Sprawdziły się najgorsze obawy. W półfinale mistrzostw świata Polska zderzyła się nie tylko z najemnikami trenera Valero Rivery, ale i sędziami Nenadem Nikolicem i Dusanem Stojkovicem.
Sześć lat temu Serbowie prowadzili w Mielcu turniej eliminacji Młodzieżowych Mistrzostw Świata, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie. Najwyraźniej od tamtego czasu wiele się zmieniło. Polscy zawodnicy po meczu z Katarem podeszli do sędziów, ostentacyjnie bijąc im brawo, a Piotr Chrapkowski posunął się nawet krok dalej. Poślinił palce i w charakterystycznym geście począł odliczać banknoty. Te obrazki obiegły cały świat, naszej drużynie współczuli Skandynawowie i Chorwaci, a najbardziej solidaryzowali się z nami Austriacy i Niemcy. Oni na tym turnieju też nie dali rady gospodarzom i również mieli olbrzymie zastrzeżenia do pracy sędziów.
– Po co wylewać siódme poty, skoro wszystko jest z góry ustawione? Rozdajmy Katarowi złote medale, a sami walczmy o brąz – powtarzali nasi reprezentanci. Rozgoryczenie nie przesłaniało im obrazu spotkania, w którym byliśmy lepsi tylko na początku. Biało-czerwoni przyznawali, że popełnili za dużo błędów. Czuli jednak, że tego dnia – nawet gdyby wznieśli się na wyżyny – niewiele by wskórali.
I tu jest pies pogrzebany. Nieważne, czy Polacy grali dobrze, czy źle. Dyskusje o tym, dlaczego nie wykorzystali szansy byłyby uprawnione, gdyby decyzje sędziów nie wzbudzały najmniejszych wątpliwości. Krótko mówiąc: arbitrzy muszą pozostawać poza podejrzeniami, a bałkański tandem krzywdził Polaków w kluczowych momentach.
To, co wydarzyło się w półfinale dowodzi, z jak niedoskonałymi przepisami mamy do czynienia. Piłka ręczna to fantastyczna dyscyplina sportu, tylko dlaczego podczas każdej imprezy pojawiają się pytania o sędziowanie? Czyżby Katar był pierwszym gospodarzem, któremu pomagają ściany? Od razu nasuwają się analogie z piłkarskim mundialem w Korei i Japonii i wciągnięciu tych pierwszych za uszy do strefy medalowej. Sęk w tym, że w szczypiorniaku, jak w żadnej innej grze zespołowej, sędziowie nie mają tak dużego pola do interpretacji boiskowych zachowań. W grze opierającej się na kontakcie fizycznym, gwizdków można używać niemal w każdym momencie. O nadużycia łatwiej niż gdzie indziej.
Sama reprezentacja Kataru złożona z sowicie nagradzanych zawodników niemających nic wspólnego z tym krajem i jego kulturą, to temat na osobną rozprawkę. I nie kamyczek, a głaz do ogrodu światowej federacji zezwalającej armii zaciężnej rywalizować w mistrzostwach świata (olimpiadzie pewnie też).
Od 2 tysięcy lat za sprawą cesarza Wespazjana wiemy jednak, że pieniądze nie śmierdzą.
Dlatego emir rządzący krajem będącym jedną wielką baryłką ropy nie ma żadnych rozterek i moralnych dylematów. Szlachetne idee barona Pierre`a de Coubertina? Bądźmy poważni. Świętujmy i budujmy kolejne sportowe cacka. Klimatyzowane boiska i wielofunkcyjne hale. Wkrótce w Katarze mistrzostwa świata w kolarstwie, gimnastyce, lekkiej atletyce i piłce nożnej.
Redaktor Tomasz Szeliga


