
KROSNO. Ewa K. stanęła przed sądem, który może ją skazać nawet na 10 lat więzienia.
W piątek, 13 grudnia, w Sądzie Okręgowym w Krośnie ruszył proces Ewy K. (42 l.) – księgowej, a potem kierownika Działu Finansowo-Księgowego Towarzystwa Budownictwa Społecznego – Administratora Budynków Komunalnych w Jaśle. Oskarżona w ciągu kilku lat wyprowadziła z firmy, w której pracowała, w sumie 237 245,72 zł. Przyznała się do winy. Twierdzi, że nikt z rodziny nie wiedział o tym procederze. Nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego tak się zachowywała. – Jest mi strasznie przykro. Chciałabym przeprosić za to, co zrobiłam. Postaram się naprawić wyrządzone szkody – mówiła Ewa K. płacząc.
Według prokuratury, Ewa K. w latach 2004 – 2013 dokonała kradzieży pieniędzy w ten sposób, że pobierane z banku na podstawie wystawianych czeków pieniądze na bieżące potrzeby TBS-ABK przywłaszczała sobie. K. z racji zajmowanego stanowiska miała dostęp do elektronicznych kont bankowych spółki, a ponadto prowadziła podręczną kasę dla potrzeb realizowania wypłat gotówkowych.
Na bieżące potrzeby spółki pobierano pieniądze z banku na podstawie czeków wystawianych na okaziciela. Czeki realizowane były przez Ewę K. i innych pracowników spółki. K. nie ewidencjonowała wszystkich wypłat bankowych realizowanych na podstawie czeków, a jedynie fikcyjnie księgowała pobrane pieniądze na kontach kontrahentów, sztucznie pomniejszając w ten sposób zobowiązania spółki TBS-ABK wobec tych kontrahentów. Działając w ten sposób oskarżona w okresie od 2004 r. do marca 2013 r. zabrała w celu przywłaszczenia pieniądze w łącznej kwocie ponad 237 tys. zł. K., chcąc ukryć rzeczywisty stan kont bankowych owej spółki, fałszowała dokumenty w ten sposób, że na oryginale nadesłanego z banku dokumentu w pozycji dotyczącej rachunku pomocniczego przerabiała rzeczywisty stan konta i z tak przerobionego dokumentu, sporządzając jego kserokopię, wytworzyła nowy dokument, który dołączała do dokumentów księgowych TBS-ABK jako autentyczne potwierdzenie salda.
Kradła, choć nie miała problemów finansowych
– Zdawałam sobie sprawę, że ten proceder prędzej czy później wyjdzie na jaw, jednak nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłam. Po prostu nie potrafiłam nad tym zapanować – wyznała szczerze Ewa K. – Pieniądze zabrane z TBS przeznaczałam na bieżące wydatki – mówiła oskarżona. Sędzia Wiesław Ruszała odczytał protokół z przesłuchania K., w którym ta wyjaśniała, że: „Zdarzało się, że nie tylko pieniądze pobierane osobiście zabierałam, ale też te wybierane przez innych pracowników spółki sobie przywłaszczałam. Nie robiłam z tego zapisów. Nikt w firmie nie sprawdzał mojej pracy. Mam syna, a dochód mój i męża wystarczał na bieżące potrzeby. Nigdy nie mieliśmy poważnych problemów finansowych”.
Prokurator nie chce „zawiasów” dla oskarżonej
– Do ilu kont miała pani w firmie dostęp? – pytał obrońca. – Do wszystkich – wyznała K. Przyznała, że usiłowała popełnić samobójstwo, gdy jej złodziejski proceder ujrzał światło dzienne. – Zażyłam ponad 40 tabletek nasennych – mówiła. – Leczę się u psychiatry, jestem w trakcie terapii indywidualnej, byłam także skierowana do sanatorium – dodała. Obrońca oskarżonej oświadczył, że K. chce dobrowolnie poddać się karze, z tym, że prosiła o wyrok w zawieszeniu. Prokurator nie zgodził się na to. K. obiecała spłacić całą kwotę stopniowo.
Jak proceder wyszedł na jaw?
Główną księgową zaniepokoił przelew. – Dostrzegłam nieprawidłowości. Udałam się do banku, sprawdziłam wyciągi i okazało się, że są przelewy na osobiste konto Ewy K. Wtedy już nie miałam wątpliwości, że pieniądze zostały wyprowadzone ze spółki. Opowiedziałam prezesowi o tym, co odkryłam – zeznała świadek Lucyna M. (47 l.) z wykształcenia mgr ekonomii, kuzynka Ewy K. – Gdy się o tym procederze dowiedziałem, to byłem w szoku – mówił Leszek Kmiecik (57 l.), prezes TBS ABK w Jaśle. – Od razu nie było wiadomo, ile konkretnie pieniędzy wyprowadzono z firmy. Początkowo podawano kwotę ok. 60 tys. zł. Gdy dostawaliśmy kolejne partie dokumentów z banku kwota się zwiększała – mówił.
Była pracoholiczką, wzbudzała zaufanie
– Jak to możliwe, że przez wiele lat nikt nie zauważył, że te pieniądze wyciekły? – pytał sędzia. – Nasza spółka jest jak rodzina, jeden pracownik drugiemu wierzył. Jeżeli ktoś robi przelewy, to nie powinien księgować, wtedy nie doszłoby do czegoś takiego – odpowiedział prezes. – Ewa K. była przyjazną, chętną do pomocy osobą, sprawiała wrażenie pracoholiczki, przychodziła do pracy zawsze jako pierwsza, była sumienna i obowiązkowa – dodał. – Oskarżoną traktowałam jak najlepszą przyjaciółkę, była człowiekiem bardzo pobożnym, każdy z nas ufał jej bezgranicznie – mówiła ze łzami w oczach 47-latka.
Wioletta Zuzak



2 Responses to "Księgowa z miejskiej spółki ukradła 237 tys. zł"