Kto ma zaufanie do policji?

Grzegorz AntonKomenda Główna Policji podała informację, że 67 proc. respondentów dobrze ocenia pracę policjantów – to wyniki II edycji Badania spójności społecznej, zrealizowanego przez Główny Urząd Statystyczny w I połowie 2015 r. na blisko 14 tys. osób.

Powiem brutalnie, pewnie wielu się na mnie obrazi, ale te 67 proc. ufających policjantom chyba nie miało do czynienia z nimi. Tak się składa, że na przestrzeni kilku lat wielokrotnie miałem nieprzyjemność kontaktu z kilkoma przedstawicielami policji (nie jako przestępca czy popełniający wykroczenie). Nikomu tego nie polecam. Najczęściej na początku słyszy się od nich tego typu zdania: „nie możemy”, „tego nie da się zrobić”. Przynajmniej ci, z którymi miałem do czynienia to wieczni malkontenci, narzekający na wszystko wokół, ale niedostrzegający błędów u siebie. Co więcej, nie znają przepisów, migają się od pracy. Z osoby pokrzywdzonej potrafią zrobić winnego. Jak się przyjdzie złożyć zawiadomienie, to godzinę wypełniają tony papierów (to akurat nie ich wina, tylko tworzących przepisy), po czym po jakimś czasie przychodzi do domu pokrzywdzonego list ze zdaniem: „sprawa umorzona wobec niewykrycia sprawców”. Patroli pieszych nie widać, dzielnicowy jest jak yeti – wszyscy o nim mówią, ale nikt go nie widział. Gdy dzwoni się na numer 997, to dyżurny traktuje człowieka jak natrętną muchę. Znajoma opowiadała, jak na jednym z rzeszowskich osiedli miała problem z gówniarzami pijącymi przed jej oknem, na piaskownicy alkohol – tak co kilka dni od maja do końca września. Gdy dzwoniła o północy, owszem, dyżurny policjantów wysyłał, ale będąc kilkaset metrów od miejsca zgłoszenia włączali oni sygnały świetlne i dźwiękowe. Towarzystwo uciekało, a za pół godziny wracało. Po ponownym telefonie do dyżurnego ten oznajmiał: „byli policjanci, ale nikogo nie zastali”. Wspaniała taktyka – po gębie się nie dostanie, nie trzeba spisywać itd. Koleżanka po kilku takich akcjach przestała dzwonić po policjantów, a kilka miesięcy później wyprowadziła się, bo nie dawała rady.

Takich sytuacji z życia wziętych, które znam od znajomych, rodziny, czy sam z własnego doświadczenia, mógłbym przytaczać w nieskończoność. Owszem, sam znam policjantów, którzy mogliby być stawiani za wzór, ale to są funkcjonariusze z dużym doświadczeniem i to prawdziwe psy (myślę, że się nie obrażą), którym zależy na pomocy drugiemu człowiekowi. Jednak tacy funkcjonariusze to gatunki na wymarciu. Gatunki, które powinny być chronione, a są jeszcze tępione przez swoich przełożonych (to temat na inną bajkę).

Przykro to mówić, ale niestety rzeczywisty wizerunek policji to obraz nędzy i rozpaczy wbrew różnym badaniom i innym cudom na kiju, które powstają na zamówienie KGP, aby ocieplić wizerunek służby. Nie wiem czy za to całe zło odpowiadają przełożeni, fatalny system szkolenia policjantów, czy coś jeszcze, ale wiem jedno: zaufania do policji nie mam za grosz.

Redaktor Grzegorz Anton

13 Responses to "Kto ma zaufanie do policji?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.