
STALOWA WOLA. Trzynasty dzień miesiąca szczęśliwy dla sprawcy najdziwniejszej kradzieży w historii ostatnich lat. Został zdjęty z niego zarzut złodziejstwa, a teraz sąd zastanowi się nad postępowaniem księdza.
Czesław Obara pewnej czerwcowej nocy wykopał duży krzyż stojący przy jednej ze stalowowolskich ulic i przewiózł go na swoją posesję w niedalekim Zaklikowie. Proboszcz parafii Opatrzności Bożej zawiadomił policję o kradzieży drewnianego symbolu wiary. Policjanci znali już sprawcę, bo jeszcze przed zawiadomieniem ze strony księdza, sam stawił się w komendzie. Mimo to, prokurator postawił mu zarzut kradzieży, z którego we wtorek uniewinnił go sąd.
To prawdopodobnie koniec przeszło trzyletniego sporu o krzyż na Kokoszej Górce. Na początku 2009 r. postawili go tam uczestnicy Drogi Krzyżowej. Miał być początkiem budowy na Os. Młodynie nowego kościoła. Miasto miało jednak inne plany do tego miejsca i prezydent oficjalnie zażądał usunięcia krzyża. W tym roku sąd nakazał właścicielowi zabrać krzyż, ale proboszcz zwlekał. W nocy z 15 na 16 czerwca krzyż zniknął. Zabrał go Obara, wyręczając inspektora nadzoru budowlanego, który miał się tym zająć.
Wykopanie krzyża nie obraża uczuć
Sprawca zaboru jest stalowowolaninem, który wybudował dom w Zaklikowie. Był nawet parafianinem z Opatrzności Bożej, ale został ateistą. Wcześniej, gdy inspektor nadzoru budowlanego ogłaszał przetarg na usunięcie krzyża, zaoferował, że zrobi to za złotówkę. Ofertę wycofał po rozmowie z proboszczem. W połowie czerwca, pod osłoną nocy, krzyż wykopał, przewiózł go do Zaklikowa i wkopał przed swoim domem, naprzeciwko tamtejszego Urzędu Gminy. Zaraz też zgłosił się na policję, informując, że zabrał krzyż, żeby nie dopuścić do jego zbezczeszczenia. Późnym latem krzyż oddał proboszczowi, ale już wtedy miał postawiony zarzut kradzieży krzyża wartego ponad 2 tys. zł. Dwóch stalowowolskich radnych zawiadomiło też organy ścigania o obrazie uczuć religijnych przez Obarę.
Sędzia Anna Polańska-Ziobro z Sądu Rejonowego w Stalowej Woli umorzyła we wtorek postępowanie ws. kradzieży. W materiale zgromadzonym przez policję i prokuraturę, nie doszukała się znamion czynu zabronionego. Jej zdaniem, Obara ani przed zabraniem krzyża, jak i po przewiezieniu go do Zaklikowa, nie wskazywał, że zamierza zabrać krzyż na własność. Mało tego, oskarżony krzyż zabezpieczył i apelował do proboszcza, by ten wskazał miejsce, w którym chciał wkopać krzyż. Sędzia w uzasadnieniu odniosła się do zawiadomienia o obrazie uczuć religijnych. – W zachowaniu oskarżonego nie można dopatrzyć się takiego czynu. – Może ono polegać na obelżywym wypowiadaniu się o osobie Boga, parodiowaniu gestów sprawowania eucharystii z celem poniżenia, posługiwaniu się wizerunkami osób uznanych za święte w sposób im uwłaczający. Samo przeniesienie krzyża w inne miejsce nie jest obrazą uczuć religijnych – uzasadniała sędzia Polańska-Ziobro.
Obara niewinny, teraz sąd zajmie się księdzem
Wyrok nie jest prawomocny i w ciągu tygodnia prokuraturze i Obarze przysługuje odwołanie. Obara zapowiedział od razu, że nie będzie się odwoływał. – Ale jeżeli prokuratura się odwoła, to nie wiadomo, ile jeszcze ten cyrk potrwa – powiedział po wyjściu z sali rozpraw. Być może do tej samej sali wkroczy jeszcze pod koniec listopada. Złożył bowiem skargę na prokuratora, który nie chciał ścigać proboszcza parafii Opatrzności Bożej. Zdaniem Obary ksiądz nie chcąc zabrać krzyża najpierw z miejskiej działki, a potem z prywatnej, narażał symbol wiary na zbezczeszczenie i obrażał uczucia osób wierzących. Prokurator w zachowaniu księdza nie widział nic zdrożnego, a teraz sąd bada, czy śledczy miał rację.
Jerzy Mielniczuk



3 Responses to "Krzyż tylko zabrał, a nie ukradł"