
NISKO. Na wzgórzu piętrzącym się nad wsią mieszkali już ludzie blisko tysiąc lat temu. Tego byli prawie wszyscy pewni, ale teraz są dowody wczesnosłowiańskiego osadnictwa na Rotundzie.
To znalezisko nie tyle zmieni historię Krzeszowa, co ją znacząco rozszerzy. Pierwsze wzmianki o „Crzeszowie” pochodzą z 1386 r. Niedawno robotnicy odkryli ślady starej osady słowiańskiej. Archeolog potwierdza, że na wzgórzu Rotunda nasi praprzodkowie mogli mieszkać już w XI wieku. – To nas nawet bardzo nie zaskoczyło – mówi wójt Stanisław Nowakowski.
Krzeszów położony jest nad malowniczym zakolem Sanu. Nad wsią, która kiedyś była miastem góruje Rotunda (228 m n.p.m.). Stoi na niej drewniany kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Kiedyś stał tu też warowny dwór Batorówny, jednej z żon Jana Zamoyskiego. Teraz wiadomo, że obronne walory Rotundy kilka wieków wcześniej docenili inni.
Nie tylko Powidlaki i Singer
– To był przypadek – mówi wójt Nowakowski. – Jednej z firm zleciliśmy umocnienie osuwiska, które powstało na zboczach Rotundy. Zleceniobiorca był powiadomiony, że podczas prac może natrafić na pozostałości po przodkach i stało się. Nie spodziewaliśmy się jednak tak dużego odkrycia.
Dumny ze znaleziska był też wezwany archeolog. Osuwisko odkryło skraj osady wczesnosłowiańskiej wstępnie datowanej na XI-XIII wiek. Spod ziemi wyłoniły sie pozostałości po kilku chatach. Natrafiono na fragmenty naczyń ceramicznych, ślady po piecach, a niezwykle cennym znaleziskiem jest metalowy grot strzały. Podobnie zresztą jak monety. Archeologiczne stanowisko zostało zabezpieczone, a wykopane przedmioty trafiły tymczasowo do Muzeum Wikliniarstwa w Rudniku n. Sanem. Tam trwa ich opisywanie. Docelowo znajdą się w krzeszowskiej izbie pamięci, która jest w dawnej wikarówce. Sama izba też będzie powiększona, bo już nie mieszczą się w niej eksponaty, a tych na pewno przybędzie. Prace archeologiczne będą na Rotundzie kontynuowane w przyszłym roku.
Krzeszów jest niezwykle ciekawym zakątkiem Podkarpacia, który dopiero teraz odkrywają turyści. Do tej pory słynął z „Powidlaków” czyli dorocznego święta smażonych śliwek. Inni trafiają tu podążając śladami Isaaca Singera. Teraz powodów wstąpienia do miasteczka na pograniczu byłych zaborów będzie znacznie więcej.
jam


