnie w nim, w pokonanym polu pozostawił m.in. Chrisa Harrisa, uczestnika Grand Prix. – Fajnie jest pokonać takiego zawodnika i jest się z czego cieszyć. Przyjechaliśmy z Maćkiem Kuciapą na 5-1. Przywiozłem za plecami Chrisa Harrisa, ale długo nie wiedziałem, kogo pokonałem. Dopiero w parku maszyn dotarło do mnie, że to był „Bomber” Harris! – cieszył się Rempała.
Ojciec z synem w jednej parze
– Lata szybko uciekają i wiadomo przecież, że wiecznie na żużlu nie będę jeździł. Marzy mi się, żeby wystartować w jednym wyścigu razem z moim synem, Krystianem. W ubiegłym roku było to niemożliwe, gdyż syn skończył dopiero 15 lat i mógł startować jedynie w zawodach młodzieżowych, a ja juniorem niestety już nie jestem – żartował na łamach jednej z krakowskich gazet Jacek Rempała. Jego marzenie spełniło się dwa lata temu, gdy obaj startowali w barwach KSM Krosno. W pamięci kibiców szczególnie zapadnie wydarzenie z 29 czerwca 2014 r. i mecz KSM Krosno – Kolejarz Rawicz. Wówczas to, reprezentujący jako „gość” barwy „Wilków” Krystian, wraz z ojcem przywiózł do mety podwójne zwycięstwo. W kolejnych latach Jacek całkowicie poświęcił się karierze syna, przygotowując dla niego sprzęt. Ten łącznie przez trzy sezony bronił barw drużyny z Rzeszowa, by w ostatniej zimowej przerwie, wobec kłopotów finansowych klubu ze stolicy Podkarpacia, przenieść się do Unii Tarnów, w barwach której zdążył wystartować w zaledwie 4 meczach.
Na rękach u Skrzydlewskiego
Dwa dni przed tragicznym w skutkach wypadkiem w Rybniku, Krystian Rempała razem z drużyną Unii Tarnów trenował na torze w Rzeszowie. – To był młody, bardzo pracowity chłopak, prawdziwy talent. Cała kariera była przed nim. Wielka szkoda dla nas, dla całego żużla, bo odszedł bardzo młody człowiek. Krystiana pierwszy raz spotkałem w Łodzi, gdzie pracowałem jakiś czas temu. On przyjeżdżał tam z Jackiem na trening. Od razu było widać, że ma smykałkę do żużla. Sylwetka, ułożenia na motocyklu już wtedy było wzorowe – wspomina Krystiana łamiącym się głosem trener Janusz Ślączka, który jeszcze w tamtym roku pracował z Rempałą, gdy ten startował nad Wisłokiem
Również w Łodzi po raz pierwszy z młodym Rempałą zetknął się Witold Skrzydlewski. – Znałem Krystiana. Był taki moment, że jako chłopca, nosiłem go na rękach – wspomina tragicznie zmarłego żużlowca na łamach „Przeglądu Sportowego” prezes Orła Łódź. To właśnie jego barw przed laty bronił Jacek Rempała, który do Łodzi przyjeżdżał z małym synkiem. – Czasami trenował u nas. Miał wtedy 12 lat i jego jazda zapierała dech w piersiach. Zdarzało się też, że na prezentację, albo po meczu woził mnie motocyklem. Bardzo go wszyscy w Łodzi lubiliśmy. To niewyobrażalna tragedia. Jestem podłamany tym, co się stało – dodaje prezes Orła.
5-letni Krystianek: – Będę żużlowcem, jak tata!
W swoim felietonie Krystiana Rempałę wspomina także Jan Krzystyniak, były żużlowiec m.in. Stali Rzeszów, a później trener. – Poznałem go, gdy był małym chłopcem. Kiedy ja trenowałem Unię Leszno, w jej składzie był jego tata, Jacek. Szczególnie więc dotknęła mnie ta tragiczna informacja. Łzy cisną mi się do oczu, kiedy widzę ten wypadek. Wszystkiemu winny był nie tor, nie inny zawodnik, ani nie sam Krystian, tylko głupi kask, który się rozpiął! Gotuje się we mnie, bo w pamięci mam jedno ze spotkań z cztero, może pięcioletnim Krystiankiem. Lubił wpadać z tatą Jackiem do klubu. Mieszkali z rodziną w Lesznie, więc często miało to miejsce. Jacek Rempała grzebał coś w warsztacie, a jego synek przychodził do mojego biura. – A ty, co Krystianek będziesz robił, jak będziesz duży? – spytałem któregoś razu. – Będę żużlowcem, jak tata – dumnie odpowiedział! – A ćwiczysz już coś w tym kierunku? Trenujesz? – ciągnąłem temat. – Jeszcze nie, ale już się przygotowuję! – z zapałem odpowiadał, a ja podpytywałem, w jaki sposób. Wtedy Krystianek wybiegł z biura i pobiegł do auta taty. Wrócił z dziecięcym… kaskiem. – Jeszcze nie trenuję, ale kask już mam! – wspomina rozmowę z Krystianem Rempałą sprzed ponad dekady Jan Krzystyniak.
Mimo młodego wieku i krótkiej, bo niespełna 3-letniej kariery, Krystian Rempała wygrał wiele ważnych wyścigów. Niestety, przegrał ten najważniejszy, którego stawką było życie, a w dalszej perspektywie powrót do zdrowia, a być może także i na tor żużlowy. Cześć Jego pamięci…
Marcin Jeżowski


