Siarkowcy wygrali w nieprawdopodobnych okolicznościach, przerywając imponującą passę 562 minut Puszczy bez straconej bramki.
Do 90 minuty nic nie wskazywało na zwycięstwo Siarki, ale wtedy przebudził się Krzysztof Ropski, zawodnik pochodzący z Tuchowa, miejscowości oddalonej godzinę jazdy od Niepołomic. Po dwóch ciosach 20-letniego napastnika groźne „Żubry” wyzionęły ducha.
Tomasz Tułacz, trener Puszczy, były opiekun Siarki i wychowanek Włodzimierza Gąsiora, długo nie mógł uwierzyć w to, co się stało. – Jeden błąd w ostatniej minucie zburzył wszystko. Był remis, mieliśmy grać spokojnie, by utrzymać wynik. Lecz moi piłkarze nie umieli się z tym pogodzić. Pognali pod pole karne Siarki, poszła kontra i nieszczęście gotowe – kręcił głową poirytowany Tułacz. Zakończyła się zatem niesamowita passa 562 minut Puszczy bez straconej bramki oraz seria czterech zwycięstw. O „Żubrach” wciąż może być jednak głośno – we wtorek w Szczecinie grają rewanż ćwierćfinału Pucharu Polski. – Świetnie, gdybyście sprawili niespodziankę – życzył Tułaczowi i jego ekipie trener Siarki.
Szczęście wreszcie przy Siarce
Włodzimierz Gąsior nie raz i nie dwa podkreślił, z jak świetnie zorganizowaną drużyną przyszło się zmierzyć jego podopiecznym w ostatnim meczu 2016 roku. – Puszcza dominowała. Przebiła nas agresywnością do tego stopnia, że w przerwie pytałem swoich zawodników, czy dobrze się czują. Brakowało mi u nich ognia, tej zadziorności, którą prezentowaliśmy choćby tydzień wcześniej w Radomiu. Powiem więcej: Puszcza grała lepiej, niż u siebie, gdy zlała nas 3-0.
Skoro było tak dobrze, to jakim cudem skończyło się tak źle? – Cóż, gdy nie wykorzystuje się swoich okazji… Powinniśmy byli zamknąć ten mecz dość wcześnie. Longinus Uwakwe, a później Dominik Radziemski mieli okazję na trzeciego gola – zwracał uwagę Tułacz.
– Po bramce na 2-2 goście przypominali boksera, który został znokautowany. Przestali grać konsekwentnie. Inna sprawa, że wreszcie i nam dopisało szczęście – tłumaczył z kolei Gąsior. Przypominając, że rywal wystawił najmocniejszy skład, a Siarka musiała sobie radzić bez czterech piekielnie ważnych graczy: Konrada Stępnia, Radosława Sylwestrzaka, Mateusza Czyżyckiego i swojego najlepszego strzelca Daniela Koczona, któremu przyplątała się kontuzja.
Sprytny Ropski, szybki Tomalski
Bohaterem meczu mającego swój ciężar gatunkowy (Siarka właśnie z Puszczą walczy o zajęcie 4. miejsca, które pozwala toczyć baraż o I ligę) został napastnik pozyskany latem z Radomiaka, ale pochodzący z Małopolski Wschodniej. Krzysztof Ropski do soboty strzelił raptem 2 gole, Puszczę rozmontował jednak po profesorsku, sprytnie urywając się obrońcom. Choć przy trafieniu na 3-2 trzeba zdjąć czapki przed Hubertem Tomalskim, który wyprzedził rywali i podał piłkę tak, że Ropskiemu wystarczyło dołożyć stopę.
SIARKA Tarnobrzeg 3
PUSZCZA Niepołomice 2
(1-1)
0-1 Orłowski (5.), 1-1 Płatek (39.), 1-2 Żurek (54.), 2-2 Ropski (90.), 3-2 Ropski (90.+2.)
SIARKA: Dybowski – Grzesik, Waleńcik, Stefanik, Dawidowicz – Stromecki, Płatek, Suchecki (77. Lewandowski), Tomalski, Żebrakowski (60. Szewc) – Ropski.
PUSZCZA: Staniszewski – Zagórski, Stawarczyk, Czarny, Mikołajczyk – Uwakwe, Kotwica – Żurek (64. Radziemski), Domański (90. Krzysztoń), Łączek – Orłowski.
Sędziował: Dawid Bukowczan (Żywiec). Żółte kartki: Żebrakowski, Tomalski, Lewandowski – Żurek, Stawarczyk, Radziemski, Orłowski, Łączek, Kotwica. Widzów 500.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=199682]


